Na poranek 15 października zapowiedziano otwarcie ulicy Wiczlińskiej w Gdyni. Przywrócenie ruchu ma przynieść mieszkańcom ulgę, ale nie zakończy sporów wokół inwestycji – ocenia Jakub Ubych, radny miasta Gdyni. W rozmowie z Maciejem Naskrętem mówi o gwarancji bankowej, której zażądał wykonawca, dodatkowych kosztach i stanie dróg wykorzystywanych jako objazdy.
Według przekazanego redakcji zrzutu z rejestru umów Urzędu Miasta Gdyni umowę dotyczącą udzielenia gwarancji bankowej zawarto 2 października 2026 r. Jej wartość wynosi 49 512,01 zł. Gwarancja służy zabezpieczeniu zobowiązania wobec MTM S.A. wynikającego z umowy z 12 grudnia 2025 r. dotyczącej rozbudowy ul. Wiczlińskiej na odcinku od stacji gazowej „Wiczlino” do SP 37. Wpis ma status aktywny. Widoczna wartość umowy nie określa sumy objętej zabezpieczeniem.
Maciej Naskręt: Przekazuje pan nową informację dotyczącą Wiczlińskiej. O jaką gwarancję wystąpił wykonawca?
Jakub Ubych: Wykonawca, czyli MTM, wystąpił do zamawiającego, czyli miasta, o gwarancję bankową zabezpieczającą zapłatę środków, które do tej pory nie zostały wypłacone za realizację inwestycji.
Potwierdziłem tę informację. Gwarancja bankowa pojawiła się w rejestrze zawieranych umów, więc mamy również formalne potwierdzenie.
Miasto musiało ponieść koszt takiej gwarancji. To kwota blisko 50 tys. zł, którą później częściowo rozliczy z wykonawcą. W mojej ocenie jest to kolejny koszt, którego można było uniknąć, gdyby inwestycja była prowadzona prawidłowo.
Dlaczego uważa pan ten krok wykonawcy za tak istotny?
Nie znałem wcześniej takiej historii w Gdyni, a również wśród innych samorządowców trudno mi znaleźć podobny przykład. Zazwyczaj to zamawiający zabezpiecza się na wypadek nienależytego wykonania inwestycji. Tutaj wykonawca zabezpiecza się wobec samorządu, w przededniu udostępnienia drogi.
W mojej ocenie jest to przygotowanie do batalii sądowej. Żądanie gwarancji pokazuje też skalę konfliktu między wykonawcą a miastem. Zabezpieczenie dotyczy kwoty kilku milionów złotych, a samo jego uzyskanie oznacza dodatkowy wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Wiczlińska ma zostać otwarta 15 października rano. Czy mieszkańcy mogą uznać sprawę za zakończoną?
Otwarcie ulicy nie oznacza jeszcze zakończenia inwestycji. Mieszkańcy nie są zadowoleni z takiego finału, ponieważ przywrócenie ruchu opóźniło się o ponad miesiąc – można już mówić o praktycznie półtora miesiąca.
Miasto początkowo zaprzeczało, że droga będzie zamknięta. Później, po bardzo trudnych rozmowach z mieszkańcami, zamknięcie miało potrwać dwa i pół miesiąca. Skończyło się na czterech miesiącach.
Dla mnie sukcesem jest to, że mieszkańcy będą mogli swobodnie się poruszać. Pozostają jednak sprawy związane z rozliczeniem inwestycji, dofinansowaniem i drogami wykorzystywanymi jako objazdy.
Co stanie się z objazdami po przywróceniu ruchu na Wiczlińskiej?
W dalszym ciągu nie wiemy, co ze zdegradowanymi drogami, które do tej pory służyły jako objazdy. Część mieszkańców nadal będzie nimi dojeżdżała do swoich domów.
W wielu miejscach dziury są tak duże, że trudno przejechać nawet samochodem z wyższym zawieszeniem. Zbliża się okres jesienno-zimowy, kiedy prowadzenie prac będzie trudniejsze, a deszcze mogą dodatkowo utrudniać dojazd.
