Takiego poranka inwestorzy nie widzieli od lat. Ropa powyżej 100 USD i poszybowała dalej. W ciągu jednej sesji notowania wzrosły nawet o 20 proc. To reakcja na gwałtowną eskalację konfliktu USA i Izraela z Iranem. Rynek boi się jednego – przerwania dostaw z Bliskiego Wschodu.
Według podanych danych baryłka amerykańskiej ropy WTI w nocy z niedzieli na poniedziałek kosztowała chwilowo od 108 do 118 USD. W poniedziałek rano notowania rosły o 12–14 proc., stabilizując się w okolicach 101–103 USD. W ujęciu tygodniowym wzrost miał sięgnąć nawet 58–60 proc. To liczby, które robią wrażenie nawet na weteranach rynku.
Brent, czyli globalny benchmark, miał wzrosnąć o 16 proc. do około 107 USD, z chwilowymi szczytami powyżej 119 USD. To poziomy niewidziane od marca 2022 r., czyli pierwszych tygodni wojny na Ukrainie.
Cieśnina Ormuz i strach o dostawy
Kluczowy jest kontekst geopolityczny. Cieśnina Ormuz to wąskie gardło światowego handlu ropą. Przepływa tędy około 20 proc. globalnych dostaw surowca. Każde zakłócenie w tym miejscu działa na rynek jak iskra rzucona na suchą trawę.
Jeśli rzeczywiście doszło do zamknięcia lub poważnych utrudnień w żegludze, reakcja cen nie dziwi. Do tego dochodzą cięcia wydobycia w regionie. W efekcie podaż maleje, a popyt pozostaje wysoki. Mechanizm jest prosty. Ceny rosną.
Media mówią o „największym skoku od 1983 r.”, czyli od momentu rozpoczęcia notowań kontraktów futures. Padają określenia „historyczny” i „rekordowy”. Jeśli tygodniowy wzrost WTI faktycznie był najwyższy od 43 lat, oznacza to sytuację bez precedensu dla całego pokolenia inwestorów.

Czytaj więcej: Iran w ogniu. Mieszkańcy uciekają przed bombardowaniami
Psychologiczna bariera pękła
Bariera 100 USD za baryłkę ma znaczenie symboliczne. Rynek pamięta 2008 r., gdy ceny zbliżały się do 150 USD. Pamięta też 2020 r., gdy w czasie pandemii notowania chwilowo spadły poniżej zera. Teraz znów mamy moment zwrotny.
Warto zauważyć, że tak gwałtowne ruchy zwykle oznaczają panikę. Inwestorzy kupują kontrakty w obawie przed dalszym wzrostem. Fundusze hedgingowe zabezpieczają pozycje. Państwa zaczynają kalkulować koszty importu. To efekt domina.
Na razie nie ma sygnałów szybkiego odwrotu trendu. Jeśli konflikt będzie się rozszerzał, presja cenowa może się utrzymać. A to uderzy w gospodarki uzależnione od importu surowców. Europa jest jedną z nich.
Zobacz: Ali Chamenei nie żyje. Mocne słowa prezydenta USA
Paliwo zdrożeje szybciej, niż myślisz
Rynek hurtowy reaguje natychmiast. Stacje paliw z opóźnieniem, ale reagują. Przy cenie ropy powyżej 100 USD podwyżki na dystrybutorach są niemal pewne. Wzrost o 10 USD na baryłce potrafi przełożyć się na kilkadziesiąt groszy na litrze.
Dla kierowców oznacza to jedno – droższe tankowanie. Dla firm transportowych – wyższe koszty. Dla rządów – presję inflacyjną. Czy to dopiero początek większego kryzysu energetycznego?
mn






