Maciej Berek, były minister w rządzie Donalda Tuska i jedna z głównych postaci sporu o Trybunał Konstytucyjny, jest gdańszczaninem. Urodził się nad Motławą, ukończył Uniwersytet Gdański, a jego współpraca z obecnym premierem sięga lat 90. Dziś nazwisko Berka pojawia się w związku z kontrowersjami dotyczącymi jego kwalifikacji do zasiadania w Trybunale oraz skuteczności złożonego ślubowania.
Gdańszczanin, który zrobił karierę w Warszawie
Choć Maciej Berek od lat jest kojarzony przede wszystkim z warszawską polityką, jego życiorys zaczyna się w Gdańsku. Urodził się tutaj 12 maja 1972 roku. W rodzinnym mieście ukończył studia prawnicze na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego.
Historia tematu
- Maciej Berek pochodzi z Gdańska. Mało kto o tym pamięta
Ten fragment jego biografii rzadko wybrzmiewa w ogólnopolskich dyskusjach o Trybunale Konstytucyjnym. Tymczasem Berek jest kolejnym politykiem związanym z Gdańskiem, który znalazł się w centrum najważniejszych sporów dotyczących funkcjonowania państwa.
Jego zawodowa droga szybko zaprowadziła go do centralnych instytucji państwowych. Pracował między innymi w Kancelarii Senatu, Najwyższej Izbie Kontroli oraz Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich.
Znajomość z Tuskiem zaczęła się w Gdańsku. Ale kiedy dokładnie?
Związki Macieja Berka z Donaldem Tuskiem są znacznie starsze niż Platforma Obywatelska czy pierwszy rząd PO-PSL. Obaj pochodzą z Gdańska, a ich znajomość sięga lat 90. Co ciekawe, nawet oni sami nie są zgodni co do tego, kiedy po raz pierwszy się spotkali.
Jak opisywał tygodnik „Polityka”, Berek utrzymuje, że poznał Tuska na początku lat 90. w Gdańsku, w Fundacji Integracji Europejskiej. Premier miał natomiast wskazywać na nieco późniejsze spotkanie, choć również w rodzinnym mieście.
W tamtym okresie Donald Tusk był już rozpoznawalnym politykiem, związanym z gdańskim środowiskiem liberalnym i Kongresem Liberalno-Demokratycznym. Berek dopiero rozpoczynał zawodową drogę prawnika. Dzieliło ich 15 lat różnicy wieku.
Od ogłoszenia w gazecie do współpracy z wicemarszałkiem Senatu
W 1997 roku Maciej Berek rozpoczął pracę w Kancelarii Senatu. Jak ustaliła „Polityka”, trafił tam po odpowiedzi na ogłoszenie o pracę zamieszczone w „Rzeczpospolitej”.
Początkowo zajmował najniższe stanowisko w Biurze Legislacyjnym. Stopniowo awansował, a w 2002 roku został wicedyrektorem Biura Prawno-Organizacyjnego.
W tym samym czasie Donald Tusk pełnił funkcję wicemarszałka Senatu IV kadencji, trwającej od 1997 do 2001 roku.
Berek opowiedział o początkach tej zawodowej relacji podczas posiedzenia sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka 3 września 2026 roku.
Według jego wspomnień Tusk pojawił się na posiedzeniu jednej z komisji senackich. Przewodniczący obrad Piotr Andrzejewski nie chciał dopuścić go do zgłoszenia poprawki do rozpatrywanego projektu ustawy. Berek, obsługujący posiedzenie jako legislator, stanął na stanowisku, że regulamin Senatu pozwala każdemu senatorowi zgłosić poprawkę, nawet jeżeli nie należy do danej komisji.
Jak relacjonował Berek, sprzeciwił się wówczas interpretacji przewodniczącego, uznając, że to on prawidłowo odczytuje regulamin. Właśnie tę sytuację wskazał jako swój pierwszy zawodowy kontakt z Tuskiem.
Tusk zlecił mu przygotowanie projektu ważnej reformy samorządowej
Na jednym posiedzeniu senackiej komisji współpraca się nie skończyła.
Berek ujawnił, że później Donald Tusk zwrócił się do niego z propozycją przygotowania projektu ustawy dotyczącej bezpośrednich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Nie była to drobna poprawka legislacyjna. Chodziło o zmianę sposobu wyłaniania władz wykonawczych gmin, które wcześniej były wybierane przez rady.
W archiwum Senatu zachowała się dokumentacja tej inicjatywy. Projekt grupy senatorów, której przedstawicielem był Donald Tusk, wpłynął 18 stycznia 2000 roku jako druk senacki nr 351.
9 czerwca 2000 roku Senat zdecydował o skierowaniu projektu do Sejmu. Ostatecznie prace nad nim nie zostały zakończone w tamtej kadencji parlamentu. Bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast wprowadzono odrębną ustawą w 2002 roku.
Własna relacja Berka wskazuje zatem, że już na przełomie lat 90. i 2000. Tusk powierzał mu przygotowywanie istotnych rozwiązań prawnych. To ważny szczegół pokazujący zawodowe początki relacji, która trwa do dziś.
Dziesięć lat później był już człowiekiem premiera
Kolejny istotny etap nastąpił w 2007 roku. Po zwycięstwie wyborczym Platformy Obywatelskiej Donald Tusk został premierem, a Maciej Berek otrzymał propozycję objęcia funkcji prezesa Rządowego Centrum Legislacji.