Przygotowanie objazdów oceniam jako skandaliczne. W wielu przypadkach naprawiano je zwykłym piaskiem. To nawet nie były mieszanki pozwalające zachować trwałość i jakość dojazdu.
Wskazuje pan również na zagrożenie dla pieszych. Jak wyglądała sytuacja?
Szczególnie na początku wśród pojazdów szukających objazdów były również ciężarówki i pojazdy wielkogabarytowe. Znaki zakazujące wjazdu pojazdom powyżej określonego tonażu pojawiły się dopiero po naszych interwencjach.
Chodziło przede wszystkim o bezpieczeństwo pieszych i dzieci. Tymi drogami mieszkańcy szli do przystanków autobusowych. Były to też jedyne drogi pozwalające wydostać się z dzielnicy. Zdarzały się sytuacje, w których mieszkańcy musieli wskakiwać w krzaki, ponieważ nie było nawet pobocza, na którym mogliby spokojnie przeczekać przejazd ciężarówek.
Jaki był, pana zdaniem, największy błąd miasta w prowadzeniu tej inwestycji?
Poza szeregiem decyzji podejmowanych już od zeszłego roku, o których mówiłem podczas komisji i sesji rady miasta, największym błędem było wprowadzanie w błąd. Od mniej więcej marca tego roku podnosiłem istniejące problemy, a urząd zaprzeczał, że one występują.
Później nastąpiła lawina zdarzeń pogrążająca projekt. Sposób, w jaki władze próbowały je rozwiązywać, tylko podnosił emocje mieszkańców. Uważam, że zabrakło transparentności i profesjonalizmu w prowadzeniu procesu inwestycyjnego w sytuacji kryzysowej. Podejmowano decyzje polityczne, zamiast merytorycznych, zmienił się naczelnik inwestycji, zmienił się dyrektor ds. inwestycji.
Czy można było uniknąć tak długiego zamknięcia ulicy?
Uważam, że można było prowadzić inwestycję w taki sposób, aby nie zamykać drogi na tak długi okres. Od początku można było wprowadzać utrudnienia związane z ruchem wahadłowym, pracować na kilku odcinkach i próbować rozwiązywać kolizje.
Z dokumentów wynikało, że miasto nie miało w pełni uzgodnionej dokumentacji, a nie informowało o tym. Wykonawca zgłaszał braki już trzy dni po przejęciu terenu budowy, jeszcze w grudniu zeszłego roku. Możliwość wykonania części prac związanych z energetyką otrzymał dopiero po długich tygodniach.
Jak ocenia pan informowanie mieszkańców o postępach i terminach?
Przez prawie półtora miesiąca nie było żadnego komunikatu. Później, kiedy prowadziliśmy nasze działania informacyjne, pojawiały się sprzeczne informacje, chociażby o terminie otwarcia drogi.
Pomimo bardzo nieprzyjemnych słów ze strony władz miasta wobec naszego zespołu, który nazwaliśmy Wiczlińskim Ruchem Oporu, uważam, że to nasze informacje były najbardziej sprawdzone i wiarygodne. Mieszkańcy dawali temu wyraz w komentarzach w mediach społecznościowych.
Miasto zaczęło publikować enigmatyczne komunikaty, które niewiele zmieniały w codziennej rzeczywistości. Część z nich mieszkańcy odbierali jako obraźliwe. Czasami lepiej napisać jedno zdanie mniej niż dołożyć słowo za dużo.
Co może się wydarzyć ze sporem o dodatkowe 3 mln zł?
W mojej ocenie skończy się on batalią sądową. Wystąpienie o gwarancję bankową jest pierwszym krokiem wskazującym, że sprawa może nie zakończyć się na kwocie 3 mln zł.
