Po głośnym spotkaniu rad dzielnic w Pałacu Prezydenckim w Gdańsku pojawiło się napięcie. Część radnych pojechała do Warszawy walczyć o realne zmiany. Inni zostali i zaczęli wyjaśniać, dlaczego ich tam nie było. Na razie na wpis w mediach społecznościowych zdecydowała się radna dzielnicy Stogi, co wywołało zgrzyt między właśnie radnymi.
Po Warszawie ruszyły wyjaśnienia
Spotkanie w Pałacu Prezydenckim, w którym wzięli udział przedstawiciele 28 z 35 rad dzielnic, uruchomiło lawinę komentarzy w internecie. Pytania były proste i powtarzalne. Kto pojechał, kto nie i dlaczego. Szczególnie w kontekście dzielnic najbardziej zaniedbanych, gdzie potrzeby inwestycyjne są największe.
W odpowiedzi na rosnącą krytykę część radnych zaczęła publikować obszerne wpisy tłumaczące swoją nieobecność. Jednym z nich jest post Anny Czarneckiej, radnej dzielnicy Stogi, opatrzony wyraźnym zastrzeżeniem, że ma charakter edukacyjny i oparty jest na zapisach statutu dzielnicy.
Darmowy mandat jako główny argument
Radna w swoim wpisie mocno akcentuje społeczny charakter mandatu radnego dzielnicy. Przypomina, że nie jest to funkcja etatowa ani płatna, a radni działają na rzecz mieszkańców bez wynagrodzenia.
Pełnienie funkcji radnego ma charakter społeczny, co oznacza darmową pracę na rzecz mieszkańców. Radni są takimi samymi mieszkańcami dzielnicy jak inni. Decydując się na bycie w Radzie, wyraziliśmy zgodę na pracę społeczną – pisze Anna Czarnecka.
W dalszej części wpisu radna podkreśla, że rada dzielnicy jest jednostką pomocniczą, a jej główną rolą jest poprawa kontaktu z miastem, nie zaś samodzielne rozwiązywanie wszystkich problemów lokalnych.
Obowiązki, prawa i chłodny realizm
W swoim stanowisku Anna Czarnecka wylicza także obowiązki radnych dzielnicowych. Wskazuje na konieczność udziału w pracach rady i komisji, utrzymywania kontaktu z mieszkańcami, działania zgodnie z prawem i interesem dzielnicy oraz dbania o dobre imię rady i miasta.
Będąc w Radzie Dzielnicy nie staliśmy się pracownikami, strażnikami, policjantami ani jasnowidzami. Nie spadła na nas umiejętność zauważania każdego problemu – zaznacza radna, odnosząc się do internetowej krytyki.
Jej zdaniem obelgi i pretensje w sieci nie prowadzą do żadnych realnych zmian, a oczekiwanie natychmiastowych reakcji na każdy sygnał jest oderwane od realiów funkcjonowania jednostek pomocniczych.
Apel do mieszkańców zamiast wyjazdu
W dalszej części wpisu pojawia się wyraźny apel skierowany do mieszkańców dzielnicy Stogi. Radna zachęca do udziału w dyżurach, sesjach rady oraz bezpośredniego kontaktu z radnymi. Podkreśla, że bez aktywności społecznej nawet najbardziej zaangażowana rada niewiele jest w stanie zrobić.
Fajnie zrzuca się odpowiedzialność na wszystkich dookoła, ale finalnie to, jak wygląda nasza okolica, zależy głównie od nas – pisze Czarnecka, zapraszając do współpracy z radą.
To podejście, choć znane od lat, wywołało dodatkowe emocje właśnie teraz. W momencie, gdy część radnych zdecydowała się pojechać do Warszawy, by rozmawiać o zmianach systemowych, inni postawili na przypominanie ograniczeń wynikających ze statutu.
Zobacz także: Protest mieszkańców Olszynki przed Radą Miasta Gdańska
Najbardziej zaniedbane dzielnice bez reprezentacji
Dla wielu obserwatorów sporym zaskoczeniem jest fakt, że do Warszawy nie pojechali radni z dzielnic takich jak Stogi, Przeróbka czy Krakowiec. To właśnie te części Gdańska od lat uznawane są za jedne z najbardziej zaniedbanych. Brakuje tam dużych inwestycji, spójności komunikacyjnej i infrastrukturalnej z resztą miasta.
To w tych dzielnicach potrzeby mieszkańców są największe, a frustracja narasta od lat. Tymczasem głos tych rejonów nie wybrzmiał podczas spotkania, które miało dotyczyć wzmocnienia rad dzielnic i nadania im realnej sprawczości.
Czy w takim momencie wystarczy tłumaczyć, że mandat jest społeczny, a rada ma ograniczone kompetencje? Czy właśnie wtedy nie należało spróbować tych kompetencji poszerzyć?
Dwa podejścia do tej samej bezsilności
Z jednej strony mamy radnych, którzy uznali, że warto pojechać do Warszawy, poświęcić czas i prywatne środki, by spróbować zmienić system. Z drugiej strony są ci, którzy skupili się na przypominaniu ram prawnych i ograniczeń, w jakich funkcjonują rady dzielnic.
Obie postawy wynikają z tego samego problemu. Braku realnej sprawczości. Różnica polega na reakcji. Jedni próbują ją wywalczyć, inni tłumaczą, dlaczego dziś jej nie ma.
O co naprawdę toczy się spór – radni dzielnic przyparci do muru?
Spór nie dotyczy tego, czy radni pracują za darmo. To fakt znany od lat. Nie dotyczy też zapisów statutów. One są powszechnie dostępne. Sedno leży gdzie indziej. Czy w momencie, gdy pojawia się realna możliwość zmian legislacyjnych, warto z niej skorzystać.
Spotkanie w Pałacu Prezydenckim pokazało, że temat rad dzielnic przestał być lokalnym marginesem. Pytanie brzmi, kto chce ten moment wykorzystać, a kto woli pozostać przy tłumaczeniach.
Czytaj więcej: Rady dzielnic u prezydenta RP. Gdańsk chce realnych zmian

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






