Strażacy wciąż walczą z pożarem hali magazynowej przy ul. Północnej w Gdyni. Ogień wybuchł w środę po południu i – mimo upływu wielu godzin – sytuacja nadal nie jest opanowana. Na miejscu pracują nie tylko służby ratunkowe, ale też prokurator i biegły. Sprawa zaczyna mieć swój drugi, mniej widoczny wymiar.
Ogień w hali pełnej makulatury
Płomienie pojawiły się w obiekcie o wymiarach 100 na 50 metrów. W środku znajdowała się sprasowana makulatura – materiał, który w takich warunkach potrafi tlić się długo i uparcie. To właśnie ona komplikuje działania.
Strażacy od początku mieli pełne ręce roboty. W szczytowym momencie na miejscu działało kilkadziesiąt zastępów, dziś wciąż jest ich około 25. I to nie jest jeszcze finał tej historii.
Zobacz też: Tragiczny pożar w Gdyni – jedna osoba nie żyje
Trudna akcja i ryzyko zawalenia
Gaszenie takiego pożaru to nie jest zwykłe polewanie wodą. W ruch poszedł ciężki sprzęt – koparki przerzucały zwały makulatury, żeby dotrzeć do ukrytych zarzewi ognia. Każdy taki ruch to ryzyko, bo konstrukcja hali może nie wytrzymać.
Dlatego zdecydowano, że budynek nie będzie na razie rozbierany. Zagrożenie zawaleniem jest zbyt duże. Zamiast tego działania prowadzone są ostrożnie, krok po kroku.
W środku pracował nawet robot gaśniczy. Strażacy podawali wodę z zewnątrz, ograniczając obecność ludzi wewnątrz obiektu. To pokazuje skalę problemu – i poziom zagrożenia.
Prokurator na miejscu
W czwartek około godz. 17.30 na miejsce przyjechał prokurator wraz z biegłym z zakresu pożarnictwa. Rozpoczęły się pierwsze czynności mające ustalić, co właściwie doprowadziło do wybuchu ognia.
Na razie odpowiedzi nie ma. Służby podkreślają, że szczegółowe ustalenia będą możliwe dopiero po zakończeniu akcji gaśniczej. Wtedy do pracy w pełni przystąpi policja i eksperci.
Mieszkańcy czekają
Akcja trwa i – co istotne – nie ma podanego terminu jej zakończenia. To oznacza kolejne godziny pracy służb, ale też niepewność dla mieszkańców okolicy.
Bo choć ogień jest już pod kontrolą, to nadal się tli. A to w takich przypadkach bywa najbardziej zdradliwe.
Na dziś wiadomo jedno – to nie jest pożar, który da się zamknąć w kilka godzin. Sprasowana makulatura potrafi płonąć długo, czasem wręcz „po cichu”. Strażacy zostają na miejscu. Prokurator zbiera materiał. A mieszkańcy… czekają, aż sprawa wreszcie się zakończy.
mn