Konflikt pomiędzy wykonawcą a miastem jest na tyle duży, że może nie chodzić wyłącznie o intensyfikację prac, ale również o współpracę podczas realizacji inwestycji i jej wpływ na termin. Przedłużenie terminu ma z kolei znaczenie dla dodatkowych kosztów prowadzenia inwestycji.
Podejrzewam, że skutki przyjdą za lata, ponieważ takie sprawy w sądzie nie zamykają się w ciągu 12 czy 24 miesięcy. To, co obecnie mogłoby zakończyć się polubownie kwotą 3 mln zł, może skończyć się wyższym wydatkiem – o ile wykonawca udowodni swoje roszczenia. Wydaje mi się, że będzie do tego mocno przygotowany.
Czy jest szansa na utrzymanie dofinansowania?
We wrześniu, podczas konferencji Wiczlińskiego Ruchu Oporu, pokazaliśmy ścieżkę, która powinna pozwolić uratować dofinansowanie. Wykonawca, który z nami rozmawiał, podjął działania dające na to nadzieję.
Obecnie oceniam prawdopodobieństwo utrzymania dotacji na około 70 proc.
Władze mówią o dialogu z wykonawcą. Pan przedstawia inny obraz. Na czym opiera pan tę ocenę?
Od konferencji prasowej w pierwszych dniach września wykonawca spotkał się z władzami miasta, na szczeblu co najmniej członka kolegium prezydenta, tylko raz. Dlatego mówienie o dialogu nie jest, w mojej ocenie, do końca prawdziwe. Szczególnie że właśnie w tym czasie wykonawca wystąpił o gwarancję bankową.
Opieram się na faktach. Pomiędzy naszą konferencją, podczas której przedstawiliśmy obszerny raport oparty na dokumentach, a informacją pani prezydent w mediach społecznościowych odbyło się jedno krótkie spotkanie przedstawicieli władz miasta z wykonawcą.
Nie kwestionuję spotkań na poziomie urzędniczym. Wynikają one choćby z konieczności prowadzenia rad budowy. Mówię jednak o kontaktach na poziomie decyzyjnym.
Czy podczas Komisji Rewizyjnej wyjaśniono przyczynę zwolnienia dyrektora ds. inwestycji?
Dyrektor Urzędu Miasta powiedział podczas komisji, że nie może przekazać bezpośredniego powodu zwolnienia. Możemy się tego domyślać, ale wolałbym pozostać przy faktach.
Kto powinien ponosić odpowiedzialność za przebieg inwestycji?
Odpowiedzialność można przypisać wielu osobom. Jestem jednak przekonany, że w wielu przypadkach urzędnicy merytoryczni nie byli należycie słuchani, a decyzje podejmowano w sposób polityczny. To bezpośrednio obciąża władze miasta.
Zrzucanie odpowiedzialności nie jest w mojej ocenie do końca wiarygodne. Mam informacje, potwierdzone również na Komisji Rewizyjnej, że zarówno wiceprezydenci, jak i pani prezydent uczestniczyli w spotkaniach z wykonawcą w maju i czerwcu, kiedy uzgadniano sprawy dotyczące tego kryzysu. Odpowiedzialność spoczywa więc również bezpośrednio na władzach miasta.
Jaką lekcję powinny wyciągnąć z tej sprawy władze Gdyni?
Obecne władze szły do wyborów z obietnicami, że inwestycje będą prowadzone bez utrudnień, pod profesjonalnym nadzorem i inaczej niż wcześniej.
Cztery miesiące zamknięcia drogi bardzo mocno rozmijają się z tymi zobowiązaniami. Jeśli chodzi o prowadzenie inwestycji inaczej, to rzeczywiście jest ich zdecydowanie mniej, a sytuacje takie jak na Wiczlińskiej nie są mi znane ani z gdyńskiego samorządu, ani z wielu innych samorządów.
Trzeba o tym głośno mówić, ponieważ chodzi o zobowiązania sięgające dziesiątek milionów złotych. Ostateczna kwota może być wyższa ze względu na prawdopodobny spór sądowy między wykonawcą a miastem.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.





