Miało być podsumowanie współpracy i rozmowa o usprawnieniach rad dzielnic. Zamiast tego pojawiło się poczucie, że dwie strony mówią zupełnie innymi językami. Radni dzielnic po spotkaniu z prezydent Gdańska nie kryli rozczarowania i coraz mocniej mówią o fasadowym dialogu.
W Urzędzie Miejskim odbyło się kolegium przewodniczących zarządów dzielnic z udziałem Aleksandry Dulkiewicz oraz przedstawicieli Rady Miasta i miejskich jednostek. Oficjalny komunikat miasta mówi o dialogu, wnioskach i dalszym wzmacnianiu współpracy. Jednak relacje części uczestników pokazują zupełnie inny obraz. Zamiast konstruktywnej rozmowy miało dojść do ostrego zderzenia oczekiwań radnych z narracją ratusza. W tle pojawia się pytanie o realny wpływ rad dzielnic na decyzje, które bezpośrednio dotyczą mieszkańców. A to już nie jest sprawa drugorzędna.
Ekskluzywne spotkanie i zamknięta formuła
Na spotkanie zaproszono wyłącznie przewodniczących zarządów dzielnic. W praktyce oznacza to 35 osób reprezentujących 35 rad. Do tego dołączyli przedstawiciele prezydent oraz urzędnicy. Szeregowi radni, których w Gdańsku jest łącznie 573, nie mogli wziąć udziału w rozmowie. Część środowiska już wcześniej apelowała o otwarcie formuły, wskazując, że nie każdy radny ufa swojemu zarządowi i chce mieć możliwość osobistego zabrania głosu.
Mateusz Gudaniec, radny dzielnicy Osowa, podsumował to wprost:
Na spotkanie zaproszenie dostali tylko Przewodniczący Zarządów, czyniąc to wydarzenie ekskluzywnym dla 35 osób + połowa tego z ramienia Prezydent. Mimo naszego apelu o otworzenie formuły na szeregowych radnych, bo nie każdy ufa swoim zarządom.
Ten zarzut nie dotyczy wyłącznie kwestii organizacyjnych. W tle jest problem zaufania i poczucia współodpowiedzialności. Jeżeli dialog ma być realny, to powinien obejmować jak najszersze grono przedstawicieli mieszkańców, a nie wyłącznie wąską reprezentację.
Prezentacja sukcesów i twarde lądowanie
Spotkanie rozpoczęło się od wystąpienia prezydent, które było oparte na prezentacji podsumowującej współpracę z radami dzielnic od 2019 roku. Ratusz przypomniał o 23 spotkaniach z mieszkańcami w poprzedniej kadencji oraz o 35 kolegiach zorganizowanych od 2019 roku. Wskazano również, że w latach 2019–2026 na działalność statutową rad przeznaczono ponad 51 mln zł. W 2025 roku rady złożyły 663 wnioski o realizację zadań, z czego 431 zostało uruchomionych i rozliczonych. Padły też liczby dotyczące Bazy Inwestycji do 2030 roku, do której wpłynęło ponad 450 zgłoszeń.
Problem w tym, że według części radnych obraz przedstawiony w prezentacji nie pokrywał się z ich doświadczeniem. Gudaniec relacjonuje:
Spotkanie zaczęło się od 35 minutowego wystąpienia Pani Prezydent okraszonego prezentacją o osiągnięciach w jej współpracy z Radami Dzielnic. W późniejszej dyskusji wykazano, że to bajki w porównaniu do szarej codzienności i lekceważenia głosu Rad.
Radni wskazywali, że ich opinie często są uwzględniane dopiero na późnym etapie procedowania inwestycji, gdy możliwości zmian są już bardzo ograniczone. W praktyce oznacza to rolę konsultacyjną bez realnego wpływu na kluczowe decyzje.

