Pieniądze znikają z kont, rezerwy topnieją na papierze o 99 proc., a prezes wskazuje portfel, do którego – jak sam przyznaje – klucze ma zaginiony od lat założyciel. Tak w skrócie wygląda początek jednej z największych afer na polskim rynku krypto. Sprawa ZondaCrypto w kilka dni przeszła drogę od branżowych wątpliwości do śledztwa prowadzonego przez Prokuratura Regionalna w Katowicach, które dotyczy podejrzeń oszustwa i prania pieniędzy na setki milionów złotych. Jednocześnie firma odpiera zarzuty, mówi o pełnej wypłacalności i zapowiada walkę o swoje dobre imię. Gdzie kończą się fakty, a zaczyna spór o narrację – i co to oznacza dla tysięcy klientów?
Na wstępie wyjaśnimy czym jest w ogóle ZondaCrypto. To jedna z największych platform obrotu kryptowalutami wywodzących się z Polski, działająca dziś jako międzynarodowa giełda oferująca handel m.in. bitcoinem i innymi cyfrowymi aktywami.
Serwis jest następcą dawnego BitBay, a po zmianach organizacyjnych i rebrandingu funkcjonuje pod obecną nazwą, z operatorem zarejestrowanym w Estonii – BB Trade Estonia OÜ. Platforma umożliwia użytkownikom kupno, sprzedaż i przechowywanie kryptowalut oraz korzystanie z usług powiązanych, takich jak portfele czy przelewy, działając w modelu typowym dla scentralizowanych giełd krypto, gdzie to operator odpowiada za obsługę transakcji i przechowywanie środków klientów.
Afera ZondaCrypto to nie jeden zarzut, lecz splot kilku równoległych wątków. Przede wszystkim to kilka sygnałów o problemach z wypłatami środków, a także gwałtowny spadek publicznie widocznych rezerw BTC. Do tego dochodzą kwestie sporu o to, kto faktycznie kontroluje część kluczowych aktywów, wszczętego 17 kwietnia 2026 r. śledztwa karnego oraz szerszej dyskusji o luce regulacyjnej na polskim rynku kryptoaktywów.
Najtwardsze, publicznie potwierdzone fakty na dziś są trzy: katowicka prokuratura prowadzi śledztwo w kierunku oszustwa i prania pieniędzy, szkoda według śledczych wynosi co najmniej 350 mln zł i rośnie, a UOKiK od dawna bada operatora serwisu, przy czym w ostatnich tygodniach dostał ponad 200 sygnałów od konsumentów.
Jednocześnie część najbardziej nośnych tez pozostaje publicznie nieudowodniona albo sporna. Dotyczy to przede wszystkim politycznych oskarżeń o finansowanie określonych środowisk oraz rządowych sugestii o rosyjskich powiązaniach kapitałowych lub kryminalnych. Władze państwowe takie tezy publicznie stawiają, ale część materiału ma według nich charakter niejawny, więc nie da się go dziś niezależnie zweryfikować wyłącznie na podstawie ogólnodostępnych dokumentów. Z kolei sama spółka wszystkiemu zaprzecza, zapewnia o wypłacalności i deklaruje współpracę z organami.
Czytaj też: Nawrocki zawetował ustawę ws. m.in. kryptowalut
Afera ZondaCrypto wybuchła na przełomie marca i kwietnia 2026
W praktyce „afera ZondaCrypto” wybuchła publicznie na początku kwietnia 2026 r., gdy media opisały analizę, według której znane rezerwy bitcoinów giełdy spadły o około 99 proc., a użytkownicy zaczęli szeroko zgłaszać problemy z wypłatą środków. Zarząd odpowiedział, że analiza była błędna, bo miała obejmować wyłącznie portfele operacyjne typu hot wallet, a nie portfele cold wallet, na których – według prezesa – miały znajdować się właściwe rezerwy.
W centrum tej obrony znalazł się publicznie wskazany przez Przemysław Kral portfel z ok. 4,5 tys. BTC. Problem polega na tym, że sam prezes przyznał później, iż klucze do tego portfela ma zaginiony od marca 2022 r. założyciel dawnego BitBay, Sylwester Suszek]. To przesuwa dyskusję z pytania „czy aktywa istnieją?” na pytanie „czy spółka ma do nich realny, operacyjny dostęp?”. W kryzysie płynności to zasadnicza różnica.
