Wszystko zaczęło się od pięciu stanowisk sędziowskich i decyzji podjętej przez odchodzącą większość parlamentarną Platformy Obywatelskiej i PSL. Później przyszły nocne ślubowania, wyroki, których nie chciano publikować, oskarżenia o upolitycznienie wymiaru sprawiedliwości i wieloletnia walka o kontrolę nad Trybunałem Konstytucyjnym. Dziś Polska znalazła się w sytuacji, w której dwie strony politycznego konfliktu kwestionują wzajemnie swoje prawo do kierowania jednym z najważniejszych organów państwa. Aby zrozumieć dramatyczne wydarzenia z końca października 2026 roku, trzeba cofnąć się o kilkanaście lat. Historia jest bowiem znacznie bardziej skomplikowana, niż wynikałoby to z twierdzenia, że cały kryzys rozpoczął się dopiero po zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości.
Trybunał Konstytucyjny. Instytucja, której polityczne znaczenie rosło przez lata
Trybunał Konstytucyjny powstał jeszcze w czasach PRL, w 1985 roku, a działalność orzeczniczą rozpoczął rok później. Dopiero przemiany ustrojowe i Konstytucja z 1997 roku nadały mu pozycję, którą znamy współcześnie.
Jego podstawowym zadaniem jest kontrolowanie zgodności ustaw i innych aktów normatywnych z Konstytucją. Trybunał może więc zakwestionować przepisy przyjęte przez Sejm, nawet jeżeli popiera je zdecydowana większość parlamentarzystów.
Konstytucja przewiduje piętnastu sędziów wybieranych indywidualnie przez Sejm na dziewięcioletnie kadencje. Ponowny wybór do składu Trybunału jest niedopuszczalny. Ten mechanizm miał zapewnić niezależność TK od bieżących zmian politycznych. W praktyce stworzył jednak obszar potencjalnych konfliktów, ponieważ o obsadzie stanowisk decydują politycy, a skutki ich decyzji wykraczają daleko poza jedną kadencję parlamentarną.
Przez lata zmieniały się rządy, większości sejmowe i prezydenci, ale sędziowie Trybunału pozostawali na stanowiskach. Szczególnie istotne stało się to wtedy, gdy w Polsce coraz wyraźniej kształtował się polityczny podział między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością.
Andrzej Rzepliński i narastający konflikt przed 2015 rokiem
W 2010 roku prezydent Bronisław Komorowski powołał profesora Andrzeja Rzeplińskiego na prezesa Trybunału Konstytucyjnego.
W kolejnych latach Rzepliński stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego sądownictwa konstytucyjnego. Zabierał głos w debacie publicznej, komentował inicjatywy ustawodawcze i przedstawiał stanowiska dotyczące funkcjonowania państwa.
Z perspektywy części środowisk konserwatywnych rodziło to pytania o granice publicznej aktywności sędziego konstytucyjnego. Zwolennicy Rzeplińskiego podkreślali natomiast, że prezes TK ma prawo, a niekiedy obowiązek, wypowiadać się w sprawach zagrożeń dla niezależności sądownictwa.
Już wówczas pojawił się problem, który powracał w kolejnych latach: gdzie przebiega granica między obroną Konstytucji a uczestnictwem w politycznym sporze?
W 2015 roku pytanie to przestało mieć wyłącznie teoretyczne znaczenie.

Rok 2015. Platforma Obywatelska i PSL wybierają sędziów przed utratą władzy
W maju 2015 roku Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie z Bronisławem Komorowskim. Był to wyraźny sygnał zmiany politycznych nastrojów. Jesienią miały odbyć się wybory parlamentarne, a notowania Prawa i Sprawiedliwości wskazywały na realną możliwość przejęcia władzy.
Tymczasem kończyły się kadencje pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Trzech miało odejść w listopadzie, a kolejnych dwóch w grudniu 2015 roku.
