Gdańscy radni zatwierdzili plan połączenia dwóch miejskich instytucji kultury – Gdańskiej Galerii Miejskiej i Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia. Według magistratu ma to wzmocnić ofertę artystyczną miasta, ale środowisko twórcze ostrzega: to może zniszczyć lokalne dziedzictwo i doprowadzić do marginalizacji niezależnych głosów. Największy opór budzi sposób przeprowadzenia decyzji – bez konsultacji, z pominięciem pracowników i z niejasnymi podstawami formalnymi.
Miasto ogłasza fuzję kultury
Decyzję o połączeniu GGM i CSW Łaźnia przyjęto w ubiegłym miesiącu. Projekt poparli gdańscy radni. Wnioskodawcą uchwały była prezydent Aleksandra Dulkiewicz. Władze miasta twierdzą, że fuzja umożliwi „lepsze wykorzystanie potencjału” i zwiększy jakość oferty kulturalnej.
Nowa jednostka ma – zgodnie z zapowiedziami – skupić się na dokumentowaniu tożsamości Gdańska, rozwijać projekty artystyczne i ułatwiać mieszkańcom kontakt ze sztuką współczesną. W uzasadnieniu uchwały podano, że „rozproszenie kompetencji” w dotychczasowej strukturze ograniczało skuteczność działania obu instytucji.
Zlecone przez miasto ekspertyzy i kontrole miały wykazać, że połączenie ułatwi zarządzanie kadrami, finansami i lokalami. Nowa struktura ma być efektywniejsza i bardziej konkurencyjna.
Artyści i pracownicy protestują
Pracownicy obu instytucji odpowiedzieli listem otwartym. Twierdzą, że nie zostali włączeni w proces podejmowania decyzji. Opisali go jako „odgórny” i przeprowadzony „w atmosferze dezinformacji”.
Zespół GGM i CSW Łaźnia ostrzega, że restrukturyzacja może zakończyć się zwolnieniami. Największe obawy dotyczą osób zatrudnionych na umowy okresowe i zlecenia.
Autorzy listu krytykują także raport, na którym oparto decyzję o fuzji. Twierdzą, że dokument jest nieaktualny i nie zawierał w ogóle wariantu połączenia obu instytucji.
Środowisko domaga się ujawnienia pozostałych dokumentów, które – według miasta – uzasadniają reorganizację. Ich brak oznacza, że proces podejmowania decyzji był nietransparentny.
Czytaj więcej: Dlaczego kampania wyborcza nie była równa?
Likwidacja galerii Grassa jako symbol
Prezes Stowarzyszenia Güntera Grassa w Gdańsku, prof. Miłosława Borzyszkowska-Szewczyk, w rozmowie z Polską Agencją Prasową ostrzega, że w wyniku fuzji z mapy instytucji kultury zniknie Gdańska Galeria Güntera Grassa.
Galeria ta funkcjonuje jako jeden z oddziałów GGM. Jej misją była prezentacja twórczości Grassa oraz artystów inspirowanych jego dorobkiem.
Zdaniem profesor, usunięcie nazwiska noblisty z przestrzeni miejskiej to kolejny etap wymazywania patronatu Grassa z kultury Gdańska. Wcześniej zrezygnowano z powołania Domu Chodowieckiego i Grassa, tworząc zamiast niego Dom Literatury.
Borzyszkowska-Szewczyk zaznacza, że dla niektórych polityków pamięć o Grassie staje się argumentem ideologicznym – ma rzekomo wzmacniać „proniemieckie” zarzuty wobec władz miasta. Jej zdaniem to błędna i niebezpieczna droga, prowadząca do instrumentalizacji historii i kultury.
Miasto odpowiada: będzie lepiej
Urząd Miejski w Gdańsku zapewnia w rozmowie z PAP, że żadna z instytucji nie zostanie faktycznie zlikwidowana. Historia i dorobek obu placówek mają zostać wyeksponowane w nowej formule.
Jak podał Marcin Szeląg w rozmowie z PAP, nowa instytucja ma być „silna, rozpoznawalna i otwarta” – zarówno na lokalnych twórców, jak i szeroką publiczność.
Władze Gdańska deklarują współpracę z dyrektorkami GGM i CSW Łaźnia. Zapowiedziano konsultacje ze środowiskami artystycznymi, badania opinii publiczności oraz wspólne projekty badawczo-artystyczne.
Szeląg przekonuje, że nie planuje się ani zwolnień, ani zmniejszenia powierzchni wystawienniczej. Miasto chce, by nowa instytucja wzmocniła pozycję Gdańska jako centrum sztuki współczesnej – w Polsce i za granicą.
Zobacz też: Likwidator Radia Gdańsk z wierchuszką KO na marszu w Warszawie
PAP/mn






