Koty znikają z centrum Gdańska. Miasto liczy zabiegi, ale nie liczy zwierząt (FOTO: canva)

Koty znikają z centrum Gdańska. Miasto liczy zabiegi, ale nie liczy zwierząt

Na Głównym Mieście coraz trudniej wypatrzyć kota. Gdańsk od lat finansuje budki, karmę, leczenie oraz sterylizacje kotów wolno żyjących. Równocześnie prowadzi w Śródmieściu działania dotyczące szczurów. Miejskie dokumenty pokazują skalę wydatków i liczbę planowanych zabiegów. Nie pokazują jednak, jak przez te lata zmieniała się liczba kotów w centrum.

Kot, który przemyka przez bramę, przysiada na podwórku i obserwuje przechodniów z bezpiecznej odległości, przez lata był zwyczajnym elementem miejskiego krajobrazu. Dziś podczas spaceru po Głównym Mieście łatwiej natknąć się na kolejną nową restaurację niż na jego ślady.

To obserwacja, nie wynik liczenia zwierząt. Jej znaczenie trudno jednak zignorować. Gdańsk od lat prowadzi programy opieki nad kotami wolno żyjącymi, a ograniczanie ich rozrodu jest jedną z najważniejszych części tych działań. W dokumentach można znaleźć konkretne liczby zabiegów. Znacznie trudniej znaleźć odpowiedź na podstawową kwestię: ile kotów żyło w centrum dawniej i ile żyje tam obecnie.

Spis był w planach już w 2018 roku

W miejskim podsumowaniu projektu „Koty dla Gdańska, Gdańsk dla kotów” zapisano, że przedsięwzięcie zakładało spis kotów wolno żyjących, utworzenie bazy danych oraz mapy miejsc przyjaznych i niebezpiecznych dla tych zwierząt. W 2018 roku w ramach projektu wykonano 400 sterylizacji i 100 kastracji, a także znakowano i leczono koty.

Siedem lat później podczas posiedzenia miejskiej komisji padło stwierdzenie, które stawia dawny plan w nowym świetle. W marcu 2025 roku Anna Trzuskolas, dyrektor Wydziału Ekologii i Energetyki Urzędu Miejskiego w Gdańsku, przyznała, że nie wie, ile kotów jest w mieście. Mówiła, że bez tej wiedzy trudno planować wydatki, i zapowiadała współpracę ze społecznymi opiekunami przy liczeniu zwierząt.

Nie wynika z tego, że zapowiadanego przed laty spisu nigdy nie przeprowadzono. Wynika natomiast, że w 2025 roku osoba kierująca odpowiedzialnym wydziałem nie dysponowała liczbą pozwalającą planować opiekę nad miejskimi kotami. To poważna luka w ocenie polityki prowadzonej przez wiele lat.

Setki zabiegów w planach dla Śródmieścia

W dzielnicowym programie na 2025 rok dla Śródmieścia zaplanowano 170 sterylizacji kotek i 100 kastracji kocurów. Przewidziano również 100 zabiegów leczniczych oraz wydawanie karmy. Liczby dotyczą planu dla całej dzielnicy. Nie mówią, ile zabiegów ostatecznie wykonano ani ile zwierząt pochodziło z ulic Głównego Miasta.

Działania trwają także w 2026 roku. Schronisko „Promyk” poinformowało o rozpoczęciu miejskiego programu sterylizacji, kastracji i znakowania kotów wolno żyjących. W odrębnym ogólnomiejskim projekcie z budżetu obywatelskiego zaplanowano 345 sterylizacji kotek oraz 115 kastracji kocurów. To również plan dla miasta, a nie wynik spisu kotów w historycznym centrum.

Sterylizacja służy ograniczaniu niekontrolowanego rozrodu. Pomaga zapobiegać narodzinom kolejnych miotów, dla których może zabraknąć opieki. Nie sprawia, że dorosły kot znika po zabiegu z podwórka. Długotrwałe ograniczanie liczby narodzin może jednak z czasem zmienić liczebność lokalnej populacji. Bez danych o zwierzętach żyjących w konkretnych miejscach nie da się ustalić, czy taki proces zaszedł na Głównym Mieście.

Szczury są przedmiotem miejskiej kampanii

Co ciekawe, w lipcu 2026 roku Gdańsk dla odmiany rozpoczął kampanię „Szczur ma nosa”, skierowaną między innymi do mieszkańców, restauratorów i turystów odwiedzających Śródmieście. Miasto przypominało o zamykaniu pojemników na odpady i sprzątaniu resztek jedzenia. Informowało też o kontrolach deratyzacji. Po wiosennym etapie Straż Miejska zweryfikowała dokumentację dotyczącą 223 nieruchomości w Śródmieściu.

