Olszynka walczy o rozwój. Petycja mieszkańców utknęła na formalnościach (FOTO: Olszynka Głos Mieszkańców/FB)

Olszynka walczy o rozwój. Petycja mieszkańców utknęła na formalnościach

Mieszkańcy Olszynki próbowali wejść do dyskusji o przyszłości dzielnicy oficjalną drogą. Do Rady Miasta Gdańska trafiła petycja w sprawie uwzględnienia „harmonijnego i zrównoważonego rozwoju” Olszynki w projekcie Planu Ogólnego Miasta Gdańska. Brzmi spokojnie, urzędowo, bez rewolucji. Ale odpowiedź miasta znów pokazuje, jak daleko od siebie są dziś mieszkańcy i gdański urząd.

Petycja z 2 marca – Olszynka walczy

Sprawa dotyczy petycji złożonej 2 marca 2026 roku. Jej autorzy domagali się, by przy pracach nad Planem Ogólnym Miasta Gdańska uwzględnić kierunki rozwoju Olszynki.

To ważne, bo plan ogólny nie jest zwykłą mapką do szuflady. Ten dokument ma ustawić przyszłość dzielnic na lata. Od niego zależy, gdzie będzie można budować, gdzie rozwijać usługi, a gdzie właściciel ziemi zostanie z działką, z którą właściwie niewiele da się zrobić.

Dla Olszynki to temat szczególnie drażliwy. Dzielnica od dawna funkcjonuje gdzieś pomiędzy miastem a dawnym charakterem rolniczym. Są tam grunty, są domy, są rowy melioracyjne, są też mieszkańcy, którzy nie chcą, by decyzje o ich przyszłości zapadały wyłącznie zza biurka.

I właśnie dlatego powstała petycja.

Czytaj też: Protest mieszkańców Olszynki przed Radą Miasta Gdańska

Rada zostawiła sprawę bez rozpatrzenia

Rada Miasta Gdańska 28 maja 2026 roku przyjęła uchwałę nr XXVII/731/26. W dokumencie zapisano, że petycja zostaje pozostawiona bez rozpatrzenia, ponieważ zawiera „nieusuwalne braki formalne”.

To jest kluczowe. Rada nie odrzuciła argumentów mieszkańców po merytorycznej analizie. Nie napisała, że ich postulaty są błędne. Nie odniosła się do tego, czy Olszynka powinna mieć większą przestrzeń do rozwoju.

Nie. Sprawa zatrzymała się wcześniej.

Na formalnościach.

W uzasadnieniu wskazano, że w piśmie przewodnim podano wyłącznie e-mail i telefon osoby reprezentującej grupę. Zdaniem komisji to za mało, bo petycja powinna zawierać adres do korespondencji. Sam adres e-mail potraktowano jako element dodatkowy, a nie wystarczający.

Drugi zarzut dotyczył list podpisów. Według dokumentu zawierały one nazwisko, imię, podpis i datę, ale nie zawierały miejsc zamieszkania sygnatariuszy. Ogólne określenie grupy jako „mieszkańcy dzielnicy Gdańsk-Olszynka” uznano za niewystarczające.

Wniosek urzędu był prosty: brak jest nieusuwalny, więc petycja nie będzie rozpatrywana.

Urzędowo wszystko się zgadza

Trzeba powiedzieć uczciwie: przepisy o petycjach istnieją i wymagają konkretnych danych. Urząd powołał się na ustawę z 11 lipca 2014 roku o petycjach. Wskazano też, że jeśli petycja nie spełnia wymogów z art. 4 ust. 2 pkt 1 lub 2, zostawia się ją bez rozpatrzenia.

Od strony papierów da się to więc wytłumaczyć. Tylko że politycznie i społecznie ta sprawa wygląda już dużo gorzej. Bo mieszkańcy mogą usłyszeć z tego dokumentu coś bardzo prostego: wasz głos nie został oceniony, bo źle wypełniliście rubryki.

I tu pojawia się problem. Gdy człowiek podpisuje petycję w sprawie swojej dzielnicy, nie myśli językiem ustaw i punktów. Myśli raczej: chcemy, żeby ktoś nas zauważył. Chcemy, żeby miasto wzięło pod uwagę nasze życie, nasze działki, nasze domy, nasze problemy.

A potem dostaje pismo, w którym najważniejszy okazuje się brak adresu pocztowego.

No i trudno się dziwić, że narasta złość.