Do tego dochodzi drugi, mniej spektakularny, ale bardzo ważny wątek: rozbieżność między publicznymi zapewnieniami o bezpieczeństwie aktywów a materiałami, na które powołały się część mediów, analizując sprawozdawczość operatora. Regulamin ZondaCrypto mówi wprost, że spółka nie inwestuje i nie pożycza aktywów klientów. Równolegle część mediów, powołując się na roczne sprawozdanie operatora, twierdziła, że w dokumentach pojawia się sformułowanie o dalszym inwestowaniu środków klientów. Tego akurat nie należy traktować jako faktu ostatecznie rozstrzygniętego, dopóki nie zostanie szerzej i bezpośrednio omówiony oryginalny plik sprawozdania, ale sama sprzeczność między tymi dwoma narracjami jest jednym z kluczowych powodów, dla których sprawa przerodziła się z kryzysu wizerunkowego w kryzys zaufania.

Jak to wszystko się zaczęło?
Początkiem obecnego kryzysu nie był sam kwiecień 2026 r. Dzisiejszy operator to formalnie BB Trade Estonia OÜ, działający w Estonia, a obecna marka ZondaCrypto jest już kolejnym wcieleniem platformy po wcześniejszych etapach BitBay i Zonda. Wątek historyczny ma znaczenie, bo tłumaczy, dlaczego w sprawie przewijają się stare ostrzeżenia KNF, zaginięcie założyciela, migracje jurysdykcyjne i pytania o rzeczywisty nadzór.
Afera ZondaCrypto. Kto jest zaangażowany?
Po stronie firmy kluczowy jest operator serwisu, czyli BB Trade Estonia OÜ. To właśnie tę spółkę wskazują dokumenty prawne na stronie giełdy – regulamin i polityka prywatności potwierdzają estońską siedzibę, numer rejestrowy 14814864 i licencję FVT000209, a strona „Who we are” wskazuje Przemysława Krala jako CEO. W praktyce oznacza to, że obecna sprawa dotyczy przede wszystkim operatora estońskiego, a nie dawnej polskiej konstrukcji prawnej BitBay sp. z o.o.
Po stronie właścicielskiej i personalnej najgłośniejsze są dwa nazwiska: Przemysław Kral i Sylwester Suszek. Suszek jest historycznym twórcą BitBay i od 10 marca 2022 r. pozostaje osobą zaginioną. Kral to obecny prezes i główny publiczny obrońca spółki, który najpierw zapewniał o pełnym pokryciu zobowiązań, a następnie ujawnił adres portfela BTC, wskazując zarazem, że klucze ma zaginiony założyciel. Bez względu na to, jak ta kwestia zakończy się procesowo, sam fakt takiej konstrukcji operacyjnej jest dla rynku sygnałem alarmowym.
Po stronie państwa działają dziś równolegle co najmniej cztery instytucje. W Polsce najważniejsze są prokuratura i Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości, któremu powierzono prowadzenie sprawy, a obok nich UOKiK oraz Komisja Nadzoru Finansowego. KNF nie prowadzi obecnie „sprawy ZondaCrypto” w takim sensie jak prokuratura, ale od lat publikuje ostrzeżenia o wysokim ryzyku kryptoaktywów, a na jej liście ostrzeżeń figurował historyczny BitBay sp. z o.o.; równolegle sama KNF wyjaśnia, że okres przejściowy po wejściu MiCA pozwalał dostawcom usług krypto działać do 1 lipca 2026 r. w sposób jeszcze nie w pełni objęty nowym reżimem.
Po stronie zagranicznej istotne są estońskie organy: Financial Intelligence Unit, która w 2025 r. odnotowała brak wymaganego raportu audytora dotyczącego środków własnych BB Trade Estonia OÜ, oraz Finantsinspektsioon, w której rejestrach BB Trade widnieje jako podmiot związany z kryptoaktywami. To ważne, ponieważ pod MiCA ciężar nadzoru nad operatorem z siedzibą w Estonii w dużej mierze powinien spoczywać właśnie na właściwym organie państwa macierzystego.