25 czerwca Sejm, w którym większość miała koalicja PO-PSL, uchwalił nową ustawę o Trybunale Konstytucyjnym. Znalazł się w niej przepis przejściowy umożliwiający zgłoszenie kandydatur na wszystkie pięć stanowisk jeszcze w czasie kończącej się kadencji parlamentu.
8 października 2015 roku, zaledwie kilkanaście dni przed wyborami parlamentarnymi, Sejm wybrał pięciu nowych sędziów. Byli to Roman Hauser, Andrzej Jakubecki, Krzysztof Ślebzak, Bronisław Sitek oraz Andrzej Sokala.
Właśnie ta decyzja stała się bezpośrednim początkiem kryzysu konstytucyjnego.
Z punktu widzenia PiS odchodząca większość parlamentarna próbowała zapewnić sobie wpływ na obsadę Trybunału także po spodziewanej utracie władzy. Szczególne kontrowersje dotyczyły dwóch miejsc, które miały zwolnić się dopiero w grudniu, a więc już w trakcie następnej kadencji Sejmu. Nie była to wyłącznie polityczna polemika. Trybunał Konstytucyjny 3 grudnia 2015 roku, w wyroku K 34/15, uznał, że podstawa prawna wyboru tych dwóch sędziów była niezgodna z Konstytucją.
Jednocześnie potwierdził konstytucyjność podstawy wyboru pozostałej trójki, której miejsca zwalniały się jeszcze w czasie poprzedniej kadencji parlamentu.
Oznacza to, że październikowych działań koalicji PO-PSL nie można uznać w całości za prawidłowe. Nie można jednak również twierdzić, że wyrok zakwestionował wszystkich pięciu wybranych wówczas sędziów. Ta różnica ma zasadnicze znaczenie dla zrozumienia kolejnych wydarzeń.
PiS przejmuje władzę i odpowiada własnymi decyzjami
25 października 2015 roku Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory parlamentarne, uzyskując samodzielną większość w Sejmie. Nowa większość postanowiła zakwestionować wcześniejsze decyzje dotyczące obsady Trybunału. 25 listopada Sejm przyjął uchwały stwierdzające brak mocy prawnej październikowych wyborów pięciu sędziów. Następnie, 2 grudnia, wybrał pięć nowych osób.
Prezydent Andrzej Duda przyjął ślubowania od czterech z nich już w nocy z 2 na 3 grudnia. Piąta osoba, Julia Przyłębska, złożyła ślubowanie 9 grudnia. W tym miejscu konflikt wszedł na kolejny poziom.
Trybunał uznał, że trzy stanowiska zostały prawidłowo obsadzone przez poprzedni Sejm. Tymczasem nowa większość wybrała własnych kandydatów także na te miejsca. Powstał spór o status sędziów, których przeciwnicy PiS zaczęli określać mianem „dublerów”.
Przedstawiciele obozu PiS bronili swoich decyzji, wskazując między innymi, że Trybunał oceniał zgodność przepisów ustawowych z Konstytucją, a nie same uchwały Sejmu o wyborze konkretnych osób. W debacie podnoszono również znaczenie niezłożenia ślubowania przez kandydatów wybranych w październiku.
Przeciwnicy tego stanowiska wskazywali, że Sejm nie może ponownie obsadzać miejsc skutecznie zajętych przez wcześniejszy wybór, a prezydent nie dysponuje dowolnym prawem blokowania ślubowania. Spór, który początkowo dotyczył dwóch stanowisk obsadzonych przedwcześnie, przekształcił się więc w konflikt obejmujący status trzech kolejnych sędziów i zakres kompetencji prezydenta.
Rok 2016. Spór o wyroki i prawo do kierowania Trybunałem
W 2016 roku konflikt przestał dotyczyć wyłącznie tego, kto ma prawo zasiadać w Trybunale Konstytucyjnym. Rozpoczęła się batalia o zasady jego funkcjonowania, sposób orzekania oraz publikowanie wyroków.
