Na Zalewie Wiślanym służby na szczęście nie czekały na wypadek. 20 lutego przeprowadzono wspólne ćwiczenia ratownictwa lodowego. Straż Graniczna i straż pożarna trenowały scenariusz, który w tej części kraju może wydarzyć się każdej zimy.
Lód to nie żarty
Zalew Wiślany zimą wygląda spokojnie. Tafla lodu bywa gruba, miejscami ma kilkanaście centymetrów. Jednak nawet 10 cm lodu nie daje pełnej gwarancji bezpieczeństwa. Wystarczy nurt, trzcinowisko albo zmienna temperatura i struktura staje się krucha. Funkcjonariusze z Kaszubskiego Dywizjonu Straży Granicznej oraz Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Braniewie dobrze o tym wiedzą.
Dlatego 20 lutego spotkali się na zamarzniętym akwenie, by przećwiczyć najczarniejszy scenariusz. Chodziło o realne sytuacje, nie pokaz pod publiczkę. Ćwiczenia odbyły się w gminie Braniewo, w województwie warmińsko-mazurskim. To teren, gdzie zimą na lód wchodzą wędkarze, spacerowicze i młodzież.
W części teoretycznej omówiono zasady bezpieczeństwa podczas działań na lodzie. Przypomniano metody samoratowania osób, pod którymi załamała się tafla. Padły konkretne liczby i parametry dotyczące wytrzymałości lodu oraz temperatury wody. Woda o temperaturze 0–4 stopni Celsjusza oznacza dla człowieka kilka minut pełnej sprawności. Potem zaczyna się walka z czasem. Co istotne, zaprezentowano także sprzęt wykorzystywany przez obie formacje. To specjalne sanie lodowe, rzutki ratownicze, kombinezony wypornościowe i liny asekuracyjne.
Czytaj więcej: Rybacy blisko Rosji. O włos od przekroczenia granicy na Zalewie Wiślanym
Wspólne działanie w praktyce
Teoria to jedno. Prawdziwy sprawdzian przychodzi w praktyce. Funkcjonariusze ćwiczyli techniki poruszania się po lodzie. Czołganie, asekuracja liną, rozkładanie ciężaru ciała. Wszystko po to, by nie powiększyć przerębla i nie doprowadzić do kolejnej ofiary. Trenowano także samoratowanie z załamanego lodu. To sytuacja, w której sekundy mają znaczenie. Ratownik musi działać szybko, ale bez brawury.
Kolejnym elementem była ewakuacja poszkodowanego na brzeg. Wykorzystano sprzęt zarówno Straży Granicznej, jak i Państwowej Straży Pożarnej. Wspólne manewry pozwoliły sprawdzić kompatybilność wyposażenia i procedur. Tymczasem w realnych akcjach nie ma miejsca na improwizację. Każdy ruch musi być przewidziany. Każda komenda zrozumiała. Właśnie dlatego takie ćwiczenia mają sens. Przygotowują załogi do szybkiego i bezpiecznego udzielania pomocy na zalodzonych akwenach.
Warto zauważyć, że Zalew Wiślany to nie mały staw. To rozległy obszar wodny, gdzie warunki potrafią zmieniać się dynamicznie. Silny wiatr, przesuwające się kry, prądy podlodowe. Czy to naprawdę przypadek, że służby inwestują czas w takie szkolenia właśnie tutaj?

Zobacz: Awaria silnika w łodzi płynącej z Helu na Zalew Wiślany
Bezpieczeństwo ponad wszystko
Ćwiczenia były także okazją do rozmów o współpracy. Straż Graniczna i straż pożarna działają razem nie tylko przy ratownictwie wodnym. W regionie przygranicznym koordynacja ma kluczowe znaczenie. Podczas spotkania omówiono możliwe usprawnienia działań na wodach Zalewu Wiślanego. Wymieniono uwagi i doświadczenia z wcześniejszych interwencji. Tak buduje się zaufanie między służbami. Bez fleszy i konferencji prasowych.
Zmagania obserwowali przedstawiciele lokalnych władz i kierownictwa formacji. Obecny był wójt gminy Braniewo Jakub Bornus. Na miejscu pojawił się komendant Kaszubskiego Dywizjonu Straży Granicznej kmdr por. SG Tomasz Kojta. Był także komendant powiatowy PSP w Braniewie st. bryg. Ireneusz Ścibiorek. Ich obecność nie była przypadkowa. Bezpieczeństwo mieszkańców to konkretna odpowiedzialność.
Zimą wystarczy kilka dni mrozu, by ludzie ruszyli na lód. Wędkarze ustawiają namioty, dzieci skracają drogę przez zamarznięty akwen. Rutyna bywa groźna. Dlatego takie ćwiczenia mają znaczenie większe, niż mogłoby się wydawać. To nie pokaz siły. To inwestycja w życie.
mn






