Awaria czy panika? Dlaczego Gdańsk wyłączył szkoły na dwa dni (FOTO: gdansk.pl)

Awaria czy panika? Dlaczego Gdańsk wyłączył szkoły na dwa dni

W poniedziałek gruchnęła informacja o pęknięciu kotła w gdańskiej elektrociepłowni. Dramatyczne komunikaty, natychmiastowe zamknięcie części szkół, chaos w planach rodziców i nauczycieli. Po dwóch dobach okazało się, że awaria dotyczyła jednego z dwunastu kotłów i była dużo mniej dramatyczna niż zapowiadano. Dziś uczniowie wracają do szkół, ale rodzi się pytanie: czy taka reakcja miasta była adekwatna i potrzebna?

Błyskawiczne decyzje, falowe skutki

W poniedziałek, 2 lutego, gdy tylko padła informacja o pęknięciu kotła, urzędnicy podjęli decyzję o zamknięciu części szkół. Brakowało wtedy konkretów, chociażby o ile spadnie temperatura w szkołach? A rodzice zrozumieli jedno – dzieci nie idą do szkoły. Już pierwszego dnia nauczanie zdalne zostało wprowadzone na szybko, bez przygotowania. Wtorek i środa to były dni adaptacji, sprawdzania sprzętu, logowania się do platform.

Historia tematu

Damy Ci znać, gdy wrócimy do tej sprawy.
  1. NajnowszyCzytasz teraz
    Awaria czy panika? Dlaczego Gdańsk wyłączył szkoły na dwa dni

Chaos, o którym będziemy jeszcze mówić.

W środę przed południem pani prezydent ogłosiła, że od czwartku wracamy do normalności. Dowiedzieliśmy się też, że awaria wcale nie była tak poważna. Jeden z dwunastu kotłów – taką informację podano jako uspokajającą, ale paradoksalnie to właśnie ona pokazuje problem. Zamknięto szkoły dla całego miasta z powodu usterki jednego elementu. To oznacza jedno: reakcje podejmowane są natychmiast, bez czekania na pełne dane i analizę.

Konsekwencje dla rodzin i pracy

Rodzice musieli na dwa dni obrócić swoje życie zawodowe do góry nogami. Z dnia na dzień plan pracy, opieki nad dziećmi, telekonferencje i zadania zawodowe – wszystko poszło na bok. Nauczyciele z kolei improwizowali metody zdalnej nauki, walcząc z technicznymi problemami i adaptacją do nowego trybu, choć formalnie miał on trwać krótko.

Czy tak właśnie powinno wyglądać przygotowanie do tak zwanej „sytuacji kryzysowej”?

Czytaj więcej: Duża awaria elektrociepłowni w Gdańsku. Tysiące ludzi bez ciepła

Komunikacyjny chaos wokół GPEC i PGE

Zamieszanie wywołało nie tylko samo zamknięcie szkół, ale również dezinformacja w zakresie tego, kto odpowiada za dostawy ciepła w Gdańsku. Przez pierwsze godziny urzędnicy miejscy nie byli w stanie jasno wyjaśnić zależności między dwoma spółkami: GPEC i PGE Energia Ciepła. Skoro zawiodła spółka Skarbu Państwa, co robił na spotkaniu przedstawiciel GPEC?

Mieszkańcy, zdezorientowani, nie wiedzieli, która firma odpowiada za awarię i kto powinien zapewnić ciągłość ogrzewania w domach i szkołach.

Dopiero po presji opinii publicznej pojawiły się wyjaśnienia: elektrociepłownia w Gdańsku należy do PGE Energia Ciepła, to ona odpowiada za produkcję ciepła. Z kolei GPEC – Gdańskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej – zajmuje się jego dystrybucją ciepła z elektrociepłowni do odbiorców.

Związek między tymi dwoma podmiotami jest techniczny i strategiczny, ale nie operacyjny – dlatego też odpowiedzialność za awarię leży po stronie PGE. Problem w tym, że w pierwszej fazie kryzysu nie zostało to wyraźnie zakomunikowane.

Mimo że nie doszło do przerwania dostaw, informacyjny chaos zasiały emocje, które w takiej sytuacji należało studzić, a nie podsycać. Zamiast uspokajać – miasto wprowadzało kolejne nerwowe decyzje.

Zobacz też: Awaria w Gdańsku. Odpowiedzialność spada na premiera i jego ludzi

mn

WbijamSzpile.pl

Nie kończ na jednym tekście

Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.

Dołącz do nas i bądź na bieżąco:

Chcesz wiedzieć, co będzie dalej?

Obserwuj temat. Damy Ci znać, gdy wrócimy do tej sprawy.

Damy Ci znać, gdy wrócimy do tej sprawy.
Wbijam Szpile poleca

W tym samym temacie

Wybierz kolejny artykuł
Ładowanie zdjęcia