Maciej Berek jako minister uzasadniał niepublikowanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który mógł otworzyć około 200 tysiącom emerytów drogę do wyższych świadczeń i wielomiliardowych wyrównań. Powoływał się przy tym na udział Justyna Piskorskiego, którego status sędziego kwestionował rząd. We wrześniu 2026 roku Sejm wybrał jednak samego Berka na stanowisko zwalniane po zakończeniu kadencji Piskorskiego. Historia ma jeszcze jeden wymiar: gdy w 2012 roku uchwalano zakwestionowane później przepisy emerytalne, Berek kierował Rządowym Centrum Legislacji.
Sprawa sięga rządów Donalda Tuska z lat 2007–2014. To wówczas przyjęto regulacje, które po latach okazały się niezgodne z Konstytucją w odniesieniu do części wcześniejszych emerytów. Kiedy Trybunał Konstytucyjny w czerwcu 2024 roku zakwestionował mechanizm obniżania świadczeń, kolejny rząd Donalda Tuska odmówił publikacji rozstrzygnięcia.
Historia tematu
- Jak Maciej Berek bronił blokady wyroku TK wartego miliardy złotych
Jednym z przedstawicieli władzy wykonawczej uzasadniających to stanowisko był Maciej Berek. Dziś jego nazwisko powraca w zupełnie innej roli – osoby wybranej przez Sejm na sędziego tego samego Trybunału.
Wszystko zaczęło się od ustawy z 2012 roku
11 maja 2012 roku Sejm uchwalił ustawę zmieniającą zasady funkcjonowania systemu emerytalnego. Była to część reformy przeprowadzanej przez koalicję Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego pod kierownictwem premiera Donalda Tuska. Nowe regulacje, opublikowane 6 czerwca 2012 roku, weszły w życie 1 stycznia 2013 roku. Jednym z ich elementów było dodanie art. 25 ust. 1b do ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.
Przepis wprowadzał istotną zmianę dotyczącą osób, które wcześniej skorzystały z możliwości przejścia na wcześniejszą emeryturę. Przy obliczaniu emerytury powszechnej Zakład Ubezpieczeń Społecznych miał odtąd pomniejszać podstawę jej wymiaru o sumę wypłaconych wcześniej świadczeń emerytalnych.
W praktyce oznaczało to, że osoba pobierająca przez kilka lat wcześniejszą emeryturę mogła po osiągnięciu powszechnego wieku emerytalnego otrzymać świadczenie wyliczone z istotnie mniejszej podstawy.
Problem polegał na czymś jeszcze poważniejszym. Część emerytów podjęła decyzję o wcześniejszym zakończeniu aktywności zawodowej na długo przed uchwaleniem nowych przepisów. Nie mogła zatem wiedzieć, że państwo w przyszłości zmieni sposób obliczania ich kolejnego świadczenia.
Nowa regulacja objęła skutkami decyzje podejmowane w zupełnie innych warunkach prawnych. To właśnie ten element okazał się później kluczowy dla Trybunału Konstytucyjnego.
Trzeba jednak zaznaczyć, że TK nie zakwestionował samej zasady uwzględniania wcześniej wypłaconych emerytur. Za niekonstytucyjne uznał jej zastosowanie wobec określonej grupy osób, które nie mogły przewidzieć konsekwencji swojej wcześniejszej decyzji.
Maciej Berek był wówczas szefem Rządowego Centrum Legislacji
W całej historii pojawia się interesująca okoliczność dotycząca kariery Macieja Berka.
W latach 2007–2015 pełnił on funkcję prezesa Rządowego Centrum Legislacji. Był również sekretarzem Rady Ministrów, uczestnicząc w organizacji rządowego procesu legislacyjnego. Oznacza to, że w 2012 roku, kiedy rząd Donalda Tuska przeprowadzał reformę emerytalną, Berek stał na czele instytucji odgrywającej istotną rolę w przygotowywaniu i obsłudze rządowego prawodawstwa.
Nie oznacza to, że osobiście opracował zakwestionowany później art. 25 ust. 1b. Dostępne dokumenty nie pozwalają przypisać mu autorstwa tego konkretnego przepisu. Jednak jego ówczesna funkcja nabiera szczególnego znaczenia w zestawieniu z wydarzeniami z 2024 roku.
