Jedno mocniejsze dodanie gazu. Jeden poślizg – tzw. drift – na pustym parkingu. I nagle zostajesz bez prawa jazdy na 3 miesiące. Od poniedziałku weszły w życie przepisy, które kończą z „niewinnym” driftowaniem. Kto zlekceważy zmianę, może słono zapłacić. Jeszcze niedawno wielu traktowało to jak pokaz umiejętności. Teraz ustawodawca mówi wprost: koniec zabawy.
Koniec z poślizgiem dla zabawy
Nowe przepisy obowiązują od 29 stycznia. Wprowadzono je w ramach ustawy o poprawie bezpieczeństwa ruchu drogowego. Na celowniku znalazł się drift, czyli celowa utrata przyczepności choćby jednego koła. Zakazana jest też jazda na jednym kole.
Brzmi niewinnie? W praktyce to szeroka definicja. Wystarczy, że kierowca świadomie doprowadzi do poślizgu. Nie ma znaczenia, czy robi to na rondzie, czy na pustym placu. Liczy się intencja i efekt.
Za samo driftowanie grozi grzywna minimum 1500 zł. Jeśli manewr stworzy zagrożenie w ruchu drogowym, kara rośnie do co najmniej 2500 zł. Do tego policjant zatrzyma prawo jazdy na 3 miesiące. Bez dyskusji na poboczu.
Biuro Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji już zapowiedziało brak taryfy ulgowej. Funkcjonariusze mają reagować stanowczo. W efekcie każdy „popis” może zakończyć się spacerem do domu albo telefonem po podwózkę.
Czy to naprawdę przypadek, że przepisy są tak precyzyjne? Raczej sygnał, że państwo chce pokazać twardą rękę wobec drogowej brawury.
Czytaj więcej: Nowe kary za spotkania motoryzacyjne. Policjanci ostrzegają
Spotkanie fanów motoryzacji pod lupą
Zmiany nie dotyczą wyłącznie pojedynczego kierowcy. Ustawa obejmuje też nielegalne wyścigi, rajdy i podobne imprezy. Zaostrzono sankcje za rażąco niebezpieczną jazdę oraz za łamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów.
Co istotne, motoryzacyjne spotkania liczące co najmniej 10 pojazdów trzeba zgłaszać do urzędu gminy. Brak zgłoszenia może oznaczać poważne konsekwencje. Jeszcze niedawno takie zloty odbywały się spontanicznie. Dziś każdy organizator musi dwa razy się zastanowić.
Tamowanie ruchu drogowego także przestało być drobnym wykroczeniem. Wcześniej grzywna była ograniczona do 500 zł. Teraz kara jest wymierzana na zasadach ogólnych. Sąd może dodatkowo orzec nawiązkę do 1500 zł.
To ważna zmiana dla mieszkańców miast. Bo to oni najczęściej słyszą nocne ryki silników pod oknami. I to oni ponoszą konsekwencje blokad ulic.
To może cię zaciekawić: Lexus premiera. Sąd przedłuża areszt, dochodzą nowe wątki
Konfiskata auta i nawet 10 lat więzienia
Ustawa idzie dalej. Wprowadzono możliwość przepadku pojazdu w przypadku złamania sądowego zakazu prowadzenia. Jeśli ktoś mimo zakazu wsiądzie za kierownicę, może stracić auto na rzecz Skarbu Państwa. Dodatkowo grozi dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów.
Zmieniły się też zasady wobec nietrzeźwych kierowców w cudzym aucie. Zrezygnowano z obowiązku zapłaty równowartości pojazdu. Zamiast tego sprawca zapłaci nawiązkę minimum 5000 zł, a nawet do 500 tys. zł.
Najsurowsze kary dotyczą wypadków. Za spowodowanie śmiertelnego wypadku w określonych okolicznościach, na przykład podczas nielegalnego wyścigu, grozi od roku do 10 lat więzienia. Z kolei za narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, przy rażącym przekroczeniu prędkości, kara wynosi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.
Jednak dla przeciętnego kierowcy najważniejsze jest coś innego. Wystarczy chwila brawury, by stracić prawo jazdy na 3 miesiące. A bez auta trudno dziś funkcjonować. Dojazd do pracy, odwiezienie dzieci, codzienne obowiązki. Wszystko się komplikuje.
Nowe prawo ma odstraszać. Ma eliminować recydywistów i zwiększyć bezpieczeństwo. Tyle teoria. Praktyka zacznie się na drogach. A tam każdy manewr może zostać oceniony znacznie surowiej niż dotąd.
mn

