Trójmiasto podbiło świat! A przynajmniej listę, na którą zgłosiła je polska redakcja (FOTO: materiały prasowe)

Nowość! Trójmiasto podbiło świat! A przynajmniej listę, na którą zgłosiła je polska redakcja

Wielki sukces! Świat nas docenił! Amerykanie zachwyceni! Można odnieść wrażenie, że Gdańsk, Sopot i Gdynia właśnie zdobyły turystycznego Oscara, pokonały pół globu i odebrały złoty medal za najpiękniejszy kawałek planety. Politycy gratulują, media pieją z zachwytu, a samorządowa machina promocyjna pracuje na najwyższych obrotach. Jest tylko jeden drobny szczegół. Kiedy zajrzymy za kulisy tego „światowego sukcesu”, robi się znacznie zabawniej.

Trójmiasto znalazło się na liście 25 miejsc, które magazyn „National Geographic” poleca odwiedzić w 2027 roku. To prawda. Wyróżnienie jest autentyczne, a decyzję podjęła globalna redakcja w Stanach Zjednoczonych.

Tyle że między redakcyjną rekomendacją turystyczną a niemal narodowym świętem, które próbuje się z niej urządzić, rozciąga się ocean. Prawdopodobnie większy od Bałtyku.

I właśnie na ten ocean warto wypłynąć.

Najpierw zgłosiliśmy się sami. Potem Amerykanie nas docenili

Zacznijmy od tego, czego trudno dowiedzieć się z niektórych entuzjastycznych nagłówków. Trójmiasto nie zostało przypadkowo odkryte przez grupę amerykańskich podróżników, którzy po przejściu ulicą Długą i zjedzeniu dorsza w Sopocie doznali zbiorowego olśnienia.

Trójmiasto do zestawienia zaproponowała polska redakcja „National Geographic”.

Tak właśnie funkcjonuje mechanizm tworzenia tej listy. Lokalne zespoły zgłaszają propozycje, a redakcja globalna je rozpatruje. Jedne przechodzą, inne odpadają. Redaktor naczelny „National Geographic Polska”, Łukasz Załuski, przyznał podczas konferencji prasowej:

Zgłaszamy od lat, ale dawno nie chwyciło.

No proszę. Czyli nie tyle Amerykanie niespodziewanie odkryli perłę Bałtyku, ile polska redakcja od lat próbuje zainteresować centralę w Waszyngtonie krajowymi atrakcjami.

W tym roku się udało. I bardzo dobrze.

Ale przyznajmy, że brzmi to zdecydowanie mniej spektakularnie niż opowieść o światowych ekspertach, którzy nagle padli na kolana przed urokiem Gdańska, Gdyni i Sopotu.

Największy smaczek? Polak napisał, Ameryka opublikowała

Teraz robi się jeszcze ciekawiej. Wystarczy otworzyć amerykańską stronę „National Geographic” i odnaleźć opis Trójmiasta. Kto jest podpisany pod tekstem zachwalającym nadbałtycką aglomerację?

Lukasz Zaluski. Ten sam Łukasz Załuski, który kieruje polską redakcją magazynu.

A więc mamy piękną sekwencję wydarzeń. Polska redakcja zgłasza Trójmiasto. Amerykańska centrala je akceptuje. Następnie opis Trójmiasta na międzynarodowej stronie podpisuje szef polskiej redakcji. A samorządowcy z Trójmiasta świętują światowe wyróżnienie.

I żeby było jasne: nie ma w tym nic nieuczciwego. Międzynarodowe redakcje współpracują ze sobą i korzystają z wiedzy lokalnych dziennikarzy. Komizm zaczyna się dopiero wtedy, gdy z całkowicie normalnego procesu redakcyjnego robi się wydarzenie niemal historyczne.

Zabrakło chyba tylko orkiestry dętej i uroczystego odsłonięcia tablicy upamiętniającej moment, w którym Waszyngton zaakceptował propozycję z Warszawy.

Konferencja prasowa! Samorządowcy! Światowa sława!

Oczywiście tak doniosłego wydarzenia nie można było pozostawić bez odpowiedniej oprawy.

