Temat wraca jak bumerang. 37–38 tys. podpisów. 107 tys. głosujących. 3/5 frekwencji z ostatnich wyborów. Liczby są nieubłagane, ale emocje jeszcze większe. We wtorek o referendum w Gdańsku pytaliśmy działaczy Nowej Nadziei i PiS. Tym razem pytamy trzech rozmówców z Młodzieży Wszechpolskiej, Ruchu Narodowego, Konfederacji Korony Polskiej. Każdy patrzy na referendum inaczej. Wspólny mianownik? Zmiana w Gdańsku nie będzie łatwa.
37 tysięcy podpisów. To realne?
Tomasz Chlasta z Młodzieży Wszechpolskiej uważa, że sama zbiórka podpisów nie jest największym problemem.
Patrząc na obecne warunki polityczne w Gdańsku trudnością nie byłoby po prostu zebranie wymaganej ilości podpisów, zwykle musi być to około 10 proc. mieszkańców, ale przekonanie ludzi do udziału w referendum.
Jego zdaniem problem leży gdzie indziej. W mentalności wyborców i sposobie prowadzenia polityki przez magistrat.
Mieszkańcy Gdańska często nie dostrzegają błędów, ani sposobów działania władz miasta, które w wielu przypadkach są pozorne i jedynie nastawione na zysk wyborczy.
Wskazuje na kampanię samorządową. Twierdzi, że przed wyborami działania przyspieszają, pojawia się więcej inicjatyw lokalnych, więcej obecności w dzielnicach. Po wyborach część spraw cichnie.
Chlasta przywołuje jednak własne, nieco inne doświadczenie z Nowego Portu.
Nie pamiętam czy podczas kampanii wyborczej Pani Dulkiewicz pojawiła się chociaż raz w moje dzielnicy, w Nowym Porcie.
Mimo to uważa, że przy narastającej niechęci wobec władz miasta liczba 37–38 tys. podpisów jest osiągalna.
Mateusz Gudaniec z Ruchu Narodowego patrzy chłodniej.
Biorąc pod uwagę ilość głosów jaką w wyborach dostały komitety opozycyjne zebranie takiej ilości podpisów jest realne. Należy jednak pamiętać, że w Gdańsku wymagałoby to ogromnej ilości wolontariuszy i czasu. Osobiście w tej chwili nie widzę przestrzeni do takiego ruchu.
Jest więc teoria i praktyka. Teoretycznie można. W praktyce brakuje impulsu.
Dominik Migawski z Konfederacji Korony Polskiej nie daje jednoznacznej odpowiedzi.
Mam problem z oszacowaniem tego prawdopodobieństwa. Z jednej strony zdaję sobie sprawę, jak trudnym miastem dla ugrupowań konserwatywnych jest Gdańsk.
Wskazuje na monopol jednego środowiska politycznego. Ale dostrzega też „czkawkę”, czyli narastające problemy i niezadowolenie.
Brakuje mi tu konkretnego zapalnika, takiego jak choćby w Krakowie w sprawie strefy czystego transportu.
Jego środowisko rozważa inną drogę.
Jest to być może lepsza droga – inicjatywa utworzenia jednego wspólnego, ponadpartyjnego frontu, który wystawi konkretnego kandydata w miejsce prezydent Dulkiewicz.
107 tysięcy. Ściana nie do przeskoczenia?
Tu zaczynają się prawdziwe różnice.
Chlasta mówi wprost.
Aby osiągnąć taki wynik w Gdańsku musiałoby nastąpić pospolite ruszenie.
Jego zdaniem liczba 107 tys. przy mieście liczącym niespełna 500 tys. mieszkańców nie jest abstrakcyjna. Warunek? Jedność opozycji i realna alternatywa.
Wymienia konkretne problemy: słaba widoczność Rad Dzielnic, pustostany, likwidacja przedszkola „Stokrotka” na Przymorzu Małym, kwestie tożsamości lokalnej, jak 80. rocznica Strajku Dokerów w Nowym Porcie.