Rząd Beaty Szydło i większość parlamentarna PiS wprowadzały kolejne zmiany ustawowe dotyczące TK. Ich zwolennicy argumentowali, że potrzebne jest uporządkowanie procedur i ograniczenie możliwości blokowania prac instytucji.
Przeciwnicy wskazywali natomiast, że część regulacji utrudnia Trybunałowi sprawowanie kontroli konstytucyjnej nad ustawami. 9 marca 2016 roku Trybunał, kierowany przez Andrzeja Rzeplińskiego, zakwestionował istotne przepisy nowelizacji z grudnia 2015 roku. Rząd odmówił jednak opublikowania rozstrzygnięcia w Dzienniku Ustaw, podważając prawidłowość trybu, w jakim zostało wydane.
Powstała sytuacja szczególna: organ powołany do ostatecznego rozstrzygania o konstytucyjności prawa wydawał orzeczenia, których status kwestionowała władza wykonawcza. Pod koniec 2016 roku kadencja Andrzeja Rzeplińskiego dobiegła końca. Prezydent Andrzej Duda powołał na stanowisko prezesa Trybunału Julię Przyłębską.
Zmiana kierownictwa nie zakończyła sporu. Przeciwnie, otworzyła jego kolejny rozdział. Zwolennicy nowego kierownictwa oczekiwali przywrócenia normalnej działalności instytucji. Krytycy podnosili zarzuty dotyczące procedury wyłonienia kandydatów na prezesa oraz udziału osób, których status sędziowski był kwestionowany.

Julia Przyłębska. Trybunał staje się jednym z głównych punktów politycznego sporu
W latach 2017–2023 Trybunał Konstytucyjny stał się trwałym elementem konfliktu między obozem Zjednoczonej Prawicy a opozycją parlamentarną. W okresie prezesury Julii Przyłębskiej instytucja rozstrzygała sprawy o ogromnym znaczeniu społecznym, politycznym i międzynarodowym.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych orzeczeń był wyrok z 22 października 2020 roku dotyczący przepisów dopuszczających aborcję w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.
Trybunał uznał zakwestionowane przepisy za niezgodne z Konstytucją. Orzeczenie wywołało masowe protesty w całej Polsce. Dla środowisk pro-life rozstrzygnięcie oznaczało realizację zasady konstytucyjnej ochrony życia. Przeciwnicy wskazywali na jego konsekwencje dla praw kobiet, zdrowia reprodukcyjnego i sytuacji rodzin.
Również skład orzekający budził kontrowersje z uwagi na udział osób, których wybór był kwestionowany.
Trybunał znalazł się w samym centrum konfliktu światopoglądowego. Jego decyzje nie były już odbierane wyłącznie jako rozstrzygnięcia prawne, lecz także jako element walki o kierunek zmian społecznych w Polsce.
Spór wychodzi poza Polskę. Europejski Trybunał Praw Człowieka zabiera głos
W 2021 roku pojawiło się kolejne istotne rozstrzygnięcie. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wydał 7 maja wyrok w sprawie Xero Flor przeciwko Polsce. Sprawa dotyczyła przedsiębiorstwa, którego skargę konstytucyjną rozpoznawał skład Trybunału Konstytucyjnego z udziałem Mariusza Muszyńskiego.
ETPC uznał, że nieprawidłowości dotyczące obsadzenia jego stanowiska naruszyły prawo skarżącej spółki do rozpoznania sprawy przez sąd ustanowiony ustawą. Orzeczenie stało się ważnym argumentem dla środowisk domagających się zmian w funkcjonowaniu TK.
