Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o rezygnacji ze spotkania z Viktorem Orbanem wywołała burzę na scenie politycznej. Politycy Konfederacji uznali ją za poważny błąd, podkreślając znaczenie węgierskiego premiera jako sojusznika w sporach z unijnymi elitami. Władze prezydenckie tłumaczą, że ruch był konsekwencją wizyty Orbana u Władimira Putina. W kontrze politycy koalicji rządzącej poparli postawę prezydenta. Spór o to, jak prowadzić dyplomację w czasach narastającego napięcia wokół wojny na Ukrainie, ponownie ujawnił ostrą linię podziału polskiej sceny politycznej.
Trzy szybkie fakty:
– Orban spotkał się z Putinem w Moskwie dzień przed decyzją prezydenta,
– Mentzen i Zajączkowska-Hernik uznali rezygnację ze spotkania za szkodliwą dla polskich interesów,
– politycy rządzącej koalicji poparli prezydenta za „konsekwencję i jasny sygnał”.
Reakcje Konfederacji na decyzję prezydenta
Gdy tylko pojawiła się informacja, że Karol Nawrocki ograniczy swoją wizytę na Węgrzech wyłącznie do udziału w szczycie prezydentów Grupy Wyszehradzkiej, politycy Konfederacji błyskawicznie zabrali głos. Postanowili podkreślić, że rezygnacja z bezpośredniej rozmowy z Viktorem Orbanem może mieć dla Polski negatywne skutki. Ich zdaniem w polityce międzynarodowej liczy się rozmowa, nawet z tymi, którzy budzą kontrowersje na arenie globalnej.
Sławomir Mentzen wskazał, że światowi liderzy spotykają się z Putinem, niezależnie od opinii publicznej i napięć geopolitycznych. Porównał Orbana do takich przywódców jak Donald Trump, Xi Jinping czy Narendra Modi. Uważa, że skoro oni rozmawiają, to Polska nie powinna bać się dialogu z przywódcą Węgier. W jego ocenie łączy nas kilka interesów, które warto pielęgnować, nawet w trudnych czasach. Zdaniem Mentzena „demonstracyjne odwołanie spotkania” może zaszkodzić współpracy w Unii.
Zajączkowska-Hernik o konieczności szukania sojuszy
Ewa Zajączkowska-Hernik rozwinęła tę argumentację w dłuższym komentarzu. Wezwała, by Polska budowała silną linię współpracy z państwami broniącymi suwerenności narodów. W jej opinii Viktor Orban reprezentuje nurt polityczny sprzeciwiający się temu, co nazwała unijnymi nadużyciami. Wskazała, że Węgry potrafią stawiać opór polityce energetycznej i środowiskowej Brukseli, która – jej zdaniem – szkodzi państwom Europy Środkowej.
W komentarzu posłanki padły także odniesienia do rosnących oczekiwań UE w sprawie finansowania Ukrainy, przyszłych regulacji emisji, a nawet niedawnego wyroku TS UE. Zajączkowska-Hernik przekonywała, że zaostrzenie kursu unijnych instytucji wymaga od Polski konsekwentnego budowania bloku państw myślących podobnie. Orban – według niej – od lat pokazywał, że potrafi sprzeciwiać się presji i dlatego powinien znajdować się w gronie najważniejszych partnerów.
Czytaj więcej: Karol Nawrocki zyskał duże poparcie. Jak idzie Mentzenowi?
W takim ujęciu decyzja prezydenta o uniknięciu spotkania z premierem Węgier jawi się – z perspektywy Konfederacji – jako niepotrzebny gest i rezygnacja z ważnego narzędzia polityki zagranicznej. Politycy tego ugrupowania podkreślają, że w obliczu licznych kryzysów Polska powinna budować realne koalicje, zamiast podejmować działania mogące być odczytane jako ustępstwo wobec dominującej linii politycznej UE.
Kontrastowa reakcja koalicji rządzącej i kluczowa informacja na koniec
Zupełnie inaczej zareagowali przedstawiciele koalicji rządzącej. W ich ocenie decyzja Karola Nawrockiego była krokiem spójnym ze stanowiskiem Polski wobec wojny na Ukrainie. Podkreślali, że wizyta Orbana w Moskwie nadała nowy kontekst relacjom europejskim i wymagała wyraźnego sygnału. Władze prezydenckie wskazywały, że chodzi o konsekwencję oraz trzymanie jasnej linii polityki międzynarodowej. Zwolennicy tego rozwiązania twierdzą, że nie można udawać, iż spotkanie z Putinem nie ma znaczenia dla relacji w UE.
Między tymi stanowiskami zarysowała się ostra granica: dla jednych porzucenie rozmowy to utrata szansy na wzmocnienie środkowoeuropejskich relacji, dla drugich – konieczny gest w obronie zasad.
Najważniejszą informacją, która wybrzmiewa dopiero teraz, jest to, że w otoczeniu prezydenta pojawiają się głosy, iż decyzja o ograniczeniu wizyty może być początkiem szerszego przeglądu kierunków polskiej dyplomacji. Niewykluczone więc, że to dopiero pierwszy z ruchów, które w najbliższych tygodniach ustawią na nowo relacje Polski z częścią państw regionu.
Zobacz też: Mentzen zaprasza Kaczyńskiego. Rząd techniczny na poważnie?
mn/RMF24






