Choć wybory prezydenckie zbliżają się wielkimi krokami, nie wszyscy grają według oczywistych zasad. Miasto Gdańsk wprowadza działania, które mogą wywołać pytania o granice dopuszczalnej mobilizacji wyborców. Zapowiadane nagrody za frekwencję i publiczne wystąpienia władz samorządowych balansują na cienkiej linii pomiędzy obywatelskim zaangażowaniem a polityczną agitacją.
Trzy szybkie fakty:
- Gdańsk oferuje dzielnicom z najwyższą frekwencją nagrody rzeczowe.
- Aleksandra Dulkiewicz i urzędnicy nawołują do głosowania w oficjalnych komunikatach.
- Prawnicy mogą zakwestionować, czy miasto nie promuje pośrednio jednego z kandydatów.
Gdańsk: nagroda za frekwencję, czyli mobilizacja z bonusem
Władze Gdańska postanowiły zmotywować mieszkańców do udziału w drugiej turze wyborów, obiecując nagrodę dla dzielnicy z najwyższą frekwencją. Ma to być „specjalny pakiet”, m.in. bezpłatne wejście do ZOO w ramach Karty Mieszkańca. W teorii to forma zabawy. W praktyce – trudno nie zauważyć, że taki mechanizm przypomina konkurs z nagrodą za działanie wyborcze.
Choć nagroda nie jest uzależniona od głosowania na konkretnego kandydata, a jedynie od samego udziału w wyborach, powstaje pytanie: czy taka zachęta nie narusza zasady równości i bezstronności? Przepisy Kodeksu wyborczego nie dopuszczają „korzyści majątkowych” za oddanie głosu. Nawet jeśli intencją jest wyłącznie pobudzenie aktywności obywatelskiej, forma nagrody rzeczowej może zostać uznana za narzędzie agitacji – tym bardziej, że jej fundatorem jest urząd miasta.
Publiczne apele samorządowców zamiast ciszy
W wypowiedziach prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz oraz dyrektora Wydziału Spraw Obywatelskich Tomasza Filipowicza pojawiają się mocne apele o udział w głosowaniu. Padają sformułowania o „fundamentalnym prawie obywatelskim”, „obowiązku obywatelskim” oraz zapewnienia, że „demokracja nie poczeka”. Te hasła brzmią szlachetnie, ale ich częstotliwość i sposób przekazu mogą rodzić podejrzenia o angażowanie instytucji publicznych w kampanię.
Problemem nie jest sama zachęta do udziału w wyborach, lecz to, kto ją wygłasza i w jakim kontekście. Gdy władze miasta o znanych sympatiach politycznych, kilka dni przed drugą turą, prowadzą medialną kampanię mobilizacyjną, trudno uznać to za całkowicie neutralne działanie. Dla wielu obserwatorów może to być jednoznaczny sygnał wsparcia dla konkretnego kandydata, mimo formalnej bezstronności.
Czytaj więcej: Trzaskowski minimalnie przed Nawrockim. Oficjalne wyniki PKW
Kiedy zaangażowanie staje się agitacją?
Samorząd terytorialny ma prawo promować udział w wyborach. Jednak prawo nakazuje mu także zachować neutralność polityczną. Pojawiające się w Gdańsku inicjatywy – challenge z Gdynią, specjalne linie autobusowe, nagrody dla dzielnic – mogą zostać uznane przez część opinii publicznej za próbę wpływania na wynik wyborczy w sposób pośredni, ale celowy.
Największe kontrowersje budzi jednak to, że całość działań nie pozostaje w próżni. Gdańsk to miasto wyraźnie kojarzone z Koalicją Obywatelską, a prezydent Dulkiewicz wielokrotnie publicznie popierała Rafała Trzaskowskiego. W tym kontekście każda forma „mobilizacji obywatelskiej” tuż przed II turą wyborów zyskuje zupełnie inny wydźwięk.
Zobacz też: Tatuaże Nawrockiego. Chelsea jako „dowód” prorosyjskości?

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.