Najpierw Berek kierował RCL w okresie uchwalania kontrowersyjnych regulacji. Dwanaście lat później, już jako członek kolejnego rządu Donalda Tuska, oficjalnie uzasadniał odmowę publikacji wyroku dotyczącego konstytucyjności tych samych przepisów.
Trybunał zakwestionował mechanizm obniżania emerytur
4 czerwca 2024 roku Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok w sprawie SK 140/20. Rozpatrywano skargę dotyczącą sposobu obliczania emerytury powszechnej osoby, która wcześniej pobierała świadczenie przyznane w obniżonym wieku emerytalnym.
Skarżący pobierał wcześniejszą emeryturę od 2010 roku. Kiedy w 2016 roku osiągnął powszechny wiek emerytalny, ZUS zastosował wobec niego przepisy wprowadzone w 2012 roku i pomniejszył podstawę obliczenia nowego świadczenia. Sprawa trafiła ostatecznie do TK.
Trybunał orzekł, że art. 25 ust. 1b w zakresie dotyczącym osób, które złożyły wnioski o wskazane wcześniejsze świadczenia przed 6 czerwca 2012 roku, jest niezgodny z art. 67 ust. 1 w związku z art. 2 Konstytucji.
Kluczowe znaczenie miała zasada zaufania obywateli do państwa i stanowionego prawa. Osoby przechodzące na wcześniejszą emeryturę przed ogłoszeniem nowych przepisów nie mogły przewidzieć, że podjęta decyzja spowoduje w przyszłości mniej korzystny sposób obliczenia emerytury powszechnej.
Wyrok z 2024 roku nie był zresztą pierwszym rozstrzygnięciem dotyczącym tego mechanizmu. Już 6 marca 2019 roku TK w sprawie P 20/16 zakwestionował podobne rozwiązanie w odniesieniu do kobiet urodzonych w 1953 roku. Wykonaniem tamtego wyroku zajęto się ustawowo w 2020 roku.
Rozstrzygnięcie z czerwca 2024 roku dotyczyło natomiast kolejnych grup wcześniejszych emerytów.

Ile kosztowałoby wykonanie wyroku? W grze miliardy złotych
Skala finansowa problemu pokazuje, dlaczego sprawa ma znaczenie wykraczające poza indywidualny spór z ZUS.
Według wcześniejszych szacunków ZUS, przywoływanych w materiałach parlamentarnych i przez Rzecznika Praw Obywatelskich, przeliczenie świadczeń mogłoby dotyczyć około 150 tysięcy osób, które pobierały już pomniejszone emerytury powszechne.
Dla tej grupy szacowano:
- przeciętną miesięczną podwyżkę emerytury na około 1191 zł;
- przeciętne jednorazowe wyrównanie na około 64 075 zł;
- łączną wartość historycznych wyrównań na ponad 9,5 mld zł.
W analizach uwzględniano również ponad 53 tysiące osób pobierających nadal wcześniejsze emerytury, które mogłyby skorzystać na korzystniejszym sposobie ustalenia świadczenia powszechnego.
Były to prognozy finansowe, a nie kwoty już zasądzone czy należne automatycznie każdemu emerytowi. Faktyczne wypłaty zależałyby od indywidualnej sytuacji świadczeniobiorców, procedur wzruszenia decyzji oraz przyjętego sposobu wykonania wyroku.
Nie zmienia to faktu, że potencjalne zobowiązania państwa liczono w miliardach złotych. Co istotne, szacunek 9,5 mld zł dotyczył historycznych wyrównań. Dalsze podwyższenie miesięcznych emerytur oznaczałoby kolejne wydatki w następnych latach.
Wyrok zapadł, ale rząd go nie opublikował
Pomimo wydania rozstrzygnięcia 4 czerwca 2024 roku, wyrok SK 140/20 nie został ogłoszony w Dzienniku Ustaw.
Zgodnie z art. 190 Konstytucji orzeczenia TK podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu w odpowiednim dzienniku urzędowym.
Rząd Donalda Tuska przyjął jednak stanowisko, zgodnie z którym rozstrzygnięcia wydawane przez Trybunał po uchwale Sejmu z 6 marca 2024 roku nie są publikowane z uwagi na kryzys dotyczący prawidłowości obsady i działania TK.