Do sprawy wciągnięci zostali też klienci i partnerzy. Po stronie klientów mamy rosnącą grupę osób, które nie mogą wypłacić środków albo boją się ich utraty. Po stronie partnerów najszerzej komentowany jest przypadek Polskiego Komitetu Olimpijskiego i jego prezes, Radosław Piesiewicz, publicznie twierdzi, że obecnie nie ma formalnych podstaw do zerwania umowy sponsorskiej, choć część innych partnerów sportowych według mediów zaczęła się od marki dystansować.
Czytaj także: Jerzy Sosnowski – polski szpieg, który przechytrzył Berlin
Problem skali masowej – aż osiem wątków
Najmocniej udokumentowany publicznie zarzut dotyczy problemów z wypłatami i płynnością operacyjną. Media opisały skargi użytkowników i trudności w realizacji transferów, a ten obraz koliduje z regulaminem, który przewiduje zlecanie wypłat kryptowalut maksymalnie w ciągu 12 godzin po spełnieniu wymogów, a wypłat w ciągu 2 dni roboczych. Sam fakt, że prokuratura przygotowała specjalną instrukcję dla pokrzywdzonych, wzmacnia tezę, że nie chodzi o jednostkowe reklamacje, lecz o problem o skali masowej.
Drugi zarzut dotyczy rezerw BTC. Medialna analiza, na którą powoływały się money.pl i Wirtualna Polska, wskazywała drastyczny spadek znanych rezerw bitcoinowych. Obrona spółki brzmi: to błąd metodologiczny, bo analizowano tylko hot wallety, a nie cold wallety. Prezes twierdził też, że na dzień 1 kwietnia 2026 r. spółka miała ponad 4,5 tys. BTC i ponad 100-procentowe pokrycie zobowiązań wobec użytkowników. W sensie analitycznym nie jest więc dziś sporne to, że istnieją dwie całkowicie sprzeczne wersje. Sporne jest to, która z nich odpowiada rzeczywistości.
Trzeci zarzut dotyczy realnej kontroli nad aktywami. Nawet jeśli przyjąć wersję zarządu o istnieniu wskazanego portfela 4,5 tys. BTC, to publiczne wskazanie, że klucze ma zaginiony założyciel, radykalnie osłabia argument bezpieczeństwa. Na rynku finansowym samo „wskazanie adresu” nie zastępuje operacyjnej zdolności swobodnego dysponowania aktywem. Ten wątek nie dowodzi automatycznie przywłaszczenia czy oszustwa, ale bardzo mocno wspiera tezę o ryzyku niedostępności środków.
Czwarty wątek to compliance i dokumenty korporacyjne. Estoński FIU odnotował wobec BB Trade Estonia OÜ brak audytorskiego raportu dotyczącego środków własnych. Niezależnie od oceny powagi tego naruszenia, jest to twardy ślad administracyjny, który pokazuje, że jeszcze przed kwietniem 2026 r. pojawiały się formalne zastrzeżenia do wykonywania obowiązków regulacyjnych przez operatora.
Piąty wątek – potencjalnie najpoważniejszy – dotyczy rzekomego inwestowania lub pożyczania środków klientów. Tutaj trzeba zachować najwyższą ostrożność. Twardym, bezpośrednio sprawdzalnym dokumentem jest regulamin ZondaCrypto, w którym zapisano, że spółka „nie inwestuje” i „nie pożycza” aktywów klientów. Z kolei część mediów i prawników, powołując się na roczne sprawozdanie operatora za 2024 r., pisała o zdaniu sugerującym dalsze inwestowanie środków klientów.
Szósty wątek to oskarżenia polityczne i geopolityczne. Donald Tusk, Tomasz Siemoniak i Waldemar Żurek publicznie mówili o przelewach do fundacji związanych z politykami prawicy oraz o rosyjskich powiązaniach. To są jednak na dziś tezy polityczno-operacyjne, a nie publicznie rozpisany materiał dowodowy. Rząd sam zaznaczał, że szersze informacje przedstawiano na posiedzeniu niejawnym, co oznacza, że obywatel i czytelnik nie mają jeszcze pełnego dostępu do podstaw tych twierdzeń. Dlatego w artykule analitycznym trzeba je odnotować, ale nie wolno ich przedstawiać jako prawomocnie ustalonych faktów.

