Maple, Zayu i Clutch mają nie tylko bawić kibiców. Każda z tych postaci niesie za sobą konkretną opowieść o kraju, który reprezentuje. Kanada stawia na łosia z artystycznym zacięciem, Meksyk na jaguara z południowych dżungli, a USA na orła, który ma łączyć ludzi w ruchu. Brzmi lekko, ale w takich detalach organizatorzy pokazują, jak chcą opowiedzieć turniej zwykłym kibicom.

Kanada pokazuje łosia z charakterem
Kanadyjską maskotką został Maple™ the Moose. To łoś, który według przedstawionej historii urodził się po to, by wędrować. Nie siedzi w jednym miejscu. Przemierza prowincje i terytoria Kanady, poznaje ludzi i chłonie kulturę kraju.
W tej postaci widać kilka warstw. Maple kocha street style, jest artystą, słucha muzyki i stoi na bramce. Ten ostatni element nie jest przypadkowy. Bramkarz w piłce nożnej musi mieć refleks, odporność psychiczną i trochę samotności w sobie. Gdy inni biegną do przodu, on zostaje z tyłu i bierze na siebie najgorsze uderzenia. Maple ma być więc kimś więcej niż sympatycznym łosiem do zdjęć. To postać oparta na kreatywności, wytrwałości i indywidualności. Trochę lider, trochę outsider, ale w dobrym znaczeniu. Ktoś, kto robi swoje i nie przeprasza za własny styl.
Dla kibica z trybun taka maskotka ma prostą funkcję. Dziecko zobaczy łosia w koszulce, rodzic zrobi zdjęcie, ktoś kupi pamiątkę. Ale pod spodem jest opowieść o Kanadzie jako kraju przestrzeni, podróży i różnorodności. I to działa, bo nie trzeba do tego długiego przemówienia.

Meksykański jaguar wchodzi do gry
Meksyk reprezentuje Zayu™ the Jaguar. Jaguar pochodzi z dżungli południowego Meksyku, a jego imię ma nawiązywać do jedności, siły i radości. Już sam wybór zwierzęcia mówi sporo. To nie jest spokojny symbol do machania z daleka. Jaguar kojarzy się z szybkością, instynktem i pewnością.
Na boisku Zayu jest napastnikiem. Ma być zwinny, pomysłowy i groźny dla obrońców. Krótko mówiąc: ktoś, kto potrafi pojawić się tam, gdzie przeciwnik wolałby go nie widzieć. W tej wersji maskotki jest energia ulicy, stadionu i meksykańskiego święta.
Poza boiskiem Zayu pokazuje kulturę Meksyku przez taniec, jedzenie i tradycję. To ważny szczegół, bo futbol w takim wydaniu nie kończy się na wyniku. Dla wielu kibiców cały turniej to także zapach kuchni, muzyka, kolory, spotkania z ludźmi. Czasem mecz trwa 90 minut, a wspomnienie z podróży zostaje na lata. Zayu ma łączyć ludzi ponad granicami. To duże hasło, oczywiście. Ale przy takich imprezach właśnie o to chodzi – żeby kibic z innego kraju nie czuł się jak obcy klient, tylko jak gość zaproszony do wspólnego stołu. Meksykańska maskotka jest w tej trójce najbardziej świąteczna. I pewnie najbardziej żywiołowa.

Orzeł z USA ma podrywać drużynę
Amerykańską maskotką jest Clutch™ the Bald Eagle. Bielik amerykański dostał rolę postaci pełnej ciekawości, odwagi i optymizmu. Lata po Stanach Zjednoczonych, poznaje kultury, mecze i kolejne wydarzenia. Jest w ciągłym ruchu.
Na boisku Clutch pełni rolę pomocnika. To też wiele mówi. Pomocnik nie zawsze strzela najwięcej goli i nie zawsze trafia na pierwsze strony, ale bez niego drużyna się rwie. Łączy obronę z atakiem, podaje, uspokaja, przyspiesza. Robi porządek tam, gdzie zaczyna się chaos.
Clutch ma prowadzić przez działanie. Nie gadaniem, nie pozą, tylko energią. Podnosić drużynę, mobilizować innych i zamieniać trudne momenty w okazję do pójścia wyżej. Ta fraza pasuje do orła aż nazbyt dobrze, ale trudno mieć o to pretensję. Symbol jest czytelny.
Poza boiskiem Clutch jest społecznym zapalnikiem i fanem sportu. Ma jednoczyć ludzi, gdziekolwiek się pojawi. W amerykańskiej wersji wyraźnie widać nacisk na ruch, otwartość i widowisko. Kibic ma poczuć, że coś się dzieje. Że nie przyszedł tylko na mecz, ale na większe sportowe spotkanie.

Trzy kraje, trzy temperamenty
Wspólny zestaw maskotek układa się dość jasno. Kanada daje postać kreatywną i odporną. Meksyk – żywiołową, dumną i mocno zakorzenioną w kulturze. USA – odważną, towarzyską i nastawioną na działanie.
Są tu 3 kraje, 3 zwierzęta i 3 boiskowe role: bramkarz, napastnik oraz pomocnik. To proste, ale skuteczne. Każda maskotka dostała inne zadanie, więc nie wyglądają jak przypadkowo dobrane pluszaki z jednego katalogu. Mają swoje miejsce w drużynie.
Czy kibice to kupią? W dużej mierze pewnie tak. Maskotki sportowych imprez zawsze budzą trochę żartów, trochę sympatii i trochę narzekania. Taki już ich los. Jedni będą analizować projekt, inni po prostu postawią dziecko obok Maple’a, Zayu albo Clutcha i zrobią zdjęcie. I może właśnie o to chodzi.
mn
