Feministki znów wychodzą na ulice. Protest: „Czerwona kartka za aborcję” (FOTO: canva)

Feministki znów wychodzą na ulice. Protest: „Czerwona kartka za aborcję”

Działaczki organizacji feministycznych i środowisk lewicowych ponownie zamierzają protestować na ulicach Gdańska i Gdyni. Tym razem ich niezadowolenie skierowane jest przede wszystkim przeciwko koalicji Donalda Tuska, której zarzucają niezrealizowanie wyborczych obietnic dotyczących aborcji. Pod hasłem „Czerwona kartka za aborcję” zaplanowano demonstracje w kilkudziesięciu polskich miastach. Protestującym nie wystarczają nawet ustawy przyjęte właśnie przez Sejm. Domagają się znacznie dalej idącej liberalizacji przepisów.

W czwartek, 22 października 2026 roku, na ulicach Gdańska i Gdyni ponownie pojawią się przedstawicielki środowisk feministycznych i lewicowych. Manifestacje odbywają się w ramach ogólnopolskiej akcji „Czerwona kartka za aborcję”, której inicjatorem jest działająca w Gdańsku Fundacja Widzialne.

W organizację wydarzeń zaangażowały się między innymi Ogólnopolski Strajk Kobiet, Aborcyjny Dream Team, FEDERA i lokalne środowiska feministyczne. W części miast do demonstracji dołączyli także członkowie lewicowej partii Razem.

Na Pomorzu wśród organizatorów i środowisk wspierających protest pojawiają się również Manifa Trójmiasto oraz Razem Pomorze.

Co ciekawe, tym razem polityczny sprzeciw tych środowisk nie jest skierowany przede wszystkim przeciwko Prawu i Sprawiedliwości. Adresatem niezadowolenia jest obecna większość parlamentarna, która przejęła władzę po wyborach w 2023 roku.

Gdańsk i Gdynia. Lewicowe działaczki szykują demonstracje

W Gdańsku protest zaplanowano na czwartek, 22 października, o godzinie 18:00 przed centrum handlowym Manhattan we Wrzeszczu.

W Gdyni zgromadzenie rozpocznie się o tej samej godzinie przy fontannie na Skwerze Kościuszki. Tam jednak uczestnicy nie zamierzają ograniczać się do stania z transparentami. Zaplanowano przemarsz ulicą Świętojańską w kierunku Urzędu Miasta, następnie aleją Piłsudskiego do ulicy Władysława IV. Zakończenie demonstracji przewidziano przy biurze poselskim Barbary Nowackiej, minister edukacji narodowej i jednej z najbardziej rozpoznawalnych polityczek Koalicji Obywatelskiej.

To symboliczny wybór miejsca. Nowacka od lat publicznie opowiada się za liberalizacją prawa aborcyjnego, a mimo to przedstawicielki środowisk feministycznych postanowiły skierować swój protest właśnie pod jej biuro.

Organizatorzy zachęcają do przyniesienia transparentów i czerwonych kartek, które mają symbolizować dezaprobatę wobec polityki rządu.

Trzy lata temu popierały zmianę władzy. Teraz są oburzone

Wśród organizatorek demonstracji wyraźnie słychać rozczarowanie działaniami koalicji rządzącej.

Przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku Koalicja Obywatelska zapowiadała legalizację aborcji do 12. tygodnia ciąży. Postulat ten był jednym z elementów kampanii wyborczej i miał przyciągnąć wyborców oczekujących liberalizacji obowiązujących przepisów.

Trzy lata później środowiska feministyczne przekonują, że politycy nie wywiązali się ze swoich zobowiązań.

Organizatorki przypominają, że mobilizowały kobiety do udziału w wyborach i wspierały polityczną zmianę. Teraz zarzucają ugrupowaniom koalicyjnym, że wykorzystały temat aborcji w kampanii, nie doprowadzając do obiecywanego przełomu.

Pretensje są kierowane nie tylko pod adresem premiera Donalda Tuska. Spór dotyczy również ugrupowań tworzących jego zaplecze parlamentarne, w tym Lewicy, która od lat przedstawia liberalizację prawa aborcyjnego jako jeden ze swoich najważniejszych postulatów.