Rok później został również sekretarzem Rady Ministrów. W praktyce odpowiadał za istotną część obsługi legislacyjnej rządu i koordynację procesu przygotowywania aktów prawnych.
Sam Berek podczas wrześniowego posiedzenia komisji sejmowej podkreślał, że przez lata wielokrotnie nie zgadzał się z Tuskiem w kwestiach prawnych. Zapewniał jednocześnie, że nigdy nie miał poczucia, aby współpraca wymagała od niego przekraczania granic zawodowych.
Dziś ta wieloletnia relacja powraca w zupełnie innym kontekście. W związku z wyborem Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego pojawiają się pytania nie tylko o formalne kwalifikacje prawnika, ale również o znaczenie jego długoletniej współpracy z premierem dla niezależności przyszłego orzekania.
Jedno jest pewne: historia współpracy Macieja Berka i Donalda Tuska nie rozpoczęła się w Warszawie w 2007 roku. Jej początki prowadzą do Gdańska lat 90., a następnie do senackich prac nad prawem samorządowym.
Czy Berek miał odpowiednie kwalifikacje? Kancelaria Prezydenta zakwestionowała jego staż
To właśnie kandydatura Berka do Trybunału Konstytucyjnego wywołała poważny spór prawny i polityczny.
4 września 2026 roku Sejm wybrał go na stanowisko sędziego TK. Uzyskał 226 głosów. Jednak jeszcze przed głosowaniem szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki zgłaszał zastrzeżenia dotyczące spełnienia przez Berka ustawowych wymagań.
Sednem kontrowersji był obowiązek wykazania odpowiedniego, co najmniej dziesięcioletniego stażu zawodowego, w przypadku Berka – wykonywania zawodu radcy prawnego.
Kancelaria Prezydenta wskazywała, że samo posiadanie uprawnień radcowskich nie jest równoznaczne z faktycznym wykonywaniem zawodu przez wymagany okres. Domagała się dokumentów pozwalających zweryfikować przebieg praktyki zawodowej.
Berek odpierał te zarzuty. Przedstawił zaświadczenie Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie i przekonywał, że wykonywał zawód radcy prawnego przez 17 lat, a na listę radców był wpisany od ponad dwóch dekad.
Przedstawiciele Pałacu Prezydenckiego uznali jednak dokumentację za niewystarczającą do ostatecznego potwierdzenia wymaganego stażu.
Spór nie dotyczył zatem wyłącznie oceny wiedzy prawniczej byłego ministra. Chodziło przede wszystkim o formalne przesłanki objęcia urzędu sędziego TK i sposób ich udokumentowania.
Wybrany przez Sejm, ale niedopuszczony do orzekania
14 października 2026 roku Maciej Berek złożył ślubowanie podczas uroczystości w Sejmie. Nie uczestniczył w niej prezydent Karol Nawrocki.
Prezydent zakwestionował skuteczność tego ślubowania, wskazując, że nie zostało ono złożone w jego obecności. Podobne stanowisko przyjęło kierownictwo Trybunału Konstytucyjnego, które nie dopuściło Berka do wykonywania obowiązków orzeczniczych.
Sam Berek oraz popierający jego stanowisko prawnicy uznają, że ślubowanie zostało złożone w prawnie dopuszczalnej formie. Argumentują, że brak udziału prezydenta nie powinien uniemożliwiać objęcia urzędu osobie prawidłowo wybranej przez Sejm.
Tym samym wokół gdańszczanina powstały dwa odrębne spory: pierwszy dotyczący kwalifikacji zawodowych, a drugi – skuteczności ślubowania.
Nocna awantura w Trybunale. Berek ponownie w centrum wydarzeń
Spór przybrał jeszcze ostrzejszą formę w nocy z 30 na 31 października.
Prezydent Karol Nawrocki przerwał zagraniczną podróż i wrócił do Warszawy w związku z wydarzeniami w Trybunale Konstytucyjnym. W nocy pojawił się w jego siedzibie, gdzie doszło do fizycznego przepychania się osób zgromadzonych przy wejściu.
Nagrania dokumentujące zdarzenie opublikował między innymi Maciej Berek.
Według jego relacji prezydent miał wpaść na Annę Korwin-Piotrowską i przepychać się przez grupę sędziów. Przedstawiciele Kancelarii Prezydenta przedstawili przeciwną wersję, zarzucając osobom znajdującym się przy wejściu próbę zablokowania głowie państwa dostępu do budynku i naruszenie jej nietykalności.
Obie strony inaczej interpretują nie tylko przebieg nocnego zajścia, ale również prawny status osób uczestniczących w sporze.
Z Gdańska do centrum konstytucyjnego konfliktu
Historia Macieja Berka pokazuje, jak długa może być droga od studiów prawniczych na Uniwersytecie Gdańskim do jednego z najpoważniejszych sporów instytucjonalnych w Polsce.
Przez lata działał przede wszystkim jako legislator, urzędnik państwowy i prawnik. Dziś jego nazwisko pojawia się w debacie o granicach kompetencji prezydenta, zasadach obsadzania Trybunału Konstytucyjnego i wymaganiach stawianych kandydatom na sędziów.
Niezależnie od dalszego przebiegu konfliktu pozostaje jeden mało eksponowany w tej dyskusji fakt: Maciej Berek pochodzi z Gdańska. To właśnie tutaj rozpoczęła się jego droga do najważniejszych instytucji państwowych.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.
Obserwuj temat. Damy Ci znać, gdy wrócimy do tej sprawy.