20 października w warszawskim hotelu Flaner zorganizowano konferencję prasową. Pojawili się przedstawiciele trzech miast: prezydent Gdyni Aleksandra Kosiorek, prezydent Sopotu Magdalena Czarzyńska-Jachim oraz zastępca prezydenta Gdańska Piotr Borawski.

Były wypowiedzi, zdjęcia i gratulacje. Można było niemal poczuć atmosferę rozdania najważniejszych światowych nagród.

A co właściwie świętowano? To, że znany magazyn podróżniczy umieścił Trójmiasto na swojej corocznej liście polecanych kierunków. Nie przyznano pierwszego miejsca. Nie było finałowej rywalizacji z Paryżem, Londynem czy Nowym Jorkiem. Nie przedstawiono punktacji, z której wynikałoby, że nasze miasta są lepsze od pozostałych.

To nie mistrzostwa świata w turystyce. To lista rekomendacji redakcyjnych.

Ale przecież „jesteśmy jednym z 25 polecanych kierunków” brzmi znacznie skromniej niż „jesteśmy wśród najlepszych na świecie”. A skromność, jak wiadomo, nie jest szczególnie popularną dyscypliną w samorządowym marketingu.

Morze, zabytki i restauracje. Ameryka odkryła rzeczy niezwykłe!

Przyjrzyjmy się jeszcze uzasadnieniu. Trójmiasto zachwyca historią, nadmorskim położeniem, modernistyczną architekturą Gdyni i lokalną kuchnią.

Trudno polemizować. Morze rzeczywiście znajduje się nad morzem. Gdańsk ma historię. Sopot jest kurortem. Gdynia słynie z modernizmu. A w restauracjach można zjeść coś więcej niż zapiekankę.

Wszystko się zgadza. Tylko czy naprawdę potrzebowaliśmy rekomendacji zza oceanu, aby odkryć te oszałamiające fakty? Nie odbierajmy też mieszkańcom prawa do zachwytu nad własnym regionem. Trójmiasto jest atrakcyjne, a międzynarodowa publikacja może przyciągnąć nowych turystów.

Problem polega na czymś zupełnie innym.

Władze samorządowe z niezwykłą łatwością potrafią zamienić cudzą publikację w wielki sukces wizerunkowy, który następnie celebrują przed kamerami. Znacznie trudniej urządzić równie efektowną konferencję o korkach, kosztach życia, stanie infrastruktury czy problemach codziennie odczuwanych przez mieszkańców.

Tam nie wystarczy elegancka fotografia i angielski napis „Best of the World”.

Świętujmy, ale może bez fanfar?

Nie zamierzamy odbierać „National Geographic” prawa do wyboru polecanych miejsc. Nie twierdzimy również, że ktoś kupił wyróżnienie albo że amerykańska redakcja została oszukana. Nie ma na to dowodów.

To autentyczna rekomendacja znanego na świecie magazynu. Dobra wiadomość dla branży turystycznej i okazja do międzynarodowej promocji.

Tylko tyle. I aż tyle. Nie trzeba jednak natychmiast ubierać jej w złote szaty, organizować zbiorowego zachwytu i przedstawiać tak, jakby trzy nadbałtyckie miasta właśnie otrzymały geograficznego Nobla.

Najzabawniejsze jest bowiem to, że historia tego wielkiego sukcesu ma całkiem prozaiczny początek: polska redakcja zgłosiła polski region do międzynarodowego zestawienia, a amerykańska redakcja uznała, że warto go polecić.

I chwała jej za to. Drodzy samorządowcy, gratulujemy. Trójmiasto znalazło się na liście miejsc, które warto odwiedzić. Teraz pozostaje zrobić wszystko, by mieszkańcy również uważali je za miejsce, w którym warto żyć.

Bo do tego ostatniego nie wystarczy telefon z Waszyngtonu.

Maciej Naskręt

Maciej Naskręt

Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

WbijamSzpile.pl

Nie kończ na jednym tekście

Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.

Dołącz do nas i bądź na bieżąco:

Wbijam Szpile poleca

W tym samym temacie

Wybierz kolejny artykuł
Ładowanie zdjęcia