Skutki dla emerytów okazały się konkretne.
Jak wskazywał Rzecznik Praw Obywatelskich, ZUS przyjmował, że brak publikacji uniemożliwia wznowienie postępowań wyłącznie na podstawie tego wyroku. Emeryci, którzy przez lata dochodzili swoich praw, napotkali więc kolejną przeszkodę. Nawet korzystne dla nich rozstrzygnięcie konstytucyjne nie otwierało automatycznie drogi do ponownego obliczenia świadczeń.
Nie oznaczało to całkowitego zamknięcia możliwości dochodzenia roszczeń przed sądami. W części spraw sądy powszechne samodzielnie oceniały zgodność zastosowanych przepisów z Konstytucją, mimo braku publikacji wyroku TK.
Sytuacja pozostawała jednak niejednolita i wymagała od obywateli podejmowania dalszych działań prawnych.
Berek odpowiada RPO. Wskazuje na Justyna Piskorskiego
Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek zwrócił się do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów o wyjaśnienie podstaw prawnych wstrzymywania publikacji wyroku. Odpowiedzi udzielił Maciej Berek, pełniący wówczas funkcję ministra – członka Rady Ministrów i przewodniczącego Stałego Komitetu Rady Ministrów.
Dokument został podpisany 14 listopada 2024 roku, choć – jak później wyjaśniał sam Berek – z powodu błędu systemu elektronicznego nie trafił wówczas do RPO. Ostatecznie odpowiedź przekazano w styczniu 2025 roku. Minister zapewniał, że rząd dostrzega problem wcześniejszych emerytów i planuje przygotowanie rozwiązania ustawowego.
Nie zapowiedział jednak publikacji wyroku. Powołał się na uchwałę Sejmu z 6 marca 2024 roku dotyczącą kryzysu konstytucyjnego i obsady Trybunału.
W piśmie przypomniał, że według przywołanej uchwały Justyn Piskorski, Mariusz Muszyński i Jarosław Wyrembak nie są sędziami TK. Następnie zwrócił uwagę, że wyrok SK 140/20 wydano z udziałem Justyna Piskorskiego.
To właśnie Piskorski był sędzią sprawozdawcą w sprawie emerytalnej. W ten sposób Berek oficjalnie przedstawił i uzasadnił stanowisko rządu dotyczące niepublikowania rozstrzygnięcia. Sam RPO odczytał jego odpowiedź jako informację, że rząd nie zamierza publikować wyroku, lecz chce rozwiązać problem odrębną ustawą.
Nie ma jednak publicznie przedstawionego dokumentu potwierdzającego, że Berek osobiście wydał Rządowemu Centrum Legislacji polecenie wstrzymania publikacji. Formalnie Dziennik Ustaw wydawany jest przez Prezesa Rady Ministrów przy pomocy RCL.
Berek był więc udokumentowanym uczestnikiem obrony rządowego stanowiska, ale nie można bez dodatkowych dowodów przypisać mu samodzielnego podjęcia decyzji.
Kim był Piskorski i dlaczego jego status miał znaczenie?
Justyn Piskorski został wybrany przez Sejm na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego 15 września 2017 roku. Zastąpił zmarłego Lecha Morawskiego. Problem polegał na tym, że Morawski został wybrany w grudniu 2015 roku na jedno ze stanowisk, których obsadzenie przez nowy Sejm było kwestionowane w związku z wcześniejszym wyborem dokonanym przez Sejm poprzedniej kadencji.
Według stanowiska Rzecznika Praw Obywatelskich wybór Morawskiego dotyczył stanowiska już prawidłowo obsadzonego. Śmierć Morawskiego nie mogła więc automatycznie uzdrowić wadliwości tego wyboru, a tym samym kwestionowano także status Piskorskiego jako jego następcy.
To właśnie ten spór stanowił jeden z argumentów rządu przeciwko publikowaniu wyroku emerytalnego. Wątpliwości dotyczące obsady Trybunału były rzeczywiste i wielokrotnie opisywane przez krajowe oraz europejskie instytucje prawne.
