Według nieoficjalnych informacji tylko 10 z 35 rad dzielnic Gdańska oficjalnie zadeklarowało, że nie pojedzie na spotkanie z Prezydentem Rzeczypospolitej. Ale kluczową sprawą jest to, co radni mówią o tym spotkaniu – i jak to wpisuje się w trwający konflikt między prezydent Aleksandrą Dulkiewicz a prezydentem Karolem Nawrockim.
Dlaczego część rad dzielnic waha się przed wyjazdem
Według nieoficjalnych ustaleń portalu WbijamSzpile.pl jedynie 10 rad dzielnic w Gdańsku od razu ogłosiło, że nie pojedzie na spotkanie z prezydentem RP. To zaskakujący wynik zważywszy na medialne narracje o „masowym bojkocie”. A jednak wiele rad wciąż zastanawia się, czy uczestnictwo ma sens.
W rozmowach wewnętrznych radni podnoszą bowiem zasadnicze pytanie: co im właściwie może dać prezydent? Nie chodzi tu o złośliwość – prezydent RP ma bardzo szerokie uprawnienia, m.in. prawo inicjatywy ustawodawczej, co daje możliwość realnego wpływu na regulacje dotyczące samorządu.
Dla rad dzielnic to szansa, by ich głos mógł znaleźć się w projektach ustaw lub standardach działania. Dlatego część radnych uważa, że obecność w Warszawie może być bardziej wartościowa niż bojkot w imię lokalnej politycznej lojalności.
Według naszych informacji zarządy tych dzielnic nie pojadą do Warszawy na spotkanie w pałacu prezydenckim: Brzeźno, Matarnia, Przeróbka, Wrzeszcz Dolny, i obie Zaspy, Kokoszki, Krakowiec – Górki, Rudniki, Stogi.
Wojna o wpływy między Dulkiewicz a Nawrockim
To, co w Gdańsku nazywane jest „oporem rad dzielnic”, to w istocie element znacznie szerszego konfliktu. Wojna polityczna między prezydent Aleksandrą Dulkiewicz a prezydentem Karolem Nawrockim nabiera rumieńców także w jednostkach pomocniczych samorządu.
Miasto Gdańsk w odpowiedzi na falę wątpliwości organizuje własne spotkania z radami dzielnic. Wezwano przedstawicieli Gdańskiego Zarządu Dróg oraz Gdańskiego Zarządu Zieleni, by dyskusja z radnymi toczyła się na miejscu. Ma to pokazać, że lokalna władza też ma propozycje i zasoby, którymi może przekonać radnych.
To jednak nie tylko kwestia informacji. To także próba utrzymania wpływów i lojalności rad dzielnic wobec magistratu, który w ostatnich latach jest w opozycji do władz centralnych.
Przewodniczący jednak pojadą
Zaskakujący jest fakt, że nawet przewodniczący niektórych rad dzielnic mimo oporów i związania ze Stowarzyszeniem Wszystko dla Gdańska deklarują wyjazd do Warszawy. Czyżby polityczny lód puszczał? To pokazuje, że wśród samorządowców nie ma jednorodnej linii. Niektórzy widzą korzyść w bezpośrednim spotkaniu z prezydenckimi doradcami i ludźmi prezydenta.
To może także zwiastować wewnętrzne tarcia w gdańskich strukturach Wszystko dla Gdańska. Może odbić się to na współpracy w lokalnym środowisku, a nawet wpłynąć na funkcjonowanie stowarzyszenia, które skupia radnych dzielnic.
Czytaj więcej: Duża awaria elektrociepłowni w Gdańsku. Tysiące ludzi bez ciepła
Co to oznacza dla Gdańszczan?
Dla mieszkańców Gdańska taka wojna polityczna między centralą a lokalnymi strukturami może oznaczać mniejsze skupienie na realnych problemach codziennych: komunikacji, bezpieczeństwie, inwestycjach czy jakości życia w dzielnicach.
Walka o narrację i wpływy polityczne – choć ważna dla elit – nie zawsze przekłada się na konkretne efekty dla społeczności lokalnej. A debata o udziale w spotkaniu z prezydentem RP ma szansę zamienić się w arenę walk wewnętrznych, zamiast być o tym, o czym naprawdę powinna być – o przyszłości rad dzielnic.
Zobacz też: Narada mieszkańców Olszynki. Gdańsk odpowiada na postulaty
mn






