W Parku Brzeźnieńskim w Gdańsku odsłonięto nową fontannę. Miała być efektowna i „dla ludzi”, a staje się symbolem miejskiej rozrzutności. Kosztowała 570 tys. zł, choć pierwotnie zakładano trzykrotnie mniejszy budżet. Dziś przypomina bardziej przewymiarowane jacuzzi niż prestiżową inwestycję publiczną. Fontanna za pół miliona złotych została uroczyście przez gdańską elitę rządzącą.
Trzy szybkie fakty:
- Koszt budowy fontanny wzrósł z planowanych 200 tys. zł do 570 tys. zł.
- Konstrukcja ma 4,5 metra średnicy i wodę głęboką na zaledwie 22 cm.
- Otwarcia dokonała prezydent Dulkiewicz oraz radni z koalicji rządzącej.
Władza przecięła wstęgę, mieszkańcy zgrzytają zębami
Uroczystość otwarcia fontanny w Parku Brzeźnieńskim była wydarzeniem na miejską skalę. Jak zwykle był to festyn. Na miejscu pojawili się Cezary Śpewak Dowbór, Katarzyna Czerniewska i prezydent Gdańska, Aleksandra Dulkiewicz. Władze zapewniały, że to inwestycja „dla społeczności”. Rzeczywistość nieco rozmija się z deklaracjami.
Fontanna, która pochłonęła 570 tys. zł, ma formę koła o średnicy zaledwie 4,5 metra. Jej niecka sięga 40 cm, a lustro wody – zaledwie 22 cm. Trudno mówić tu o miejskim pokazie wodnym z prawdziwego zdarzenia.
Oglądając konstrukcję, wielu gdańszczan zastanawia się, gdzie zniknęły setki tysięcy złotych.

Inwestycja drożeje, ale dlaczego?
Miasto początkowo zakładało budżet w wysokości 200 tys. zł. Po przetargu okazało się, że urzędnicy nie trafili z kosztorysem. Umowę na realizację zadania podpisano z firmą „PRASBET”, która rozpoczęła prace w październiku. Gotowa fontanna stanęła dopiero w marcu 2025 r., a finalny koszt trzykrotnie przekroczył założenia.
Co ciekawe, środki na budowę fontanny pochodzą z budżetu obywatelskiego przyjętego w 2021 r. Na realizację inwestycji mieszkańcy musieli czekać aż 4 lata.
W skład inwestycji wchodzi komora techniczna, nowoczesna automatyka, przyłącza wodno-kanalizacyjne i elektryczne oraz kolorowe podświetlenie. Brzmi efektownie, ale widok końcowy trudno nazwać imponującym. Mieszkańcy komentują w sieci, że całość wygląda jak „droższa wanna ogrodowa” i pytają: gdzie tu sens?

Czytaj więcej: Dulkiewicz otwiera Długie Pobrzeże, radny Majewski krytykuje
Symbol epoki czy porażka planowania przestrzennego?
Fontanna w Parku Brzeźnieńskim może stać się niechlubnym symbolem miejskich inwestycji w czasach inflacji i rosnących kosztów życia. To nie tylko kwestia estetyki – mieszkańcy oczekują przejrzystości i gospodarności, a nie pokazów świateł za setki tysięcy złotych.
Z perspektywy użytkownika, fontanna nie oferuje nic więcej niż wieczorne kolorowe podświetlenie i kilka strumieni wody. W dobie oszczędności, inwestycje takie jak ta wywołują zrozumiałe oburzenie.
Prezydent Aleksandra Dulkiewicz zdaje się podążać śladem Rafała Trzaskowskiego, który w Warszawie wsławił się równie kontrowersyjną inwestycją. W stolicy, za 650 tys. zł, stanęła publiczna toaleta, która nie tylko była skrajnie kosztowna, ale również od początku zmagała się z usterkami. Gdańska fontanna za pół miliona złotych to kolejny przykład inwestycji, której skala i koszt trudno wytłumaczyć zdrowym rozsądkiem.
Zobacz też: Postapokaliptyczny Gdańsk na zdjęciach AI. Te obrazy robią wrażenie

Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.







To od dawna Gdański standard. Każda inwestycja wiąże się z pogorszeniem przejezdności i likwidacją miejsc parkingowych. Każde następne „upiększenie” jest coraz bardziej kiczowate, a każda inwestycja coraz bardziej przepłacona. Po śmierci prezydenta Adamowicza władze przejęli niekompetentni talibowie… Kto może, ucieka z Gdańska.