Jednocześnie w obozie konserwatywnym nasilała się dyskusja o granicach ingerencji międzynarodowych organów sądowych w krajowy porządek konstytucyjny. W tym miejscu warto rozróżnić dwie kwestie. Polska, ratyfikując Europejską Konwencję Praw Człowieka, zobowiązała się do przestrzegania jej standardów oraz wykonywania ostatecznych wyroków ETPC w sprawach przeciwko Polsce. Jednocześnie zakres kompetencji organów międzynarodowych i relacja ich orzeczeń do polskiej Konstytucji pozostawały przedmiotem sporów prawnych.
Konflikt wokół Trybunału przestał być zatem sprawą wyłącznie wewnętrzną.
Rok 2023. Donald Tusk wraca do władzy, a konflikt przybiera nową postać
Wybory parlamentarne 15 października 2023 roku zmieniły sytuację polityczną w Polsce. Prawo i Sprawiedliwość utraciło władzę, a nowy rząd utworzyła koalicja kierowana przez Donalda Tuska. Jednym z jej zapowiadanych celów było przywrócenie praworządności oraz zmiana sytuacji w Trybunale Konstytucyjnym.
Problem polegał na tym, że większość sędziów Trybunału została wybrana w okresie rządów PiS, a dziewięcioletnie kadencje nie kończyły się wraz ze zmianą rządu. Nowa większość nie mogła więc po prostu zastąpić całego składu własnymi kandydatami.
6 marca 2024 roku Sejm przyjął uchwałę dotyczącą usunięcia skutków kryzysu konstytucyjnego z lat 2015–2023. Parlament zakwestionował w niej prawidłowość wyboru określonych osób do Trybunału oraz status części wydanych orzeczeń.
Z punktu widzenia koalicji rządzącej była to próba odbudowania legalności działania instytucji.
Przeciwnicy tej metody podnosili jednak zasadnicze pytanie: czy większość parlamentarna może za pomocą uchwały przesądzać o skuteczności dawnych wyborów sędziów i o statusie orzeczeń sądu konstytucyjnego?
Właśnie tutaj ujawniło się kolejne napięcie ustrojowe. Uchwała Sejmu nie ma bowiem takiej samej mocy jak ustawa i nie może sama zastąpić przewidzianych prawem procedur. Różnica między deklaracją polityczno-prawną parlamentu a skuteczną zmianą stanu prawnego stała się jednym z najważniejszych przedmiotów sporu.

Bogdan Święczkowski przejmuje kierownictwo Trybunału
Po zakończeniu prezesury Julii Przyłębskiej, w grudniu 2024 roku, prezydent Andrzej Duda powołał Bogdana Święczkowskiego na stanowisko prezesa Trybunału Konstytucyjnego.
Święczkowski wcześniej pełnił między innymi funkcję prokuratora krajowego. Był też związany z kierownictwem prokuratury w okresie, gdy ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym pozostawał Zbigniew Ziobro. Jego nominacja spotkała się z krytyką środowisk związanych z ówczesną koalicją rządzącą, które kwestionowały prawidłowość procedury wyboru prezesa.
Święczkowski bronił legalności funkcjonowania Trybunału i stanowiska, zgodnie z którym władza wykonawcza nie może samodzielnie decydować, które orzeczenia TK będzie respektować.
W ten sposób spór o Trybunał coraz wyraźniej dotyczył już nie tylko jego obsady, lecz także tego, kto może skutecznie występować w imieniu instytucji.
Rok 2026. Historia ze ślubowaniami zatacza koło
W marcu 2026 roku Sejm wybrał sześć osób na wakujące stanowiska sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Byli to Magdalena Bentkowska, Marcin Dziurda, Krystian Markiewicz, Anna Korwin-Piotrowska, Maciej Taborowski i Dariusz Szostek. Prezydent Karol Nawrocki odebrał ślubowania od dwojga spośród nich: Magdaleny Bentkowskiej i Dariusza Szostka.
Pozostała czwórka nie została zaproszona do złożenia ślubowania w Pałacu Prezydenckim. 9 kwietnia odbyła się zatem uroczystość w Sejmie, podczas której wszyscy wybrani w marcu sędziowie złożyli ślubowanie, a osoby pominięte przez prezydenta uznały tę czynność za skuteczną.
