Gdańsk szykuje się do kolejnych dni solidarności z Ukrainą. Tymczasem w tle narasta jednak sprzeciw części mieszkańców. Chodzi o symbole – ukraińskie flagi, granice gestów i pytanie, czy miasto nie poszło o krok za daleko.
Miasto solidarne. Program na niemal trzy tygodnie
Od 11 do 27 lutego Gdańsk realizuje rozbudowany program wydarzeń pod hasłem solidarności z Ukrainą. Wystawy, debaty, warsztaty rodzinne, marsze, spotkania literackie i artystyczne. Wszystko spięte klamrą rocznic. To 12 lat od rosyjskiej napaści i 4 lata pełnoskalowej wojny.
Centralną rolę odgrywa Europejskie Centrum Solidarności. To tam zaplanowano instalacje artystyczne, czytania performatywne i spotkania z ukraińskimi twórcami. W mieście pojawią się też marsze, zgromadzenia i oficjalne uroczystości z udziałem władz.
Przekaz jest jasny. Gdańsk chce być jednym z głównych punktów wsparcia Ukrainy w Polsce. Symbolicznie, kulturowo i politycznie.
Wojna widziana przez sztukę
Jednym z najmocniejszych punktów programu jest instalacja „Nie powinno się tego oglądać”. Opowiada o dzieciach uprowadzonych z Ukrainy przez Rosję. Liczby są porażające. Od 200 do ponad 700 tys. nieletnich. Do domów wróciło 1943.
Autorzy celowo naruszają prywatność. Pokazują sypialnię jako miejsce przerwanego dzieciństwa. Dla jednych to potrzebne świadectwo. Dla innych przekroczenie granicy intymności w przestrzeni publicznej.
Takich napięć w całym programie jest więcej. Fotoreportaż wojenny, debaty o migracji, projekty oddające głos osobom bez polskiego obywatelstwa. Gdańsk mówi o wojnie językiem kultury i aktywizmu.
Solidarność, która przestała być czasowa
Równolegle narasta sprzeciw wobec tego, co dzieje się poza salami wystaw. Od lutego 2022 roku na budynku Urzędu Miejskiego w Gdańsku wisi flaga Ukrainy. Decyzją prezydent Aleksandry Dulkiewicz. Bez uchwały Rady Miasta.
Początkowo był to gest solidarności. Dziś, po blisko 4 latach, dla części mieszkańców to już trwały element symboliki urzędu. I właśnie tu zaczyna się spór.
Powstała petycja wzywająca do zaprzestania stałej ekspozycji flagi obcego państwa i przywrócenia flagi Miasta Gdańska. W skrócie: podpisujący nie chcą by urzędy przyzdabiały ukraińskie flagi. Inicjatorem jest Dominik Migawski związany z Konfederacją Korony Polskiej. Zbiórka podpisów ma potrwać do 6 marca 2026 roku.
Czytaj więcej: Flagi Ukrainy na urzędzie w Gdańsku zostają na dłużej
Argumenty prawne i historyczne
Autorzy petycji wskazują kilka kwestii. Po pierwsze brak jednoznacznej podstawy prawnej. Decyzja miała zostać podjęta jednoosobowo. Po drugie czas. Gest solidarnościowy stał się rozwiązaniem bezterminowym.
Pojawia się też argument neutralności urzędu. Budynek administracji publicznej ma reprezentować wszystkich mieszkańców. Bez względu na poglądy polityczne czy ocenę sytuacji międzynarodowej.
W tle jest również historia Gdańska. Miasta, nad którego urzędami w przeszłości wisiały obce flagi w czasach, gdy Polacy nie decydowali o własnym losie. Dla części mieszkańców to skojarzenie wciąż jest żywe.
Czy to przesada? A może naturalna reakcja na długotrwałe zmiany w symbolice przestrzeni publicznej?
Dwa porządki. Jedno miasto i ukraińskie flagi
Z jednej strony oficjalny program solidarności, popierany przez władze i instytucje kultury. Z drugiej oddolna inicjatywa obywatelska, która domaga się ograniczenia symboliki obcego państwa na gmachu urzędu. Oba zjawiska funkcjonują równolegle. I oba pokazują, że temat Ukrainy w Polsce przestał być jednoznaczny. Nadal budzi emocje. Nadal dzieli.
Gdańsk stoi dziś pomiędzy. Między solidarnością a zmęczeniem. Między gestem a symbolem. Między polityką a codziennym poczuciem tożsamości.
Czy da się znaleźć rozwiązanie, które nie będzie ani rezygnacją z pomocy, ani trwałym źródłem konfliktu? To pytanie coraz częściej pada nie tylko na ulicach, ale i w samym urzędzie.
Zobacz też: Flaga Ukrainy zdjęta z Urzędu Miasta w Gdańsku
mn