Reakcje regulatorów, prokuratury i firm
Najbardziej konkretna reakcja państwa pochodzi od prokuratury. Śledztwo wszczęto 17 kwietnia 2026 r.; dotyczy ono oszustwa i prania pieniędzy, a jego prowadzenie powierzono CBZC. Prokuratura przekazała, że bada „wszystkie informacje dotyczące powstania i funkcjonowania ZondaCrypto, a także obrotu środkami finansowymi przez ten podmiot”, a szkoda wynosi obecnie nie mniej niż 350 mln zł. Pięć dni później opublikowano instrukcję dla pokrzywdzonych, z zaleceniem zgłaszania się do policji lub prokuratury i gromadzenia zrzutów ekranu, historii transakcji oraz korespondencji z giełdą.
Równolegle UOKiK ujawnił, że już 31 stycznia 2025 r. wszczął postępowanie wyjaśniające wobec operatora zondacrypto.com – BB Trade Estonia OÜ – pod kątem możliwych naruszeń zbiorowych interesów konsumentów i klauzul niedozwolonych. W kwietniu 2026 r. urząd poinformował, że ma już ponad 200 sygnałów związanych ze sprawą, z czego niemal wszystkie napłynęły w ostatnich dwóch tygodniach. UOKiK zastrzegł zarazem, że część wątków może wykraczać poza jego mandat i mieć charakter wręcz kryminalny.
Reakcja KNF była bardziej pośrednia. Po pierwsze, na liście ostrzeżeń publicznych KNF widnieje historyczny BitBay sp. z o.o.; sprawa ta zakończyła się umorzeniem, co pokazuje, że nie można mechanicznie utożsamiać tamtego postępowania z obecnym śledztwem dotyczącym ZondaCrypto. Po drugie, KNF od lat podkreśla wysokie ryzyko związane z kryptoaktywami i tłumaczy, że okres przejściowy po wejściu MiCA mógł trwać do 1 lipca 2026 r. To ważne, bo pomaga zrozumieć, dlaczego rynek działał w modelu niepełnego, rozproszonego nadzoru.
Reakcja samej firmy była dwutorowa. Z jednej strony zarząd wielokrotnie zapewniał, że giełda jest stabilna, wypłacalna i bezpieczna, że posiada pełne pokrycie zobowiązań, a medialna analiza jest „błędna, nieprawdziwa i krzywdząca”. Z drugiej strony firma deklarowała współpracę z organami państwa „w celu wyjaśnienia wszelkich wątpliwości”. Wizerunkowo to klasyczna strategia obronna: jednoczesne kwestionowanie zarzutów i sygnalizowanie gotowości do współpracy. Problem polega na tym, że rynek uwierzy nie w same deklaracje, lecz w zdolność do szybkiego i pełnego potwierdzenia rezerw, płynności i dostępu do aktywów.
W otoczeniu partnerskim reakcje są mieszane. PKOl utrzymuje, że nie ma formalnych podstaw do zerwania umowy sponsorskiej, bo świadczenia sponsora mają być realizowane. Jednocześnie media informują, że część innych partnerów sportowych rozważa lub podjęła kroki w kierunku zakończenia współpracy. To ważne, ponieważ kryzys zaufania na rynku krypto bardzo szybko przekłada się na kryzys reputacyjny sponsorów i beneficjentów sponsoringu.
Zobacz też: Firma Zondacrypto i luka w przepisach o kryptowalutach
Skutki dla użytkowników i rynku oraz możliwe scenariusze
Dla użytkowników bezpośredni skutek jest prosty: jeśli środki są niewypłacalne albo czasowo niedostępne, klient w praktyce traci kontrolę nad własnym majątkiem. Prokuratura nieprzypadkowo instruuje pokrzywdzonych, by zabezpieczali dowody i zgłaszali się do organów. Jednocześnie KNF od dawna ostrzega, że inwestowanie w kryptoaktywa wiąże się z ryzykiem utraty nawet całości kapitału, a ochrona prawna nie przypomina zabezpieczeń typowych dla depozytów bankowych.