Paradoks obecnej sytuacji polega więc na tym, że środowiska ideowo bliskie części rządzącej koalicji organizują demonstracje przeciwko politykom, z którymi łączy je wiele postulatów światopoglądowych.

Sejm uchwalił dwie ustawy. Ale to dla działaczek wciąż za mało

Sytuacja jest tym bardziej interesująca, że zaledwie dwa dni przed protestami, 20 października, Sejm przyjął dwie ustawy dotyczące aborcji. Pierwsza przewiduje przywrócenie możliwości legalnego przerywania ciąży w przypadku ciężkich wad płodu. Za jej przyjęciem głosowało 233 posłów, przeciw było 203.

Druga dotyczy zmian w Kodeksie karnym, obejmujących częściową dekryminalizację aborcji i pomocy w jej przeprowadzeniu. Poparło ją 217 parlamentarzystów, a 213 było przeciwnych. Jednak dla części organizacji feministycznych to nadal niewystarczające rozwiązania. Ich zasadniczym postulatem pozostaje legalizacja aborcji do 12. tygodnia ciąży bez konieczności wykazywania dodatkowych przesłanek.

Środowiska te wskazują również, że sejmowe głosowania nie oznaczają jeszcze obowiązywania nowych regulacji. Ustawy muszą przejść dalszą drogę legislacyjną, a ostatecznie trafić na biurko prezydenta Karola Nawrockiego.

Prezydent sprzeciwia się liberalizacji prawa aborcyjnego, co stawia pod znakiem zapytania możliwość wejścia uchwalonych przepisów w życie.

Aborcja w Polsce. Jak obecnie wygląda sytuacja?

Obowiązujące w Polsce prawo dopuszcza przerwanie ciąży w dwóch przypadkach. Pierwszym jest zagrożenie życia lub zdrowia kobiety ciężarnej. Drugim sytuacja, w której istnieje uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.

W 2020 roku Trybunał Konstytucyjny orzekł o niekonstytucyjności przepisów pozwalających na przerywanie ciąży z powodu ciężkich i nieodwracalnych wad płodu. Wyrok, którego skutki zaczęły obowiązywać w styczniu 2021 roku, doprowadził do znacznego ograniczenia liczby legalnie wykonywanych zabiegów.

Orzeczenie wywołało wówczas wielotysięczne demonstracje w polskich miastach. Protesty odbywały się również na ulicach Gdańska i Gdyni, gdzie środowiska lewicowe i feministyczne należały do najbardziej aktywnych uczestników manifestacji.

Sześć lat później spór o aborcję nadal pozostaje jednym z głównych punktów politycznej debaty.

Zwolennicy liberalizacji wskazują przede wszystkim na konieczność zapewnienia kobietom prawa do decydowania o przerwaniu ciąży. Przeciwnicy podkreślają natomiast potrzebę ochrony życia ludzkiego również w okresie prenatalnym i sprzeciwiają się dopuszczaniu aborcji bez wskazania przesłanek ustawowych.

Czerwona kartka dla polityków, których wcześniej popierały

Czwartkowe demonstracje mają szczególny polityczny wydźwięk. Ich organizatorki przypominają, że w 2023 roku to właśnie mobilizacja kobiet miała pomóc obecnej koalicji w zdobyciu władzy.

Dziś te same środowiska przekonują, że zostały zignorowane. Nie oznacza to jednak jednolitego stanowiska wszystkich kobiet w Polsce. Protesty organizują konkretne środowiska feministyczne, organizacje społeczne oraz działacze i sympatycy lewicy, którzy opowiadają się za szerokim dostępem do aborcji.

Dla rządu Donalda Tuska może to być kolejny sygnał, że rozczarowanie pojawia się również wśród wyborców i środowisk, które wcześniej sprzyjały zmianie władzy. Pozostaje pytanie, jak liczne okażą się demonstracje i czy lewicowym organizatorkom uda się ponownie zmobilizować mieszkańców Trójmiasta na skalę znaną z protestów sprzed sześciu lat.

Tym razem bowiem czerwone kartki mają zobaczyć przede wszystkim ci politycy, którzy obiecywali protestującym zmianę prawa.

mn

WbijamSzpile.pl

Nie kończ na jednym tekście

Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.

Dołącz do nas i bądź na bieżąco:

Wbijam Szpile poleca

W tym samym temacie

Wybierz kolejny artykuł
Ładowanie zdjęcia