Połowa zespołu zniknęła w kilka miesięcy. W redakcji, która miała być lokalną lokomotywą, zrobiło się cicho. Dziennikarze odchodzą, a ci którzy zostali, mówią wprost o zarobkach bliskich minimum. Czy to chwilowe turbulencje, czy sygnał głębszego kryzysu? Sprawę opisał portal wirtualnemedia.pl.
W trójmiejskim oddziale „Gazety Wyborczej” pracuje dziś 5 z 10 dziennikarzy. Jeszcze niedawno było ich dwa razy więcej. Ostatnie miesiące przyniosły serię odejść, zmian kadrowych i nerwową atmosferę. Oficjalnie spółka mówi o „intensywnych zmianach” i wzrostach w sieci. Nieoficjalnie padają słowa o frustracji i rozczarowaniu.
Odeszła połowa zespołu
We wrześniu 2025 roku zmienił się redaktor naczelny oddziału. Nowym szefem został Maciej Nowakowski. Dotychczasowy naczelny objął stanowisko w Sport.pl. Zmiana miała otworzyć nowy rozdział. Tymczasem już kilka miesięcy później ruszyły zwolnienia grupowe w Agorze.
Z trójmiejskiej redakcji odeszli zastępca redaktora naczelnego i kolejni dziennikarze. W lutym fala przyspieszyła. Niedawno z zespołem pożegnał się Grzegorz Szaro, związany z redakcją od 33 lat. To kawał historii lokalnego dziennikarstwa. Odchodzi też Maciej Pietrzak. Dziś w składzie pozostają Katarzyna Fryc, Krzysztof Katka, Paweł Wojciechowski, Joanna Wiśniowska i Ilona Godlewska.
Co istotne, oddział jest obecnie jedynym w strukturze bez wicenaczelnego. Funkcja pozostaje nieobsadzona od września. Roman Imielski zapewnia, że sytuacja ulegnie zmianie. Szczegółów jednak nie podaje. Czy to naprawdę przypadek?
Zobacz też: 22 miliony na media Gdańska. Konfederacja pyta o priorytety, a my mamy dokumenty
Wyniki rosną, pensje stoją
Oficjalny przekaz jest optymistyczny. Według spółki serwis Trojmiasto.wyborcza.pl zanotował w pierwszym kwartale 20 proc. wzrost odsłon rok do roku. Średnia dzienna liczba użytkowników wzrosła o 25 proc. To dobre dane. Zwłaszcza w czasie, gdy media regionalne walczą o przetrwanie.
Jednak w redakcji mówi się o czymś innym. O pieniądzach. – Zarobki są skandaliczne i nie pozwalają godnie żyć – słyszymy od jednej z byłych dziennikarek. Według tych relacji etatowi dziennikarze otrzymują około 5,5 tys. zł brutto. Część ma zarabiać jeszcze mniej. To poziom bliski najniższej krajowej.
Oddziały miały domagać się podwyżek rzędu 2 tys. zł. Tyle więcej zarabiali dziennikarze „Stołecznej”. Odpowiedź z centrali była krótka. W Warszawie koszty życia są wyższe niż w Trójmieście. Tyle że ceny mieszkań i usług nad Bałtykiem dawno przestały być „prowincjonalne”. Każdy mieszkaniec Gdańska czy Gdyni dobrze to wie.
Z kolei fotoreporterzy współpracujący z oddziałem pracują na własnym sprzęcie. Używają swoich samochodów. Wynagrodzenia również mają być niskie. Trudno mówić o stabilności.
Presja na wyniki i 100 prenumerat
Tymczasem wymagania rosną. Jak słyszymy, celem na pierwszy kwartał 2026 roku ma być około 100 prenumerat na jednego dziennikarza. To ambitny plan. Zwłaszcza przy okrojonym składzie i napiętej atmosferze.
Roman Imielski potwierdza, że 15-20 proc. dziennikarzy w całej redakcji dostanie podwyżki. Nie wiadomo jednak, czy obejmą one osoby z najniższymi pensjami. Spółka nie chce rozmawiać o sprawach wewnętrznych. To standardowa formuła. Jednak dla ludzi, którzy muszą zapłacić czynsz i raty, brzmi to jak unikanie tematu.
Czytaj więcej: Tuba propagandowa zostaje. Media samorządowe bez zmian
mn