Dla rynku kryptowalut w Polsce skutki są szersze niż sama skala strat. Sprawa uderza w zaufanie do całej branży, wzmacnia argument za pełniejszym wdrożeniem MiCA i jednocześnie pokazuje ograniczenia prostych politycznych haseł. Rząd twierdzi, że utrzymanie weta do ustawy o rynku kryptoaktywów pozostawiło klientów bez ochrony. Z drugiej strony część analiz prawnych podnosi, że nawet po wejściu polskiej ustawy zasadniczy nadzór nad operatorem z siedzibą w Estonii i tak pozostawałby w dużym stopniu po stronie państwa macierzystego. Innymi słowy: problemem był nie tylko brak polskiej ustawy, ale też transgraniczna natura samego biznesu.
Najbardziej prawdopodobne są dziś trzy scenariusze. Scenariusz stabilizacyjny zakłada, że spółka udowodni istnienie i operacyjny dostęp do rezerw, odblokuje wypłaty i wyjdzie z kryzysu jako firma mocno poobijana, ale nieupadła. Scenariusz śledczo-upadłościowy zakłada, że potwierdzą się najpoważniejsze nieprawidłowości, aktywa zostaną zabezpieczone tylko częściowo, a klienci utkną na lata w postępowaniach karnych i cywilnych. Scenariusz regulacyjny idzie równolegle: niezależnie od losu samej spółki, sprawa niemal na pewno przyspieszy twardszy europejski i krajowy nacisk na dowody rezerw, separację środków klientów oraz jasne określenie, który organ i w jakim państwie odpowiada za nadzór.
Jakie wnioski? Po pierwsze, nie należy traktować giełdy jako długoterminowego skarbca; środki do bieżącego handlu i środki do przechowywania to nie to samo. Po drugie, przed korzystaniem z platformy trzeba sprawdzać nie tylko markę, ale też operatora, jego jurysdykcję, właściwy organ nadzoru i aktualny status licencyjny. Po trzecie, trzeba czytać regulamin pod kątem tego, czy środki klientów są segregowane i czy operator deklaruje brak ich dalszego wykorzystania.
Po czwarte, w sytuacji kryzysowej należy natychmiast zabezpieczyć historię rachunku, potwierdzenia przelewów, hashe transakcji i korespondencję z supportem, a następnie zgłosić sprawę organom zgodnie z instrukcją prokuratury. Po piąte, warto uważać na wtórne oszustwa: po głośnych aferach szybko pojawiają się „pomocnicy”, którzy obiecują odzyskanie środków za przedpłatą.
Źródła priorytetowe i ograniczenia. Na co zwracać uwagę?
W tej sprawie najwyższą wagę mają źródła pierwotne. W pierwszej kolejności są to komunikaty Prokuratura Regionalna w Katowicach z 17 i 22 kwietnia 2026 r., bo potwierdzają fakt śledztwa, jego kierunek, minimalną skalę szkody i instrukcję dla pokrzywdzonych. Drugą grupę tworzą dokumenty i strony samej platformy: regulamin, polityka prywatności i sekcja „Who we are”, bo pokazują operatora, jurysdykcję i deklarowane zasady obchodzenia się ze środkami klientów. Trzecia grupa to materiały regulatorów: Komisja Nadzoru Finansowego, estońskie Financial Intelligence Unit i Finantsinspektsioon, a także dokumenty parlamentarne i rządowe dotyczące ustawy o rynku kryptoaktywów.
W drugiej kolejności warto śledzić polskie media, które wykonały pracę śledczą i analityczną: money.pl, Wirtualna Polska, Business Insider Polska, TVN24, Interia, Rzeczpospolita i TOK FM. To z tych źródeł pochodzą m.in. analizy rezerw, opisy reakcji partnerów, doniesienia o radzie nadzorczej, a także szerszy kontekst polityczny i biznesowy.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.