Czytaj też: Narada mieszkańców Olszynki ws. gruntów. „Zostaniemy z funtem kłaków”

Tło: plan ogólny i strach o własność

Ta petycja nie pojawiła się znikąd. Jest częścią większego sporu o Plan Ogólny Miasta Gdańska i przyszłość Olszynki.

Wcześniej temat pojawił się w interpelacji radnego Skiby. Miasto tłumaczyło wtedy swoje podejście między innymi reformą planowania przestrzennego, limitami zabudowy oraz wyliczeniami dotyczącymi chłonności terenów mieszkaniowych. W tle przewijały się liczby: około 211 tys. osób potencjału terenów mieszkaniowych, 129 proc. prognozowanego zapotrzebowania i około 9,27 mln m² powierzchni użytkowej mieszkań.

Dla urzędu to argument, że Gdańsk ma już odpowiedni zapas terenów pod mieszkania. Dla mieszkańców Olszynki może to jednak oznaczać coś innego: skoro miasto uważa, że gdzie indziej wystarczy miejsca, to ich dzielnica zostanie zamrożona.

Właściciel ziemi nadal będzie właścicielem. Tylko co z tego, jeśli plan ograniczy mu realne możliwości? Nie wybuduje domu dla dziecka. Nie sprzeda działki po cenie odpowiadającej potencjałowi terenu. Nie zdecyduje sam, co dalej z rodzinnym gruntem. To nie jest abstrakcja. To domowy budżet, spadek po rodzicach, przyszłość dzieci.

Olszynka między rolnictwem a miastem

Jednym z ważnych wątków jest także rolniczy charakter części terenów. Miasto w swoich stanowiskach powołuje się na ochronę gruntów i uwarunkowania środowiskowe. Pojawiały się również argumenty, że duża część gruntów jest użytkowana rolniczo, nawet 80–90 proc.

Mieszkańcy i protestujący widzą to jednak inaczej. Mówią, że część terenów formalnie jest rolnicza, ale w praktyce coraz trudniej traktować je jak normalne gospodarstwa. Wskazują na słabsze gleby, problemy z opłacalnością i zaniedbaną meliorację.

Ten ostatni temat wraca jak bumerang. Zbigniew Grajoszek, przewodniczący komitetu protestacyjnego na Olszynce, zwracał uwagę, że wystarczy przejechać się po dzielnicy, by zobaczyć pozarastane rowy melioracyjne. A w miejscu takim jak Olszynka to nie jest detal. To kwestia bezpieczeństwa.

Miasto mówi więc o ograniczeniach, wodzie i ochronie terenów. Mieszkańcy odpowiadają: najpierw zadbajcie o podstawy.

Petycja jako symbol

W tym sensie pozostawienie petycji bez rozpatrzenia staje się czymś więcej niż jedną uchwałą. To symbol całego konfliktu. Mieszkańcy chcieli otworzyć rozmowę o rozwoju Olszynki. Rada odpowiedziała procedurą. Nie treścią. Procedurą.

Oczywiście, ktoś powie: trzeba było dopilnować formalności. I będzie miał część racji. Tyle że władza lokalna nie jest kancelarią egzaminacyjną dla obywateli. Jeżeli mieszkańcy przychodzą z problemem dotyczącym planu ogólnego, ziemi i przyszłości dzielnicy, to wypadałoby przynajmniej spróbować rozmawiać.

Tu rozmowy nie było.

Była uchwała, uzasadnienie i zawiadomienie wysłane do Katarzyny Brzostowskiej. W piśmie poinformowano, że Rada Miasta Gdańska na sesji 28 maja 2026 roku pozostawiła petycję bez rozpatrzenia. Dołączono odpis uchwały z uzasadnieniem.

Koniec sprawy. Przynajmniej na papierze.

Co może stać się dalej? Co zrobi Olszynka?

Dla Olszynki to raczej nie koniec, tylko kolejny etap. Po takim rozstrzygnięciu mieszkańcy mogą przygotować nową petycję, już dopiętą formalnie. Mogą też pójść inną drogą: nacisk polityczny, kolejne wystąpienia, obecność na sesjach, protesty, nagłaśnianie sprawy.

Bo spór nie dotyczy przecinka w ustawie. Dotyczy tego, czy dzielnica ma prawo do rozwoju i czy właściciele gruntów mają jeszcze realny wpływ na swoją własność.

Maciej Naskręt

Maciej Naskręt

Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.



Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.


Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.