Obietnice padają od lat. Deklaracje wracają przy każdych wyborach. A ustawa metropolitalna na Pomorzu wciąż nie weszła w życie i nic nie wskazuje, by miało się to szybko ziścić.
Obietnica, która ciągnie się latami
Na Pomorzu temat ustawy metropolitalnej nie jest nowy. To nie jest pomysł z ostatnich miesięcy ani efekt nagłego olśnienia. Władze samorządowe, związane głównie z Koalicją Obywatelską, mówią o niej od wielu, wielu lat. Padały zapowiedzi, były konferencje, były uchwały intencyjne. W tle zawsze ta sama narracja. Metropolia to rozwój, pieniądze, lepszy transport i silniejszy głos regionu.
Problem w tym, że na opowieściach się kończy. Od ponad dwóch lat rządzi koalicja tworzona przez Koalicję Obywatelską i mniejsze partie. To już nie jest czas opozycyjnych marzeń. To realna władza, realna odpowiedzialność i konkretne możliwości legislacyjne. A mimo to projekt ustawy metropolitalnej nawet nie trafił pod obrady Sejmu.
Rządzą, ale nie dowożą – ustawa metropolitalna czeka
Przez ostatnie dwa lata można było zrobić bardzo wiele. Przeprowadzić konsultacje polityczne. Zbudować większość. Przekonać sceptyków. Doprowadzić projekt do momentu, w którym ląduje na biurku prezydenta. Nawet jeśli na końcu miałoby się to skończyć wetem Karola Nawrockiego, obecnego prezydenta Polski, byłby to jasny sygnał. Próbowaliśmy. Zrobiliśmy wszystko.
Tymczasem nie próbowano nawet tyle. Wszystko zatrzymało się na poziomie rad miast i samorządowych gremiów. Brakuje sygnałów z rządu. Brakuje komunikatów z ministerstw. Brakuje harmonogramu. Jest cisza. A cisza w polityce zazwyczaj oznacza jedno. Temat został odłożony na półkę.
Czytaj więcej: Czy Trójmiasto doczeka się ustawy metropolitalnej?
Projekt jest. Politycznej woli brak
Co ciekawe, sam projekt ustawy istnieje. Ma numer. Ma opis. Ma rekomendacje Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Prace ruszyły w pierwszym kwartale 2024 roku. W grudniu 2024 roku strona samorządowa dostała zielone światło do dalszych prac legislacyjnych. Dokument jest dopracowany, uzgodniony, rozpisany na zadania i kompetencje.
Związek metropolitalny miałby zajmować się transportem, planowaniem przestrzennym, mobilnością miejską czy polityką rozwoju. Bez tworzenia nowego szczebla władzy. Bez zmiany granic. Same konkrety. A mimo to projekt ugrzązł w administracyjnym dryfie.
Planowany termin przyjęcia projektu przez Radę Ministrów to I kwartał 2026 roku. Ale tego terminu nie uda się dowieść prawie na pewno. Pierwotnie zakładano przyjęcie projektu w II kwartale 2025 roku. Opóźnienie jest coraz większe.
Zobacz: Mevo zimą wygląda, „jak porzucony złom”. OMGSS: mamy wzrost wypożyczeń
SKM-ka w tej samej szufladzie
Podobnie wygląda sprawa samorządowienia SKM-ki. To kolejny temat, którym przez lata uderzano w Prawo i Sprawiedliwość. Miał być dowód sprawczości. Przykład, że da się inaczej. Dziś trudno znaleźć realne przesłanki, że ta ustawa w ogóle trafi do Sejmu, nie mówiąc już o podpisie prezydenta.
W moim odczuciu szans na to w tej kadencji po prostu nie ma. Czas ucieka. Kalendarz wyborczy się zbliża. A polityczna energia wyraźnie przeniosła się gdzie indziej.
Czy to naprawdę przypadek?
Wyborcy mogą czuć się oszukani
Dla wielu wyborców Koalicji Obywatelskiej ustawa metropolitalna była ważnym argumentem. Orężem w walce z PiS. Symbolem nowoczesnego zarządzania i samorządowej podmiotowości. Dziś ten symbol blaknie.
Nie chodzi nawet o to, że ustawy nie ma. Polityka to proces. Chodzi o brak próby, brak determinacji i brak jasnej komunikacji. Władza miała dwa lata, by doprowadzić sprawę do końca albo przynajmniej do etapu sejmowego głosowania. Nie zrobiła tego.
A bez zbudowania realnego konsensusu, także wewnątrz koalicji, żaden metropolitalny projekt nie ruszy z miejsca.
Zobacz też: Wycieczka samorządowców do Katalonii. Kolacja, paella i cisza w urzędzie

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






