To będzie jedna z najdroższych inwestycji transportowych w Gdańsku od lat. Podpis pod umową już złożony, pieniądze liczone w setkach milionów złotych. Na południu miasta ma powstać nowa zajezdnia tramwajowa. Pytanie brzmi, czy ta infrastrukturalna ofensywa rzeczywiście rozwiąże komunikacyjne bolączki mieszkańców, czy stanie się kolejnym wielkim placem budowy na lata.
Miasto ogłosiło start projektu wartego 321 mln zł. Aż 274 mln zł pochodzi z Krajowego Planu Odbudowy.
Zajezdnia powstanie na Gdańsku Południe. To dziś jeden z najszybciej rozbudowujących się obszarów miasta. Bloki rosną tam jak grzyby po deszczu, a wraz z nimi liczba mieszkańców. W efekcie rośnie też presja na komunikację.
Nowy obiekt ma obsługiwać planowaną trasę Gdańsk Południe – Wrzeszcz oraz kolejne odcinki sieci. Będzie kluczowym zapleczem dla 28 długich tramwajów. Dodatkowo przewidziano 9 zadaszonych miejsc postojowych. Powstaną cztery hale, w tym postojowa, remontowa i codziennej obsługi. Do tego myjnia, dyspozytornia i zaplecze socjalne.
To nie jest kosmetyka. To budowa od zera całego centrum operacyjnego. Co istotne, obiekt ma być przystosowany do nowoczesnych, niskopodłogowych tramwajów, które miasto planuje kupić. Trwa przetarg na 20 pojazdów z opcją rozszerzenia do 35.

Czytaj więcej: Nowa zajezdnia w Gdańsku. Po co i dla kogo?
321 mln zł i pieniądze z KPO
Skala finansowa robi wrażenie. 321 mln zł to kwota, która jeszcze kilka lat temu wywołałaby polityczną burzę. Dziś mówi się o niej jak o naturalnym etapie rozwoju. Z tej sumy 274 mln zł to pożyczka z KPO. Miasto podkreśla, że bez tych środków realizacja byłaby znacznie trudniejsza.
Jednak pieniądze z Brukseli to nie dar, lecz zobowiązanie. Trzeba je rozliczyć, wydać zgodnie z harmonogramem i celami klimatycznymi. Dlatego inwestycja jest mocno osadzona w narracji o zielonej transformacji.
Warto zauważyć, że południe Gdańska od lat zmaga się z problemem korków i niedostatecznej infrastruktury drogowej. Nowe osiedla powstawały szybciej niż torowiska. Dlatego zajezdnia ma być elementem większej układanki. Obejmuje ona także budowę trasy Gdańsk Południe – Wrzeszcz. Dokumenty w tym przetargu są obecnie weryfikowane.

Zobacz: Nowa zajezdnia w Gdańsku. Czy to będzie rewolucja w transporcie
Rewolucja czy konieczność?
Władze miasta mówią wprost o rewolucji komunikacyjnej. Nowa zajezdnia ma ograniczyć tzw. puste przebiegi. Tramwaje nie będą musiały jechać przez pół miasta bez pasażerów, by rozpocząć kurs. To ma skrócić dojazdy techniczne i poprawić punktualność.
Dla mieszkańca oznacza to jedno – krótsze czekanie na przystanku i mniejsze ryzyko spóźnienia do pracy. Jeśli system zadziała zgodnie z planem, południowe dzielnice zyskają realne wsparcie. Tymczasem dziś wielu mieszkańców w godzinach szczytu stoi w korkach albo przeciska się przepełnionymi autobusami.
Projekt realizowany będzie w formule „zaprojektuj i wybuduj”. Prace projektowe mają potrwać około 19 miesięcy. Całość, wraz z odbiorami, ma zakończyć się w II kwartale 2030 roku. To ambitny harmonogram. Kto pamięta inne duże inwestycje, ten wie, że terminy potrafią się przesuwać.
Nie zastąpi to istniejących zajezdni we Wrzeszczu i Nowym Porcie. Ma je uzupełnić i odciążyć. W praktyce oznacza to większą elastyczność systemu i bezpieczeństwo operacyjne.
mn