Pojawiła się jednak zasadnicza różnica między kwestionowaniem prawidłowości składu orzekającego a odmową opublikowania wydanego rozstrzygnięcia. Komisja Wenecka w opinii z 7 grudnia 2024 roku wskazała, że nawet wyroki wydane z udziałem nieprawidłowo wybranych sędziów powinny zostać opublikowane. Ich skutki mogłyby następnie zostać poddane odpowiedniej kontroli w przewidzianych prawem procedurach.
Według tej interpretacji rząd nie powinien samodzielnie weryfikować skuteczności orzeczeń przez odmowę ich ogłaszania.
Stanowisko Komisji Weneckiej nie usuwało sporu o Piskorskiego, ale podważało sposób, w jaki władza wykonawcza wykorzystywała ten spór do uzasadniania niepublikowania wyroków.

Rząd przygotowuje ustawę, ale nie przewiduje pełnych wyrównań
Zamiast opublikowania wyroku rząd zdecydował się na przygotowanie odrębnych przepisów dotyczących wcześniejszych emerytów.
Projekt otrzymał numer UD204. Jego kolejne wersje zmieniały zarówno zakres osób uprawnionych, jak i sposób obliczania dodatkowych świadczeń.
W wersji z lipca 2026 roku rozwiązanie miało objąć około 196,5 tysiąca osób, w tym około 135,4 tysiąca pobierających już pomniejszone emerytury powszechne oraz 61,1 tysiąca pozostających przy wcześniejszym świadczeniu.
Przewidywany koszt dodatkowych wydatków Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wynosił około 7,3 mld zł w latach 2027–2037.
Najistotniejsza różnica dotyczy jednak wyrównań. Projekt rządowy nie przewiduje powszechnego zwrotu pieniędzy za wszystkie wcześniejsze lata pobierania niższych emerytur. Zamiast tego proponuje mechanizm zwiększania przyszłych świadczeń, oparty na indywidualnych obliczeniach i współczynniku korygującym.
Tymczasem historyczne szacunki skutków pełniejszego przeliczenia świadczeń wskazywały na około 9,5 mld zł samych zaległych wyrównań. Nie są to koszty dwóch identycznych rozwiązań i nie należy ich bezpośrednio odejmować. Pokazują jednak, jak istotnie różni się wariant zakładający historyczne wyrównania od modelu rekompensowania skutków zmiany prawa wyłącznie poprzez przyszłe wypłaty.
Co więcej, nawet ograniczony projekt rządowy spotkał się z zastrzeżeniami resortu finansów.
W lipcu 2026 roku wiceminister Jurand Drop wskazywał, że rozszerzenie grupy uprawnionych podnosi planowany koszt rozwiązania z około 4,5 do 7,3 mld zł. Ministerstwo Finansów powoływało się między innymi na deficyt oraz ograniczenia budżetowe.
Finansowy wymiar sprawy jest więc potwierdzony w dokumentach administracji rządowej. Nie stanowi to jednak dowodu, że oszczędności budżetowe były rzeczywistą przyczyną odmowy publikacji wyroku.
Oficjalnym uzasadnieniem pozostawał spór o prawidłowość działania Trybunału Konstytucyjnego.
Berek wybrany na stanowisko po Piskorskim
4 września 2026 roku Sejm wybrał Macieja Berka na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego. W głosowaniu otrzymał 226 głosów, podczas gdy jego kontrkandydata Artura Kotowskiego poparło 184 posłów.
Wybór dotyczył stanowiska zwalnianego w związku z upływem 18 września dziewięcioletniej kadencji Justyna Piskorskiego.
A więc tego samego Piskorskiego, którego status Berek wskazywał wcześniej w odpowiedzi do Rzecznika Praw Obywatelskich jako jeden z elementów uzasadniających rządowe stanowisko wobec wyroku emerytalnego.
14 października Berek złożył ślubowanie w Sejmie, w obecności marszałków obu izb parlamentu, ale bez fizycznej obecności prezydenta Karola Nawrockiego. Prezydent zakwestionował skuteczność tej formy ślubowania. Prezes TK Bogdan Święczkowski nie dopuścił Berka do orzekania, natomiast sam Berek utrzymuje, że dopełnił wymaganych formalności.
Jego sytuacja prawna pozostaje zatem przedmiotem kolejnego sporu konstytucyjnego. Powstaje jednak istotne pytanie dotyczące ciągłości stanowiska prawnego Berka.
