Zdjęcia pod kontrolą wojska. Nowe przepisy już obowiązują (FOTO: wbijamszpile.pl)

Zdjęcia pod kontrolą wojska. Nowe przepisy już obowiązują

Od 17 kwietnia w życie wchodzą przepisy, które dla wielu pasjonatów miejskiej fotografii mogą zabrzmieć jak ponury żart. Ministerstwo Obrony Narodowej wprowadza zakaz fotografowania tzw. infrastruktury krytycznej, a każda próba uwiecznienia określonych miejsc – nawet zrobiona smartfonem – może skutkować karą. Zdjęcia od teraz są pod kontrolą wojska.

Trzy fakty, które trzeba znać:

  • Tabliczka „zakaz fotografowania” pojawi się na tysiącach obiektów w całym kraju.
  • Każdy amatorski fotograf może nieświadomie złamać prawo.
  • Wniosek o zgodę na zdjęcie to urzędowy obowiązek, a nie fikcja.

Zakaz fotografowania to nie fikcja. To rzeczywistość od 17 kwietnia

Porty, elektrociepłownie, wojskowe lotniska, budynki służb i urządzenia kolejowe – te miejsca, choć do tej pory chętnie fotografowane przez mieszkańców i turystów, znalazły się pod specjalnym nadzorem. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Obrony Narodowej, każda próba uwiecznienia ich na zdjęciu bez odpowiedniej zgody stanie się formalnie zakazana.

Chodzi o „infrastrukturę krytyczną”. To bardzo szeroka kategoria, pod którą mogą kryć się nie tylko obiekty wojskowe, ale również cywilne elementy – np. sieci energetyczne, nadajniki telekomunikacyjne czy strategiczne mosty. Oznacza to, że zwykłe zdjęcie pociągu może okazać się czynem zabronionym.

MON walczy z obiektywem. Zdjęcia pod kontrolą wojska

Nowe przepisy są rozwinięciem zapisów z ustawy o obronie Ojczyzny z 2022 roku. Jednak to dopiero teraz, 27 marca 2025 roku, pojawiło się rozporządzenie, które szczegółowo określa zasady fotografowania. Od teraz, jeśli ktoś chce zrobić zdjęcie „objęte zakazem”, musi uzyskać oficjalną zgodę od odpowiedniego organu.

W praktyce oznacza to konieczność złożenia wniosku z danymi osobowymi, celem fotografowania, dokładnym opisem obiektu i terminem wykonania zdjęć. MON przewiduje na rozpatrzenie wniosku do 14 dni.

I tu pojawia się problem – nikt nie wie, czy np. robienie zdjęcia w drodze do pracy może podlegać tej procedurze. Czy fotograf-amator ma nosić przy sobie mapę z oznaczeniem infrastruktury krytycznej? A może wystarczy, że w okolicy pojawi się tabliczka z czerwonym znakiem zakazu fotografowania?

Znaki jak z PRL-u. Fotografujesz? Ryzykujesz

Rozporządzenie przewiduje obowiązek oznaczenia miejsc zakazanych specjalnymi tabliczkami. Mają pojawić się na ogrodzeniach, bramach i budynkach. Wyglądają jak wyciągnięte z czasów zimnej wojny – białe tło, czerwona obwódka, przekreślony aparat, kamera i telefon oraz napisy w pięciu językach.

Choć oznaczenia mają ostrzegać przed naruszeniem przepisów, rzeczywistość może być bardziej skomplikowana. Wielu miejsc nie da się ot tak oznaczyć – a fotografowanie ich z przypadkowego kadru, nawet zza płotu, może skończyć się odpowiedzialnością karną.

Czy wystarczy napisać maila? Zdjęcia pod kontrolą wojska

Zgodnie z rozporządzeniem, wniosek o zgodę na fotografowanie można wysłać elektronicznie – ale tylko z kwalifikowanym podpisem lub podpisem zaufanym. Dla przeciętnego obywatela oznacza to konieczność wejścia w cyfrową biurokrację.

To oznacza, że dokumentacja budowlana, inspekcje techniczne czy działania promocyjne – nawet te prowadzone przez miejskie instytucje – muszą być poprzedzone uzyskaniem zgody.

Z wyjątków skorzystają tylko niektóre grupy: straż pożarna, funkcjonariusze służb, operatorzy geodezyjni, a także osoby obsługujące konferencje prasowe lub wydarzenia z udziałem władz.

Czytaj więcej: Postapokaliptyczny Gdańsk na zdjęciach AI. Te obrazy robią wrażenie

Kary? Tak. Nawet za selfie z mostem

Najbardziej zaskakujący jest zapis o karach. Fotograf, który złamie zakaz, może ponieść odpowiedzialność w świetle ustawy o obronie Ojczyzny. Grozi mu nie tylko przepadek sprzętu, ale również grzywna, a nawet areszt.

To oznacza, że opublikowanie w mediach społecznościowych zdjęcia zachodu słońca nad terminalem przeładunkowym – zrobionego z publicznej drogi – może być potraktowane jako naruszenie prawa.

Dla społeczności fotografów, turystów, blogerów czy dziennikarzy to cios. Szczególnie, że granica między legalnym kadrem a wykroczeniem nie jest jasno określona.

Zobacz też: Seksafera w Tucholi. Ostre lekcje… dla wszystkich

mn

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.