Długie Ogrody w Gdańsku przejdą wielką metamorfozę. Władze miasta chwalą się nową koncepcją – więcej zieleni, nowe deptaki, przestrzeń przyjazna dla pieszych. Koszt? 51 mln zł. Wszystko brzmi świetnie… dopóki nie zaczniemy zadawać pytań o coś tak banalnego jak parkowanie. Bo oto, w imię źle rozumianej nowoczesności, miasto funduje mieszkańcom piekło logistyczne.
Historia tematu
-
Długie Ogrody do zmiany. Tak będzie wyglądać nowa przestrzeń
Opublikowano: 15 mar 2025, 10:47
Nie ma wątpliwości – więcej zieleni i przestrzeni dla pieszych to krok w dobrą stronę. Współczesne miasta stawiają na wygodę mieszkańców, rezygnując z betonu na rzecz drzew i skwerów. Pomysł, by Długie Ogrody były miejscem do spacerów, a nie tylko tranzytem dla samochodów, wydaje się trafiony. Nowe alejki, uporządkowana przestrzeń, więcej ławek i miejsc do odpoczynku – to wszystko brzmi jak projekt, który mógłby nadać tej części Gdańska nową jakość.
Ale czy to wystarczy, by mieszkańcy mogli tu normalnie żyć?
Gdzie się podziały samochody?
Miasto najwyraźniej zapomniało, że ludzie – ci prawdziwi, żyjący i pracujący w Gdańsku – wciąż posiadają samochody. A turyści, którzy latem zapełniają centrum? Też czymś przyjeżdżają. Tylko że teraz nie będzie dla nich miejsca.
Zniknie część parkingu, który obsługiwał ruch turystyczny. Zgodnie z regulaminem konkursu, na ul. Długie Ogrody, zapewniono 66 miejsc postojowych (w tym zaledwie 4 dla osób z niepełnosprawnościami). To aż 10-krotnie mniej miejsc postojowych na Długich Ogrodach. Obecnie jest ich około 700. Zajętość abonamentami w ostatnich latach wynosiła ok. 50 proc.
I co dalej? Samochody się rozpłyną w powietrzu? Nie, przeniosą się tam, gdzie jeszcze się da – na okoliczne dzielnice. Tylko że te części miasta nie są na to gotowe. Małe, osiedlowe uliczki zamienią się w dziki parking. Wraz z nimi przyjdzie dewastacja chodników, rozjeżdżanie trawników i codzienny koszmar mieszkańców. Próbkę mamy już przy marinie obok Kanału Na Stępce.
Co gorsza planuje się wprowadzenie ruchu jednokierunkowego na ulicach: Seredyńskiego i św. Barbary. Natomiast ulica Długa Grobla przed Długimi Ogrodami będzie miała zawrotkę co ma rzekomo podnieść standard i jakość przestrzeni pieszej i rekreacyjnej w północnej, nasłonecznionej strefie Długich Ogrodów.

Miasto zmarnowało szansę
Największa porażka? Zmarnowana okazja na podziemny parking. To pomysł, który rozwiązałby problem raz na zawsze. Podziemne miejsca parkingowe wyeliminowałyby samochody z powierzchni ulicy, pozwalając jednocześnie mieszkańcom i turystom normalnie funkcjonować. Ale władze miasta uznały, że problemu nie ma, więc nie trzeba go rozwiązywać.
A teraz wyobraźmy sobie Długie Ogrody za kilka lat. Puste lokale na parterach, bo klienci wolą miejsca, gdzie da się zaparkować. Mieszkańcy zmuszeni do codziennej walki o skrawek miejsca gdzieś w innej dzielnicy. Ulice zasypane mandatami, bo przecież “tu nie wolno stać”. Tylko dlaczego? Bo miasto uznało, że Gdańsk to miejsce, w którym nie da się żyć, tylko trzeba je oglądać z perspektywy pieszej wycieczki.
Wszystko wskazuje, że na stałe na ul. Długie Ogrody na dłużej zagości Jarmark św. Domnika. Zwycięska koncepcja zakłada jego wytyczenie. Impreza ta na Długich Ogrodach to dramat dla mieszkańców z wielu względów.

Czytaj więcej: Gdańsk w 1985 r. Zobacz zdjęcia miasta z lotu ptaka
Chaos zamiast planu
To, co ma być nowoczesną wizją miasta przyszłości, w praktyce wygląda na planowanie na kolanie. Miasto pozbawia ludzi miejsc parkingowych, ale nie daje żadnej alternatywy. Nie buduje parkingów podziemnych, nie oferuje nowych rozwiązań, które mogłyby realnie poprawić funkcjonowanie tej przestrzeni. Zamiast tego dostajemy wielką dziurę w logistyce, która szybko zamieni się w problem dla całej okolicy.
A skoro już mowa o problemach – co z dewastowanym fragmentem ulicy Łąkowej między Podwalem Przedmiejskim a Długimi Ogrodami? Każdy, kto tamtędy przechodzi, wie, że to obraz nędzy i rozpaczy. Pękające chodniki, zapadnięty asfalt, infrastruktura, która dawno powinna zostać wyremontowana. Czy to nie jest przypadkiem bardziej palący problem niż wycinanie miejsc parkingowych pod hasłem “rewitalizacji”?

Droga donikąd
Zamiast tworzyć dzielnicę przyszłości, Gdańsk tworzy miejsce, z którego mieszkańcy będą chcieli uciekać. Zielone deptaki są potrzebne, ale nie kosztem ludzi, którzy tu żyją. Miasto po raz kolejny pokazuje, że potrafi snuć piękne wizje, ale kompletnie nie rozumie, jak funkcjonuje prawdziwe życie.
Zobacz też: Gdańsk i leśnicy łączą siły – więcej zieleni i edukacji dla mieszkańców
mn






