Przed Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku szykuje się polityczna burza. 11 kwietnia 2026 roku Konfederacja Korony Polskiej planuje marsz „Polska za Pokojem”. Będziemy tam z kamerą. Dyrektor placówki już teraz wyraża sprzeciw. Padają mocne słowa o manipulacji historią i pogardzie wobec bohaterów Chodzi o trasę przemarszu. Zgromadzenie ma wyruszyć z placu Władysława Bartoszewskiego. To tam stoi pomnik rtm. Witolda Pileckiego. To również przestrzeń bezpośrednio związana z ekspozycją muzeum.
Ostre stanowisko dyrekcji
Dyrektor Muzeum II Wojny Światowej opublikował oficjalne stanowisko. W jego ocenie plac przy pomniku Pileckiego nie jest miejscem na polityczne happeningi. Szczególnie z udziałem liderów, którzy – jak wskazuje – zaprzeczają istnieniu komór gazowych i pochwalają agresję Rosji na Ukrainę.
W oświadczeniu przypomniano, że Witold Pilecki i Władysław Bartoszewski byli więźniami Auschwitz. W obozie zginęły setki tysięcy obywateli II Rzeczpospolitej, narodowości polskiej i żydowskiej. Ich ciała spalono w krematoriach. Pilecki po ucieczce sporządził raport opisujący funkcjonowanie obozu. Bartoszewski działał w „Żegocie”, pomagając Żydom w czasie Holokaustu.
Dyrektor podkreśla, że muzealna wystawa opowiada o komorach gazowych, zbrodniach hitlerowskich i stalinowskich oraz o totalitaryzmach XX wieku. W jego ocenie organizowanie w tym miejscu marszu przez środowisko, które kwestionuje te fakty, jest uderzeniem w pamięć ofiar.
Prawo do zgromadzeń a ochrona pamięci
Jednocześnie w stanowisku przyznano, że polskie prawo dopuszcza organizację zgromadzeń publicznych. Marsz ma charakter „propokojowy” i został zapowiedziany zgodnie z obowiązującymi przepisami. Jednak dyrektor zaznacza, że w przypadku naruszenia prawa oczekuje reakcji.
Chodzi o ewentualne hasła negacjonistyczne lub treści naruszające godność ofiar II wojny światowej. W takiej sytuacji, jak wskazano, władze wydające zgodę powinny przerwać manifestację. Z kolei policja i prokuratura miałyby podjąć zdecydowane działania.
To ważny sygnał. Dyrektor nie wzywa wprost do zakazu marszu. Zapowiada jednak, że będzie oczekiwał stanowczej reakcji, jeśli padną słowa podważające zbrodnie nazistowskie lub relatywizujące odpowiedzialność totalitaryzmów.
Polityka w cieniu muzeum
Spór dotyczy nie tylko samego marszu, lecz także symboliki miejsca. Plac Władysława Bartoszewskiego to przestrzeń pamięci. Pomnik Pileckiego stoi tuż obok wystawy tłumaczącej genezę narodzin totalitaryzmów. W ocenie dyrekcji wykorzystywanie tej przestrzeni do bieżącej walki politycznej jest nadużyciem.
Z drugiej strony mamy konstytucyjne prawo do zgromadzeń. W demokracji przestrzeń publiczna bywa areną sporów. Czy jednak każda lokalizacja jest neutralna? To pytanie, które wraca przy okazji podobnych wydarzeń.
Co istotne, w tle pojawia się szersza debata o granicach wolności słowa. Czy negowanie komór gazowych mieści się w tej wolności? Polskie prawo wprost penalizuje publiczne zaprzeczanie zbrodniom nazistowskim. Dlatego zapowiedź reakcji organów ścigania nie jest czystą retoryką.
11 kwietnia 2026 roku może okazać się testem. Dla organizatorów marszu. Dla władz miasta. I dla państwa, które z jednej strony gwarantuje wolność zgromadzeń, a z drugiej ma obowiązek strzec pamięci o ofiarach niemieckiego i sowieckiego totalitaryzmu.
Zobacz też: Braun usunął wystawę LGBT w Sejmie. „Chciałbym mieć tyle odwagi”
mn






