Tysiące małpek po alkoholu zalega przy pętli Łostowice-Świętokrzyska (FOTO: Piotr Borawski/Andrzej Kowalczys/FB/gdansk.pl)

Setki butelek po alkoholu przy pętli Łostowice-Świętokrzyska. Co robi miasto?

W rejonie węzła Łostowice-Świętokrzyska w Gdańsku narasta problem, który dla mieszkańców jest prosty do opisania: alkohol, bałagan i coraz mniejsze poczucie bezpieczeństwa. Chodzi o okolice punktów usługowych, dzikiej ścieżki, placu zabaw i siłowni pod chmurką. Miasto odpowiada, że sprawa jest znana Straży Miejskiej. Tyle że dla ludzi, którzy codziennie chodzą tamtędy z dziećmi, sama wiedza urzędników to trochę za mało.

Sprawę poruszył radny KO Andrzej Kowalczys, który złożył interpelację do prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz. I trudno uznać, że to błahy temat. W piśmie pojawia się konkret: przed weekendem świątecznym w tym rejonie można było naliczyć kilkaset porzuconych butelek po alkoholu.

Mieszkańcy nie chcą omijać własnej okolicy

W interpelacji radny pisze wprost, że działa na prośbę mieszkańców. Chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa i reakcję na nielegalne spożywanie alkoholu w rejonie węzła Łostowice-Świętokrzyska.

Sąsiedztwo punktów usługowych zlokalizowanych przy węźle komunikacyjnym Łostowice-Świętokrzyska i zadrzewiony teren wzdłuż „dzikiej” ścieżki, z której korzystają mieszkańcy, stało się ulubionym miejscem dla osób pijących alkohol – napisał Andrzej Kowalczys w interpelacji.

Jak dodał, „przed weekendem świątecznym na wspomnianym terenie można było naliczyć porzuconych kilkaset butelek, w tym tzw. małpki, po alkoholu”.

To nie jest opis jakiegoś zakamarka, do którego nikt nie zagląda. Z dokumentu wynika, że z tego miejsca korzystają zwykli mieszkańcy. Ktoś skraca sobie drogę. Ktoś idzie na tramwaj albo autobus. Ktoś prowadzi dziecko na plac zabaw. I nagle zamiast normalnej przestrzeni między osiedlem a węzłem komunikacyjnym robi się miejsce, gdzie po weekendzie zostają butelki.

Niby drobiazg? Nie dla rodzica, który musi tłumaczyć dziecku, dlaczego przy placu zabaw leżą małpki.

Plac zabaw obok wysyp butelek po alkoholu

Najmocniejszy fragment interpelacji dotyczy tego, że alkohol ma być spożywany także w miejscach przeznaczonych dla rodzin i aktywności na świeżym powietrzu.

Alkohol spożywany jest również na pobliskim placu zabaw i na ogrodzonym terenie tzw. siłowni pod chmurką – bardzo często w weekendy, obok spacerujących rodzin z dziećmi – wskazał radny.

W załączonych materiałach widać także zdjęcia. Na jednym zaznaczono zadrzewiony obszar od strony Zbiornika Augustowska, używany przez mieszkańców jako nieformalna ścieżka. Na drugim widać osoby siedzące przy ogrodzeniu i elementach siłowni pod chmurką w sobotnie popołudnie. Podpis pod fotografią nie zostawia wielkiego pola do interpretacji: „Alkohol pod chmurką w sobotnie popołudnie” .

I właśnie tu jest sedno. Mieszkańcy nie domagają się przecież luksusów. Chcą, żeby plac zabaw był placem zabaw, a nie tłem dla weekendowego picia. Chcą przejść bez nerwowego rozglądania się, czy po drodze nie ma szkła, śmieci i grupy osób, które zajęły teren jak własny.

