Roczny dochód z etatu rzecznika wojewody pomorskiego Krystiana Kłosa okazał się wyższy niż dochód z pracy samej wojewody Beaty Rutkiewicz. Różnica nie jest ogromna, ale politycznie wygląda smakowicie. Zwłaszcza że po doliczeniu diety radnego i innych umów Krystian Kłos przekracza w oświadczeniu majątkowym 300 tys. zł rocznie. To zarobki na poziomie prezesa miejskiej spółki. Takie liczby zwykle mówią więcej niż najdłuższy komunikat urzędu.
Więcej z etatu niż szef urzędu
Z oświadczenia majątkowego Krystiana Kłosa, rzecznika prasowego wojewody pomorskiego i radnego Gdańska, wynika, że w 2025 roku osiągnął on z umowy o pracę dochód w wysokości 212 640,06 zł. W oświadczeniu Beaty Rutkiewicz, wojewody pomorskiego, przy dochodzie z umowy pracy w Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim wpisano 202 838,40 zł brutto.
Różnica wynosi 9 801,66 zł rocznie. W przeliczeniu daje to około 817 zł miesięcznie, czyli mniej więcej 4,8 proc. więcej po stronie rzecznika. Niby nie jest to przepaść. Ale w administracji symbolika ma znaczenie. Rzecznik jest osobą od tłumaczenia działań wojewody opinii publicznej, a w papierach wychodzi, że z etatu zarobił więcej niż jego polityczny przełożony.
Ponad 300 tys. zł w rok
To jednak dopiero początek. Kłos wykazał także dietę radnego Miasta Gdańska w wysokości 52 112,38 zł oraz 38 720,88 zł z działalności wykonywanej osobiście, w tym z umów o dzieło i czynności związanych z pełnieniem obowiązków społecznych lub obywatelskich. Po zsumowaniu daje to 303 473,32 zł rocznego dochodu.
U wojewody poza etatem pojawia się najem nieruchomości – 16 200 zł. Łącznie z dochodem z pracy daje to 219 038,40 zł. Różnica między łącznymi dochodami Kłosa i Rutkiewicz wynosi więc 84 434,92 zł. To około 38,5 proc. więcej po stronie rzecznika.
I tu robi się najciekawiej. Bo pojedynczo każdą rubrykę można wyjaśnić: praca w urzędzie, mandat radnego, dodatkowe umowy. Wszystko osobno wygląda zwyczajnie. Dopiero razem układa się w bardzo konkretną kwotę, przy której niejeden mieszkaniec Pomorza może tylko spojrzeć na własny PIT i westchnąć. Krótko.

Czytaj też: Rzecznik wojewody w Radzie Miasta Gdańska. Konflikt interesów?
Majątek? Tu wojewoda wygląda mocniej
Sam dochód to nie cały obraz. W części majątkowej sytuacja wygląda już inaczej. Beata Rutkiewicz wykazała dom o powierzchni 140,03 mkw., mieszkanie 37,25 mkw. oraz działkę 400 mkw. Do tego 48 tys. zł oszczędności, polisy o wartości 115 636,96 zł i trzy samochody: Audi A6 kombi z 2007 roku, Audi A6 sedan z 2018 roku oraz Fiata 500 z 2015 roku.
Kłos wpisał mieszkanie o powierzchni 46,2 mkw., w tym piwnicę 8 mkw., wycenione na 450 tys. zł. To chyba poza Gdańskiem, bo w samym Gdańsku mieszkania poniżej 10 tys. zł/mkw. są praktycznie niedostępne. W oszczędnościach podał 36 660,46 zł. W rubryce dotyczącej majątku ruchomego widnieje Skoda Superb z 2015 roku.
Wniosek jest prosty, choć niekoniecznie wygodny dla jednowymiarowej narracji. Dochodowo w 2025 roku lepiej wypada rzecznik. Majątkowo wojewoda ma jednak wyraźnie szersze zaplecze. Dom, mieszkanie, działka, polisy, trzy auta – to już inna półka stabilizacji.
Zobacz też: Nowa fucha dla byłego radnego PO z Gdańska
Kredyty studzą obraz sukcesu
Jest jeszcze zadłużenie. U wojewody w oświadczeniu pojawiają się dwa zobowiązania: kredyt mieszkaniowy, z którego do spłaty zostało 39 402,04 zł, oraz kredyt gotówkowy na remont domu z pozostałą kwotą 44 638,28 zł. Razem to 84 040,32 zł.
U Kłosa zobowiązania są wyższe. Wskazał kredyt hipoteczny w mBanku na zakup i remont mieszkania – do spłaty 285 690,69 zł – oraz kredyt samochodowy w BNP Paribas, z którego pozostało 21 500 zł. Łącznie daje to 307 190,69 zł. To ponad 3,6 razy więcej niż u wojewody.
Polityczny zgrzyt zostaje
Najbardziej nośny pozostaje jednak fakt podstawowy: rzecznik wojewody wykazał wyższy dochód z umowy o pracę niż sama wojewoda. Nie trzeba do tego wielkiej teorii. Wystarczy zestawić dwie kwoty z oświadczeń.
W czasach, gdy zwykli ludzie słyszą z urzędów dużo o odpowiedzialności, oszczędności i służbie publicznej, takie porównanie działa na wyobraźnię. Rzecznik od komunikacji urzędu, radny dużego miasta, dodatkowe umowy, ponad 300 tys. zł rocznie. Można powiedzieć: wszystko w dokumentach, wszystko jawne. Ale właśnie dlatego robi się ciekawie.
Bo jawność ma sens dopiero wtedy, gdy ktoś te rubryki czyta.
mn