Alternatywa jest potrzebna, i ludzie tego potrzebują. Zabetonowany układ władzy w ostateczności prowadzi do degradacji społeczeństwa.
Gudaniec jest bardziej stanowczy.
W obecnych warunkach jest to nieosiągalne. W zasadzie ja nie rozumiem tego poruszenia w sytuacji Gdańska. Należy twardo stąpać po ziemi. Takiej frekwencji na pewno nie będzie.
Jego zdaniem porównywanie Gdańska do Krakowa jest błędem. W Krakowie wybory rozstrzygnęły się minimalnie w drugiej turze. W Gdańsku była wyraźna wygrana w pierwszej.
Skąd mamy znaleźć ludzi do odwołania?
Migawski z kolei zaskakuje.
Myślę, że nie byłoby większego problemu. Mieszkańcy mają już dość, a sama zbiórka podpisów mogłaby stworzyć warunki do ujścia emocjom.
Ale zaraz dodaje kluczowe pytanie.
Czy tylko “odsunąć Dulkiewicz” od władzy, czy raczej wypracować szerszy kompromis, program polityczny i realną alternatywę personalną?
Zobacz też: Mieszkańcy chcą odwołania w referendum prezydenta Krakowa
Lider. Największy brak
Wszyscy rozmówcy przyznają jedno. Nie ma dziś jednego lidera.
Chlasta analizuje wcześniejsze próby. Wspomina Grzegorza Brauna startującego po śmierci Pawła Adamowicza.
Pan Braun nie wyszedł z konkretną wizją Gdańska, a jego kampania wyborcza również nie była do końca przemyślana.
Wspomina też Kacpra Płażyńskiego. Zwraca uwagę na podziały i brak jednego frontu.
Prawica w Gdańsku potrzebuje silnego lidera i jednej wspólnej wizji, ale nie stanie się to bez uświadomienia sobie, że nie jesteśmy politykami, tylko samorządowcami.
Gudaniec nie zdradza nazwisk.
W głowie każdego z nas na pewno rodzą się potencjalni kandydaci, ale żadnych rozmów i planów do tej pory nie było.
Migawski natomiast wskazuje, jak powinna wyglądać taka osoba.
Powinna to być relatywnie świeża twarz – ktoś lokalny, dobrze znający realia miasta.
Ale przyznaje, że na razie brak oficjalnych rozmów o konkretnej kandydaturze.
Ryzyko. Kto więcej straci?
Gudaniec ostrzega, że przegrane referendum wzmocni władze tylko dlatego, że inicjatywa padnie upokarzając opozycję, która i tak ma tu ciężko. Chlasta mówi o możliwej medialnej nagonce. Jego zdaniem niska frekwencja i brak zainteresowania mógłby być wykorzystany przez władzę w uderzanie środowisko opozycyjne.
Migawski patrzy inaczej. Dla niego samo inicjowanie akcji odwoławczej daje rozgłos i osłabia pozycję władzy.
Tu i teraz czy długi marsz?
Chlasta mówi wprost.
Gdańsk potrzebuje radykalnej zmiany i to od nas zależy czy stanie się ona rzeczywistością czy tylko marzeniem.
Gudaniec apeluje o realizm.
Polecałbym wszystkim działaczom lokalnym skupić się na pracy dla ludzi, a nie rozmowie o bajkach.
Migawski wybiera strategię długofalową.
Lepiej włożyć wysiłek w budowę bardziej złożonego planu działania, opartego na kooperacji środowisk, niż w spontaniczny zryw.
Jedno jest pewne. 37 tys. podpisów to dopiero początek. Prawdziwa gra toczy się o 107 tys. ludzi, którzy musieliby chcieć zmiany na tyle mocno, by wstać od stołu i pójść do urny.
Czy w Gdańsku jest dziś taki potencjał? Odpowiedzi są trzy. I żadna nie daje pełnej pewności.
Zobacz też: PiS i Nowa Nadzieja o odwołaniu prezydent Gdańska

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.
mn

