Kryzys w Polsce 2050 pogłębia się z dnia na dzień. Joanna Mucha ogłosiła, że rezygnuje z członkostwa w partii Szymona Hołowni i z klubu parlamentarnego. Zostaje posłanką niezależną. Paulina Hennig-Kloska zapowiedziała utworzenie klubu pn. „Centrum”.
„Podjęłam decyzję o rezygnacji” – napisała w mediach społecznościowych. Podziękowała za 5 lat współpracy. Dodała, że żałuje, iż tak się to kończy.
To nie jest anonimowy szeregowy działacz. To jedna z bardziej rozpoznawalnych twarzy ugrupowania. Osoba, która współtworzyła projekt od początku. Jej decyzja ma ciężar polityczny. I symboliczny.
Efekt domina?
W klubie Polski 2050 było 31 posłów. Każde odejście zmienia arytmetykę. W koalicji rządowej liczą się pojedyncze głosy. Szczególnie przy trudnych ustawach. Odejście Muchy to kolejny sygnał, że wewnętrzny spór nie został wygaszony. Przeciwnie. Rozlewa się szerzej. Najpierw Żaneta Cwalina-Śliwowska, potem Paweł Zalewski. Teraz Joanna Mucha. W tle zapowiedzi kolejnych decyzji.
Jeszcze kilka dni temu słyszeliśmy o „uchwale pokojowej”. Miała zatrzymać eskalację do 21 marca. Dziś trudno mówić o uspokojeniu. Raczej o przyspieszeniu.
Czy to dopiero początek?
Czytaj więcej: Kryzys w Polsce 2050. Posłowie mówią o końcu partii
Uderzenie w wiarygodność
Polska 2050 miała być alternatywą dla zmęczonej polityki dwóch obozów. Mniej emocji. Więcej rozmowy. Taki był przekaz. Dziś przekaz jest inny. Mówimy o „kagańcowej uchwale”, blokowaniu delegatów i walce o kierownictwo klubu. Teraz dochodzi do tego odejście jednej z kluczowych postaci.
Joanna Mucha nie atakuje wprost. Dziękuje. Wyraża żal. To często najmocniejszy komunikat. Bez krzyku, bez oskarżeń. A jednak brzmi jak zamknięcie pewnego etapu.
Wyborcy patrzą. I wyciągają wnioski. W polityce zaufanie buduje się latami. Traci w kilka tygodni. Wewnętrzne konflikty zawsze kosztują. Pytanie tylko, kto zapłaci najwyższą cenę.
Czytaj też: Awaria w Polsce 2050. Wybory lidera unieważnione
mn






