Premier Donald Tusk ma najprawdopodobniej spotkać się 20 maja z nowym premierem Węgier Peterem Magyarem. To będzie jego pierwsza zagraniczna podróż w roli szefa rządu i od razu mocno symboliczna: Kraków, Warszawa, a potem Gdańsk. W tle jest sprawa Zbigniewa Ziobry i wcześniejsze zapowiedzi z Budapesztu, że Węgry nie będą już bezpieczną przystanią dla polityków uciekających przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Tyle że Ziobry Magyar do Polski nie „dowiezie” w bagażniku.
Najpierw Kraków, później Warszawa
Peter Magyar zapowiedział, że wizytę w Polsce rozpocznie od Krakowa. Następnie ma pojechać pociągiem do Warszawy, gdzie czekają go najważniejsze rozmowy polityczne.
Rzecznik rządu Adam Szłapka poinformował w piątek w RMF FM, że spotkanie Magyara z Donaldem Tuskiem odbędzie się najprawdopodobniej w środę przyszłego tygodnia, czyli 20 maja. Szef węgierskiego rządu ma też spotkać się z prezydentem Karolem Nawrockim.
Magyar już na starcie swoich rządów chce pokazać zmianę kursu po latach Viktora Orbana. Polska ma być jednym z pierwszych miejsc, gdzie ten polityczny zwrot zostanie pokazany publicznie. I to z rozmachem.
Gdańsk jako ważny punkt wizyty
W planie podróży jest także Gdańsk. To szczególnie istotne, bo Magyar zapowiedział tam spotkanie z Lechem Wałęsą – byłym przywódcą Solidarności i byłym prezydentem Polski. Ten punkt programu trudno uznać za przypadkowy. Gdańsk w tej wizycie ma znaczenie symboliczne. To miasto kojarzone z przełomem, oporem wobec systemu i polityczną zmianą. Magyar, który buduje swój przekaz na odcięciu się od stylu rządów Orbana, doskonale wie, jakie obrazy chce wysłać w świat.
Najpierw rozmowy z Tuskiem w Warszawie, potem Gdańsk i Wałęsa. Przekaz jest prosty: nowe Węgry chcą wracać do europejskiego głównego nurtu. A przynajmniej tak ma to wyglądać.
Zobacz też: UE zawiesza procedurę nadmiernego deficytu wobec Węgier
Ziobro zostaje w tle
Całej wizycie towarzyszy jednak jeszcze jeden temat. Chodzi o Zbigniewa Ziobrę i wcześniejsze deklaracje Magyara, że osoby ścigane przez polski wymiar sprawiedliwości nie powinny liczyć na ochronę na Węgrzech.
Brzmiało to mocno. Dla części opinii publicznej niemal jak zapowiedź szybkiego finału. Tyle że polityka i procedury to nie film sensacyjny. Między ostrą deklaracją a realnym sprowadzeniem kogoś do kraju jest długa droga. Dlatego, choć Magyar przyjedzie do Polski, nie przywiezie ze sobą Ziobry, bo ten wymknął się do USA.
Pociągiem „z tej złej Brukseli”
Magyar sam nadał swojej podróży lekko zaczepny ton. Zapowiedział, że z Krakowa do Warszawy pojedzie pociągiem dużej prędkości, zbudowanym za pieniądze „tej złej Brukseli”. To była wyraźna kpina z antyunijnej retoryki poprzedniego rządu Viktora Orbana.
Zaprosił też „drogich propagandystów” poprzednich władz, by towarzyszyli mu w podróży. Niby żart, ale w polityce takie żarty rzadko są zupełnie niewinne.
Dla zwykłego pasażera najważniejsze jest pewnie to, żeby pociąg dojechał na czas i nie kosztował fortuny. Ale w tym przypadku podróż ma znaczenie szersze. Magyar chce pokazać, że pieniądze z Unii to nie przekleństwo, tylko konkret: tory, dworce, inwestycje i komunikacja między miastami.
Dużo symboli, mniej konkretów
Po Polsce premier Węgier ma udać się do Wiednia, a stamtąd wrócić pociągiem do Budapesztu. Cała trasa została więc pomyślana jako polityczna opowieść: Kraków, Warszawa, Gdańsk, Wiedeń, Europa bez wielkich murów i bez ciągłego straszenia Brukselą.
Tyle że w najgłośniejszej dla wielu Polaków sprawie konkretu może zabraknąć. Magyar może rozmawiać z Tuskiem o współpracy, praworządności i zmianie relacji po epoce Orbana. Może zapewniać, że Budapeszt nie będzie już parasolem ochronnym dla ludzi związanych z dawną władzą w Polsce. Ale Ziobry do kraju nie sprowadzi.
To pokazuje prostą rzecz: polityczne deklaracje robią hałas, lecz później przychodzą procedury. A one bywają mniej widowiskowe niż konferencja prasowa.
Czytaj: Czy Péter Magyar ugotował psa w mikrofalówce? Wyjaśniamy
mn