Zobacz też: Radni dzielnic tłumaczą nieobecność w Warszawie u prezydenta
“Nie wiem” jako odpowiedź
Najbardziej zapamiętanym fragmentem spotkania miały być odpowiedzi prezydent na pytania radnych. Według relacji Mateusza Gudańca na zdecydowaną większość uwag miała padać odpowiedź “nie wiem”.
Aleksandra “nie wiem” Dulkiewicz – tak chyba można to ująć. Na 90 proc. uwag i pytań z ust Pani Prezydent padała odpowiedź “nie wiem”. W pewnym momencie zebrani parsknęli śmiechem – relacjonuje radny z Osowej.
To zdanie szybko zaczęło funkcjonować w kuluarach jako symbol całego spotkania.
Podobne wrażenie wyniósł Krzysztof Skrzypski, radny dzielnicy Przymorze:
Miałem wrażenie przebywania w dwóch równoległych rzeczywistościach – my jako Radni Dzielnic w jednej, a Pani Prezydent z Urzędnikami w drugiej! Tylko, że to nasze spotkanie nie było fikcją literacką tylko rzeczywistością.
W jego ocenie zabrakło wspólnego punktu odniesienia i gotowości do przyjęcia krytyki. Zamiast rozmowy o problemach miała dominować narracja o sukcesach i dobrze funkcjonującym modelu współpracy.

Dwie godziny i koniec rozmowy
Spotkanie miało ściśle określony czas trwania. Po 2 godzinach zakończono obrady, niezależnie od liczby zgłoszeń i tematów do omówienia. Radni zabierali głos jako chętni, a na stołach ustawiono tabliczki z nazwami dzielnic. Nie było obowiązkowej rundy dla każdej rady, co sprawiło, że część tematów nie wybrzmiała w pełni. Dla porównania przywołano niedawne spotkanie w Pałacu Prezydenckim, które mimo planowanych 2 godzin trwało o 1 godzinę dłużej, aby umożliwić wszystkim zabranie głosu.
Gudaniec podkreśla, że różnica była wyraźna i odczuwalna:
Pragniemy przypomnieć, że w Pałacu Prezydenckim też miały być 2h, ale dla dobra dialogu nikt nie patrzył na zegarek i dyskusja pociągnęła się 1h dłużej. Wczoraj namacalnie widać było różnicę.
W kontekście problemów, które radni zgłaszają od lat, takie podejście może być odczytywane jako brak realnej woli pogłębionego dialogu. Zwłaszcza że wiele spraw dotyczy drobnych inwestycji, takich jak chodniki, przejścia dla pieszych czy organizacja ruchu, które bezpośrednio wpływają na codzienne życie mieszkańców.
Zobacz też: Radni dzielnic: problemem jest obojętność miasta
Brak woli politycznej i gorzkie wnioski
Podczas spotkania miały paść również słowa o braku woli politycznej do zwiększania kompetencji rad dzielnic. Według relacji radnych Karol Ważny z Koalicji Obywatelskiej miał wprost stwierdzić, że takiej woli nie ma. To stawia sprawę jasno i może oznaczać, że postulaty rad dotyczące większego wpływu na proces decyzyjny nie znajdą realizacji w najbliższym czasie. Dodatkowo zwrócono uwagę, że na spotkaniu nie było radnych opozycji, co dla części uczestników jest sygnałem politycznego dystansu wobec tematu.
Po oficjalnej części rozmowy w kuluarach dominowało poczucie zmęczenia i bezradności. Gudaniec przytacza opinie, że to nie pierwsze takie spotkanie i że coraz częściej pojawia się hasło “szkoda czasu”.
Skrzypski napisał wprost:
Ze spotkania wróciłem przygnębiony, z mocno podciętymi skrzydłami. Bez nadziei. Szkoda….
Jeżeli takie nastroje utrwalą się wśród radnych dzielnic, trudno będzie mówić o partnerskiej współpracy. Rady dzielnic to najniższy szczebel samorządu, ale jednocześnie ten najbliższy mieszkańcom. To tam trafiają codzienne problemy i konkretne postulaty. Jeżeli na tym poziomie narasta przekonanie o braku wpływu, to w dłuższej perspektywie może to osłabić zaufanie do całego modelu zarządzania miastem.
Zobacz też: Rady dzielnic u prezydenta RP. Gdańsk chce realnych zmian

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

