Bez kamer, bez partyjnych flag, bez politycznych haseł. Radni dzielnic Gdańska spotkali się w Pałacu Prezydenckim z doradcami prezydenta Karola Nawrockiego. Chodziło o jedno: realne reformy i koniec marginalizowania dzielnic. Radni podsumowali swój udział w spotkaniu na specjalnej konferencji przed Radą Miasta Gdańska.
Spotkanie, którego miało nie być
Jak podkreślali uczestnicy, spotkanie w Pałacu Prezydenckim miało charakter merytoryczny i roboczy. Bez sporów ideologicznych i bez politycznych deklaracji. Na miejscu pojawili się przedstawiciele 28 z 35 rad dzielnic, czyli zdecydowana większość gdańskich jednostek pomocniczych.
To było spotkanie naprawdę merytoryczne, pozbawione jakiejkolwiek polityki i skupione stricte na tym, co dzieje się w Gdańsku i w gdańskich radach dzielnic – mówił Mateusz Gudaniec, przewodniczący Międzydzielnicowego Zespołu ds. Reform.
Jak zaznaczył, obecność tak dużej liczby rad była zaskoczeniem nawet dla samych organizatorów. Tym bardziej, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej temat reform rad dzielnic praktycznie nie istniał w debacie publicznej.
Doceniasz naszą robotę? Postaw nam kawę
Dzięki Twojemu wsparciu możemy publikować bez nacisków.
„Usiedliśmy do stołu po trzech miesiącach walki”
Gudaniec przypomniał, że obecne rozmowy są efektem długiego nacisku oddolnego. W tle były protesty, apele i symboliczne gesty, jak transparent „Stop lekceważeniu rad dzielnic” podczas wydarzeń miejskich.
Powiedzieliśmy jasno: tak dalej być nie może. Że będzie raport, będzie dialog, będzie rozmowa i praca nad postulatami. I dzisiaj, po trzech miesiącach walki, usiedliśmy do stołu – podkreślał.
Radni nie ukrywają, że liczą na konkretne efekty. Ich zdaniem brak zmian oznacza powrót do presji medialnej i kolejnych publicznych wystąpień.
„Największym problemem jest obojętność miasta”
Najostrzejsze diagnozy padły ze strony Piotra Bednarskiego, radnego dzielnicy Przymorze Małe. Jak relacjonował, niemal wszyscy zabierający głos wskazywali ten sam problem.
99 proc. radnych wskazywało totalną obojętność władz Gdańska. Zarówno magistratu, jak i ratusza – mówił Bednarski.
To właśnie ta diagnoza stała się podstawą do zaproponowania konkretnego rozwiązania. Radni chcą, by każda uchwała rady dzielnicy musiała zostać formalnie rozpatrzona przez komisję Rady Miasta, a następnie przez prezydenta lub wiceprezydenta.
To nie jest emocjonalne. To jest merytoryczne. To konkretna procedura, która obala fałszywą narrację, że to spotkanie miało podtekst polityczny – podkreślał.
Czytaj więcej: Rady dzielnic u prezydenta RP. Gdańsk chce realnych zmian
Nie wszystkie dzielnice pojechały
Nieobecność siedmiu rad dzielnic wywołała wyraźne emocje. Sebastian Piasecki, przewodniczący rady dzielnicy Letnica, nie krył rozczarowania.
Uważamy, że to był ogromny błąd. Te rady po prostu nie mogły się wypowiedzieć w sprawie problemów funkcjonowania jednostek pomocniczych miasta – mówił.
Wskazał konkretne dzielnice, które nie wysłały swoich przedstawicieli, m.in. Kokoszki, Matarnia, Brzeźno-Stogi czy Przeróbka. Jak dodał, docierały do niego sygnały od mieszkańców, którzy czuli się pozbawieni reprezentacji.
Jedna z mieszkanek Brzeźna napisała do mnie, że jest zwyczajnie zasmucona, że nikt jej nie reprezentował – relacjonował.
„Nie ma woli politycznej”
Najmocniejsze słowa padły w końcowej części spotkania. Tomasz Chlasta z Nowego Portu mówił wprost o barierze, której radni doświadczają od lat.
W Gdańsku nie ma woli politycznej do reformy rad dzielnic. To nie są domysły. To wynika z rozmów z urzędnikami i z historii niespełnionych obietnic – stwierdził.
Jak dodał, jeśli miasto nie zdecyduje się na realny dialog, radni będą dążyć do zmian na poziomie centralnym, w ustawie o samorządzie gminnym.
Jeśli nie będzie woli rozmowy na poziomie miasta, będziemy próbowali zmienić ustawę tak, by miasto nie miało wyjścia – zapowiedział Mateusz Gudaniec.
Frekwencja spada, bo kompetencji brak
Radni zwracali uwagę, że marginalizacja rad dzielnic przekłada się bezpośrednio na niską frekwencję w wyborach.
Mieszkańcy widzą, że my niewiele możemy. To ich nie mobilizuje. Nikt nie idzie głosować na kogoś, kto nie ma realnych kompetencji – mówił Gudaniec.
Bednarski dodawał, że same statystyki wyborcze nie oddają rzeczywistej skali zaangażowania mieszkańców.
Na Przymorzu Małym w ciągu roku w spotkaniach, dyżurach i konsultacjach wzięło udział ponad 2 tys. osób. To pokazuje, że potrzeba dialogu istnieje – zaznaczał.
„Chodzi o silne dzielnice, nie o ambicje”
Na zakończenie padł apel do opinii publicznej i mediów. Radni podkreślali, że nie chodzi im o polityczne kariery ani o walkę z władzami miasta.
Nie chodzi o silne rady dzielnic. Chodzi o silne dzielnice Gdańska – podsumował Chlasta.
Radni zapowiadają dalsze działania, kolejne spotkania i publikację szczegółowych postulatów. Jak podkreślają, to dopiero początek rozmowy, która – ich zdaniem – była odkładana zbyt długo.
Czytaj też: Radni dzielnic tłumaczą nieobecność w Warszawie u prezydenta
mn