Kancelaria Prezydenta i kierownictwo Trybunału zakwestionowały jednak możliwość zastąpienia w ten sposób ślubowania składanego przed głową państwa. Spór przypominał wydarzenia z 2015 roku, ale nie był z nimi prawnie identyczny.
Ponownie pojawiło się pytanie o to, czy prezydent ma obowiązek odebrać ślubowanie od osoby wybranej przez Sejm, czy może w określonych okolicznościach odmówić dokonania tej czynności.
Powrócił również problem konsekwencji takiej odmowy. W październiku 2026 roku do konfliktu dołączyła sprawa Macieja Berka, kolejnej osoby wybranej przez Sejm do TK, która nie złożyła ślubowania przed prezydentem Nawrockim.
Prezes Święczkowski nie uznawał skuteczności ślubowań składanych poza przyjętą przez niego procedurą. Z kolei wybrani sędziowie i przedstawiciele większości parlamentarnej utrzymywali, że głowa państwa nie może skutecznie blokować obsadzenia stanowisk.
W konsekwencji w obrębie jednej instytucji funkcjonowały konkurencyjne oceny tego, kto jest uprawniony do sprawowania urzędu.
30 października 2026 roku. Konflikt przenosi się do siedziby Trybunału
W piątek, 30 października, doszło do wydarzeń, które nadały wieloletniemu sporowi zupełnie nowy charakter.
Anna Korwin-Piotrowska, powołując się na swój staż sędziowski oraz odpowiednie przepisy dotyczące funkcjonowania sądów, zarządziła miesięczną przerwę w czynnościach służbowych prezesa Bogdana Święczkowskiego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego. Jednocześnie ogłoszono, że to ona przejmuje kierowanie pracami Trybunału.
Decyzję uzasadniano koniecznością odblokowania działalności instytucji, w szczególności dopuszczenia do jej prac osób wybranych przez Sejm, których status kwestionowało dotychczasowe kierownictwo. Święczkowski i jego współpracownicy uznali te działania za bezprawne. Podnosili, że zastosowana procedura nie daje podstaw do odsunięcia prezesa TK w taki sposób.
Wydarzenia szybko wykroczyły poza wewnętrzny spór prawny.
Przed siedzibą Trybunału zgromadzili się demonstranci, pojawili się politycy i funkcjonariusze policji. Siedmioro sędziów weszło do budynku w asyście funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa.
Prezydent Karol Nawrocki przerwał zagraniczną podróż i wrócił do Warszawy. W nocy przybył do siedziby Trybunału, gdzie doszło również do przepychanek. Prezydent określił wydarzenia jako próbę siłowego przejęcia konstytucyjnego organu państwa.
Premier Donald Tusk przedstawił odmienną ocenę sytuacji, uznając podejmowane działania za element przywracania praworządności. W sobotę 31 października Bogdan Święczkowski zapowiadał działania zmierzające do odzyskania kontroli nad instytucją.
Anna Korwin-Piotrowska zapowiedziała natomiast zwołanie Zgromadzenia Ogólnego sędziów Trybunału na 3 listopada. Prawna skuteczność decyzji dotyczących odsunięcia kierownictwa pozostaje przedmiotem sporu. Nie można zatem przedstawiać ani skutecznego przejęcia władzy w TK, ani popełnienia przestępstwa zamachu stanu jako faktów ostatecznie rozstrzygniętych przez właściwy sąd.
Kto ma prawo decydować o Trybunale? Spór wykracza daleko poza nazwiska
Historia kryzysu konstytucyjnego pokazuje, że przez ponad dekadę konflikt przechodził kolejne etapy. Najpierw odchodząca większość PO-PSL wybrała w 2015 roku pięciu sędziów, w tym dwóch na stanowiska, których nie powinna była obsadzać przed końcem kadencji Sejmu.
