Umowa między Unią Europejską a Mercosurem wchodzi w decydującą fazę, tworząc jedną z największych stref wolnego handlu świata. Dla Polski i polskich rolników to dramat żywnościowy, choć Komisja Europejska uspokaja. Protesty, podziały wewnątrz UE i groźba zaskarżenia umowy do Trybunału to realne konsekwencje dla polskiego rolnictwa.
Trzy szybkie fakty:
- Polscy rolnicy obawiają się zalania rynku tanim mięsem z Ameryki Południowej, mimo obietnic ochrony.
- Umowa może otworzyć UE na produkty z Argentyny, Brazylii, Paragwaju i Urugwaju po niższych stawkach celnych.
- Parlament Europejski jeszcze nie zatwierdził porozumienia; możliwa jest skarga i opóźnienie wdrożenia.
Wolny handel dla większości, dramat dla Polski
Unia Europejska już w sobotę zamierza podpisać porozumienie z blokiem Mercosuru, obejmującym Argentynę, Brazylię, Paragwaj i Urugwaj. Ta strefa wolnego handlu ma dać dostęp do ponad siedmiuset milionów konsumentów. Komisja Europejska twierdzi, że to otwarcie rynków przemysłowych i szansa na większą konkurencyjność. Jednak dla polskiego rolnika oznacza to dramat żywnościowy i realne zagrożenie konkurencją produktów z Ameryki Południowej.
Negocjacje trwały ponad dwadzieścia pięć lat. Ursula von der Leyen określiła podpisanie jako „pisanie historii”, a KE zapowiada także negocjacje z Indiami do końca miesiąca. W ocenie Brukseli umowa ma zrównoważyć rosnący wpływ Chin, które zdobyły aż trzydzieści proc. rynku państw Mercosuru w imporcie sprzętu i towarów przemysłowych. Ale to przemysł, a nie rolnictwo, jest tu kluczowy.
Rolnicy kontra Bruksela – obawy i protesty
Największe kontrowersje budzi liberalizacja handlu produktami rolnymi. Polscy farmerzy, podobnie jak ich koledzy z Francji, Austrii, Irlandii czy Węgier, widzą w umowie groźbę zalania rynku tańszą żywnością z Ameryki Południowej. Trudne warunki unijne dotyczące standardów produkcji zostają zestawione z mniej restrykcyjnymi realiami w krajach Mercosuru. To rodzi poczucie niesprawiedliwości.
W odpowiedzi KE zaproponowała wzmocnioną klauzulę ochronną, działającą gdy import gwałtownie rośnie lub gdy ceny spadają powyżej dopuszczalnych progów. Granica spadku cen została obniżona z dziesięciu proc. do pięciu proc., aby szybciej reagować na zakłócenia rynku. Czytaj więcej:
Zwolnione z ceł kontyngenty przewidują możliwość importu dziewięćdziesięciu dziewięciu tysięcy ton wołowiny po stawce celnej siedmiu i pół proc., co stanowi jedynie jeden i pół proc. unijnej produkcji. Dla drobiu to sto osiemdziesiąt tysięcy ton rocznie, czyli około jeden i trzy dziesiąte proc. całkowitej produkcji UE. Komisja uważa to za marginalne i niegroźne dla lokalnej produkcji. Jednak polscy rolnicy widzą tu potencjalny dramat żywnościowy.
Decyzje polityczne i możliwe reperkusje
Porozumienie handlowe nie zostało jeszcze zatwierdzone przez Parlament Europejski. Głosowanie planowane na dwudziesty pierwszy styczeń może doprowadzić do zaskarżenia umowy do Trybunału Sprawiedliwości UE, co opóźni proces ratyfikacji o miesiące.
Związki zawodowe rolników zapowiedziały dużą demonstrację przed Parlamentem w Strasburgu we wtorek po głosowaniu. Polski minister rolnictwa Stefan Krajewski ostrzegł, że jeśli skarga PE nie powstrzyma umowy, rząd podejmie własne kroki prawne.
Komisja Europejska nie wykluczyła wejścia umowy w życie przed ratyfikacją przez Parlament, co jeszcze bardziej podnosi temperaturę sporu. Dla wielu polskich producentów żywności to dramat żywnościowy, a nie tylko kolejna umowa handlowa.
mn