Kampania pokazuje, że gryzonie są dla miasta istotnym problemem. Nie pokazuje, czy szczurów jest więcej niż dawniej. Nie daje też podstaw do przypisania ich obecności zmianom w liczbie kotów.

To ważne rozróżnienie. W centrum pełnym lokali gastronomicznych, podwórek, miejsc gromadzenia odpadów i zakamarków dostępność pożywienia oraz schronienia ma dla szczurów ogromne znaczenie. Gdańsk sam wskazuje odpady i pozostawiane resztki jako czynniki sprzyjające gryzoniom. Kot nie zastąpi porządku wokół śmietników ani skutecznej deratyzacji. Ale kot ma jednak wpływ na sytuację.

Koty znikają z centrum Gdańska. Miasto liczy zabiegi, ale nie liczy zwierząt (FOTO: canva)
Koty znikają z centrum Gdańska. Miasto liczy zabiegi, ale nie liczy zwierząt (FOTO: canva)

Kot jest częścią miasta, choć nie zastąpi deratyzacji

Inne samorządy wyraźnie dostrzegają rolę kotów wolno żyjących. Warszawski urząd określa je jako stały element miejskiego ekosystemu, zwraca uwagę na miejsca ich bytowania i wskazuje, że obecność kotów może wpływać na gryzonie nawet wtedy, gdy nie dochodzi do polowania. Warszawa jednocześnie finansuje sterylizacje i kastracje. Opieka nad istniejącymi kotami i kontrolowanie ich rozrodu są więc prowadzone równolegle.

Naukowe dane wymagają bardziej precyzyjnego spojrzenia niż prosty obraz kota rozprawiającego się z każdym szczurem. W badaniu obejmującym 758 ogrodów w 25 holenderskich gminach myszy i szczury były rzadziej wykrywane w miejscach, gdzie pojawiały się koty. Badacze znaleźli również związek obecności kotów z zajmowaniem ogrodów przez myszy. Zastrzegli jednak, że polowanie drapieżników zwykle nie wystarcza do zmniejszenia całej populacji gryzoni.

Badania prowadzone w Polsce pokazują, że małe gryzonie należą do zdobyczy kotów poruszających się swobodnie w terenie. Pokazują zarazem, że ich ofiarą padają również ptaki. Kot ma więc wpływ na miejską przyrodę, ale nie jest rozwiązaniem, którego skutki można oceniać wyłącznie przez pryzmat myszy.

Szczególnie ostrożnie trzeba mówić o dużych szczurach. W badaniu terenowym przeprowadzonym w Nowym Jorku koty rzadko skutecznie na nie polowały. Szczury zmieniały natomiast zachowanie i rzadziej pojawiały się w obserwowanym miejscu. Mniejsza liczba widzianych szczurów nie była tam równoznaczna z ich zniknięciem.

Miasto powinno znać skutki własnych działań

Historia gdańskich kotów nie sprowadza się do sporu między zwolennikami a przeciwnikami sterylizacji. Odpowiedzialna opieka nad zwierzętami obejmuje leczenie, karmienie, zapewnienie schronienia i ograniczanie niekontrolowanego rozrodu. Obejmuje także sprawdzanie, co dzieje się z populacją objętą tymi działaniami.

Dane o liczbie wykonanych zabiegów są potrzebne, ale nie zastępują danych o liczbie kotów. Szczególnie w centrum, gdzie kilka sąsiednich podwórek może mieć inną historię niż cała rozległa dzielnica Śródmieście. Koty mogą żyć poza najbardziej uczęszczanymi ulicami, a zmiany w dostępności ich dawnych schronień mogą wpływać na to, gdzie są widywane. Bez informacji od opiekunów i porównywalnego liczenia pozostają to możliwe wyjaśnienia, nie ustalenia.

Gdańsk zapowiedział spis kotów już w projekcie opisanym w 2018 roku. W 2025 roku przedstawicielka miasta przyznała, że nie zna ich liczby. Pomiędzy tymi dwiema datami mieszczą się lata opieki, wydatków i zabiegów. Nadal brakuje publicznie przedstawionego obrazu zmian w centrum.

Kot z gdańskiego podwórka zasługuje na coś więcej niż wspomnienie mieszkańców i pozycję w wykazie zabiegów. Miasto, które się nim opiekuje, powinno umieć pokazać, gdzie żyje i jak zmienia się liczba jego sąsiadów.

mn

WbijamSzpile.pl

Nie kończ na jednym tekście

Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.

Dołącz do nas i bądź na bieżąco:

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.
Ładowanie zdjęcia