Jako minister przedstawiał argument, według którego udział Piskorskiego uniemożliwiał potraktowanie rozstrzygnięcia emerytalnego na zasadach właściwych dla prawidłowo wydanego wyroku TK. Jako osoba wybrana do Trybunału objął zaś politycznie i instytucjonalnie sporną rolę następcy Piskorskiego.
Nie oznacza to automatycznie, że uznał prawidłowość wyboru swojego poprzednika. Obsadzanie stanowiska po zakończeniu określonego okresu orzekania nie musi prawnie oznaczać akceptacji wszystkich wcześniejszych decyzji personalnych.
Zestawienie tych okoliczności uzasadnia jednak pytanie, czy Berek nadal podtrzymuje stanowisko dotyczące wyroku SK 140/20 i jak zamierza pogodzić je z własną argumentacją dotyczącą skuteczności wyboru i ślubowania sędziego TK.
Komisja Wenecka mówiła o publikacji. Co dziś powie Berek?
Sprawa emerytów stawia przed Maciejem Berkiem pytanie, którego nie da się sprowadzić wyłącznie do sporu personalnego o skład Trybunału.
Czy wyrok z 4 czerwca 2024 roku powinien zostać opublikowany?
Jeżeli Berek nadal uważa, że nie, powinien wyjaśnić, jak godzi to stanowisko z opinią Komisji Weneckiej oraz konstytucyjnym obowiązkiem ogłaszania orzeczeń.
Jeżeli natomiast uznaje dziś, że publikacja jest konieczna, pozostaje pytanie, dlaczego jako minister uzasadniał stanowisko prowadzące do jej wstrzymania. Berek nie może jako sędzia samodzielnie nakazać premierowi ogłoszenia wcześniejszego wyroku ani zarządzić wypłaty pieniędzy przez ZUS. Może jednak jednoznacznie przedstawić swoją ocenę prawną.
Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że w październiku 2026 roku Berek publicznie zwracał uwagę na wieloletnie zaległości w rozpoznawaniu spraw przez Trybunał, wskazując na konsekwencje takiej sytuacji dla obywateli oczekujących na ochronę swoich praw.
W sprawie emerytów wyrok już jednak zapadł. Podstawowym problemem nie jest czas oczekiwania na orzeczenie, lecz jego nieopublikowanie i wynikające stąd utrudnienia w dochodzeniu świadczeń.
Emeryci między dwoma rządami Tuska i sporem o Trybunał
W tej historii zbiegają się trzy okresy. W 2012 roku, za pierwszych rządów Donalda Tuska, uchwalono przepisy, które po latach zakwestionowano w odniesieniu do części emerytów. W 2024 roku, podczas kolejnych rządów Tuska, Trybunał Konstytucyjny wydał korzystne dla tych osób rozstrzygnięcie, którego rząd nie opublikował.
W 2026 roku Maciej Berek, jeden z przedstawicieli rządu uzasadniających tę odmowę, został wybrany na stanowisko zwolnione po Justynie Piskorskim – uczestniku wydania tego samego wyroku. Za każdą z tych dat stoją konkretne decyzje, dokumenty i odpowiedzialność instytucji państwowych.
Nie ustalono, aby Berek osobiście nakazał wstrzymanie publikacji ani by decyzja ta została podjęta w celu uniknięcia wielomiliardowych kosztów. Ustalono natomiast, że jako minister uzasadniał stanowisko rządu, które uniemożliwiało publikację rozstrzygnięcia otwierającego emerytom drogę do dochodzenia wyższych świadczeń.
Dziś pozostaje najważniejsze pytanie: czy Maciej Berek, który jako minister kwestionował wyrok ze względu na udział Piskorskiego, jako osoba wybrana do Trybunału opowie się za jego publikacją?
Dla tysięcy emerytów nie jest to wyłącznie spór o interpretację Konstytucji. Od jego rozstrzygnięcia i przyjętych przepisów zależy możliwość uzyskania wyższych świadczeń oraz dochodzenia pieniędzy za lata, w których ich emerytury obliczano według zakwestionowanego mechanizmu.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.
Obserwuj temat. Damy Ci znać, gdy wrócimy do tej sprawy.