Setki butelek po alkoholu przy pętli Łostowice-Świętokrzyska. Co robi miasto? (FOTO: interpelacja Andrzeja Kowalczysa)
Setki butelek po alkoholu przy pętli Łostowice-Świętokrzyska. Co robi miasto? (FOTO: interpelacja Andrzeja Kowalczysa)

Miasto: problem przy pętli Łostowice-Świętokrzyska jest znany

Odpowiedź miasta przyszła 27 kwietnia 2026 r. Podpisał ją z upoważnienia prezydent Piotr Borawski. W piśmie czytamy, że po interpelacji polecono Straży Miejskiej przeprowadzenie czynności sprawdzających.

Z otrzymanych informacji wynika, że poruszony problem jest znany Straży Miejskiej i realizowany poprzez dyslokowanie patroli w przedmiotowy rejon – napisano w odpowiedzi .

To zdanie brzmi urzędowo. Bardzo urzędowo. Dla mieszkańca ważniejsze jest jednak pytanie: skoro problem jest znany, to dlaczego wciąż wraca? Jeżeli miejsce regularnie przyciąga osoby pijące alkohol, to doraźny patrol raz na jakiś czas może nie wystarczyć. Zwłaszcza gdy mowa o weekendach, placu zabaw i siłowni pod chmurką.

W dalszej części odpowiedzi miasto zapewnia, że Straż Miejska „stara się być na tyle elastyczna, aby sprostać oczekiwaniom mieszkańców wszystkich dzielnic”, a strażnicy reagują na nieprawidłowości „zgodnie z obowiązującymi przepisami i uprawnieniami” .

Brzmi poprawnie. Tylko że mieszkańcy nie proszą o definicję pracy Straży Miejskiej. Proszą o efekt.

Zobacz też: Borawski zachwycony wynikiem ekostrady. Mieszkańcy: to manipulacja

Prywatny teren, publiczny problem

W odpowiedzi pojawia się jeszcze jeden istotny wątek. Miasto informuje, że zanieczyszczony teren należy do osób fizycznych, które zostały zobowiązane do utrzymania go w należytym stanie sanitarno-porządkowym.

Odnosząc się do zanieczyszczenia wskazanego terenu informuję, że jest on własnością osób fizycznych, które zostały zobowiązane do utrzymania terenu w należytym stanie sanitarno-porządkowym – czytamy w piśmie .

Formalnie to może być ważna informacja. Ale z punktu widzenia mieszkańca problem nie znika tylko dlatego, że działka ma prywatnego właściciela. Człowiek, który codziennie idzie tamtędy z zakupami albo z dzieckiem, nie sprawdza księgi wieczystej. Widzi brud, butelki i miejsce, którego zaczyna unikać.

To jest właśnie ten moment, w którym urzędowa logika rozjeżdża się z codziennym życiem. Teren może być prywatny, ale skutki bałaganu są publiczne. Korzystają z niego mieszkańcy, obok są punkty usługowe, węzeł komunikacyjny, plac zabaw i siłownia. Nie da się tego zamknąć jednym zdaniem o własności.

Doraźne kontrole to za mało?

Na końcu odpowiedzi miasto deklaruje, że Straż Miejska ma prowadzić doraźne kontrole wskazanego miejsca.

Nadmieniam, że zobowiązałem Straż Miejską do prowadzenia doraźnych kontroli wskazanego miejsca – napisał Piotr Borawski .

To jakiś krok. Ale mieszkańcy mogą mieć prawo oczekiwać więcej niż słowa „doraźne”. Jeśli problem występuje „bardzo często w weekendy”, jak wskazuje radny, to reakcja też powinna być dopasowana do rytmu problemu. Patrole w losowych godzinach niekoniecznie coś zmienią, jeśli osoby pijące alkohol pojawiają się tam głównie wtedy, gdy rodziny wychodzą na spacer.

Potrzebne są konkretne działania: częstsze kontrole w weekendy, szybkie sprzątanie, egzekwowanie zakazu picia alkoholu w miejscach publicznych, rozmowa z właścicielami terenu i jasny plan, co dalej z dziką ścieżką. Bo ona już dziś pełni funkcję przejścia dla mieszkańców, nawet jeśli na papierze wygląda inaczej.

Zobacz też: Zaskakująca zmiana narracji. Władze Gdańska: II LO nie ma sali gimnastycznej

Maciej Naskręt

Maciej Naskręt

Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.