Następnie PiS zakwestionowało wszystkie pięć wyborów i wybrało własnych kandydatów, również na trzy miejsca, które według wyroku Trybunału zostały już skutecznie obsadzone. W kolejnych latach spór objął zasady funkcjonowania TK, publikację jego wyroków, sposób wyboru prezesa i zgodność orzeczeń z wymaganiami prawa międzynarodowego.
Po zmianie władzy w 2023 roku pojawił się kolejny problem: jak przywrócić prawidłowe funkcjonowanie instytucji bez naruszania przepisów, których przestrzeganie ma być celem proponowanych zmian?
W październiku 2026 roku pytanie to nabrało szczególnej aktualności.
Nie chodzi już bowiem wyłącznie o obsadzenie kilku stanowisk sędziowskich. Chodzi o możliwość skutecznego działania instytucji, której wyroki zgodnie z Konstytucją mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne.
Czy można przywracać praworządność, stosując kontrowersyjne procedury?
Z perspektywy konstytucyjnego konserwatyzmu szczególnie istotne są zasady ciągłości państwa, stabilności instytucji, rozdziału władz i przestrzegania ustanowionych procedur. Prowadzą one do kilku pytań, które pozostają aktualne niezależnie od tego, kto sprawuje władzę.
Czy zwykła większość parlamentarna może decydować o skuteczności wcześniejszych wyborów sędziów? Czy prezydent może powstrzymywać objęcie urzędu przez osoby wybrane przez Sejm? Czy sędzia może odsunąć od obowiązków prezesa konstytucyjnego organu, powołując się na przepisy dotyczące sądownictwa powszechnego?
I wreszcie: jaki organ ma ostatecznie rozstrzygnąć te spory, jeżeli prawidłowość składu samego Trybunału jest kwestionowana?
To ostatnie pytanie pokazuje szczególną trudność obecnego kryzysu. Przez lata obie główne strony konfliktu odwoływały się do Konstytucji, wskazując na konieczność ochrony państwa prawa. Jednocześnie każda z nich kwestionowała legalność przynajmniej części działań podejmowanych przez politycznych przeciwników.
Dla obywateli ma to bardzo konkretne konsekwencje.
Jeżeli instytucje państwa nie uznają wzajemnie swoich kompetencji i rozstrzygnięć, powstaje niepewność co do skuteczności obowiązującego prawa. Dotyka ona nie tylko polityków i sędziów, lecz także przedsiębiorców, samorządów i zwykłych obywateli.
Jedenaście lat sporu. Polska nadal szuka rozwiązania
W listopadzie 2026 roku mija niemal jedenaście lat od pierwszych decyzji, które doprowadziły do otwartego konfliktu o obsadę Trybunału Konstytucyjnego.
Od tego czasu zmieniły się rządy, prezydenci, prezesi Trybunału i większości parlamentarne. Sam konflikt przetrwał jednak wszystkie te zmiany.
Dzisiejszych wydarzeń nie da się zrozumieć bez przypomnienia działań koalicji PO-PSL w 2015 roku. Tak samo nie sposób pominąć późniejszych decyzji PiS, wyroków TK, rozstrzygnięć ETPC oraz działań koalicji rządzącej po 2023 roku.
Najważniejsze pozostaje pytanie, czy polska klasa polityczna potrafi stworzyć warunki, w których każda kolejna zmiana władzy nie będzie oznaczała następnej próby zakwestionowania legalności instytucji odziedziczonych po poprzednikach.
Bez odpowiedzi na to pytanie spór o Trybunał może powracać niezależnie od tego, kto będzie rządził Polską.
A instytucja powołana do rozstrzygania sporów o zgodność prawa z Konstytucją nadal pozostanie jedną z głównych aren politycznego konfliktu.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.
Obserwuj temat. Damy Ci znać, gdy wrócimy do tej sprawy.





