Harry Houdini, legendarny mistrz ucieczek, zmarł 31 października 1926 roku. Sto lat później jego historia nadal fascynuje. Grafika ilustracyjna wygenerowana przy użyciu AI / Wbijamszpile.pl.

Nowość! Harry Houdini zmarł w Halloween. Po 100 latach znów spróbują przywołać jego ducha

Uciekał z więziennych cel, rozrywał kajdany, wydostawał się z zamkniętych skrzyń i zbiorników wypełnionych wodą. Miliony ludzi wierzyły, że Harry Houdini potrafi dokonać niemożliwego. Jednak 31 października 1926 roku, dokładnie w Halloween, najsłynniejszy mistrz ucieczek przegrał swoją ostatnią walkę. W sobotę mija sto lat od jego śmierci. Tymczasem w amerykańskim Michigan przygotowano niezwykły seans, podczas którego uczestnicy ponownie spróbują nawiązać kontakt ze zmarłym iluzjonistą. Za historią Houdiniego kryje się jednak znacznie więcej niż magia. Jest tajemniczy cios, dramatyczny ostatni występ i pytanie, na które do dziś nie znaleziono jednoznacznej odpowiedzi.

31 października 1926 roku. Detroit, Stany Zjednoczone. W szpitalu Grace Hospital umiera człowiek, którego nazwisko zna niemal cały świat. Jest godzina 13.26. Harry Houdini ma zaledwie 52 lata.

Jeszcze tydzień wcześniej występował na scenie. Publiczność przychodziła oglądać człowieka, który potrafił uwolnić się z niemal każdych kajdan i wydostać z miejsc, z których zwykły śmiertelnik nie miałby szans uciec. Houdini przez lata świadomie igrał ze śmiercią. Pozwalał zamykać się w skrzyniach, które następnie zanurzano w wodzie. Wisiał związany wysoko nad ulicami. Znikał z zamkniętych pomieszczeń, a widzowie zastanawiali się, czy oglądają doskonale przygotowane sztuczki, czy coś, czego nie potrafi wyjaśnić nauka.

Tym razem nie było jednak sekretnego mechanizmu, ukrytego klucza ani pomocnika za kulisami.

Wiadomość o śmierci Houdiniego obiegła amerykańskie gazety. Dla milionów wielbicieli była szokiem. Człowiek, który przez całe życie sprawiał wrażenie niezniszczalnego, przegrał z chorobą.

Sto lat później jego historia ponownie powraca na pierwsze strony. Amerykańska Biblioteka Kongresu opublikowała właśnie obszerny materiał poświęcony okolicznościom śmierci iluzjonisty. Zwraca w nim uwagę na szczegół, który przez dekady ginął w popularnej legendzie. Powszechnie powtarzana opowieść o ciosie, który miał zabić Houdiniego, okazuje się znacznie bardziej skomplikowana.

Harry Houdini w 1903 roku, na początku swojej międzynarodowej kariery. Dzięki niezwykłym umiejętnościom uwalniania się z kajdan i łańcuchów zdobył światową sławę. FOTO: prawdopodobnie Jan Frederik Blöte / Library of Congress.
Harry Houdini w 1903 roku, na początku swojej międzynarodowej kariery. Dzięki niezwykłym umiejętnościom uwalniania się z kajdan i łańcuchów zdobył światową sławę. FOTO: prawdopodobnie Jan Frederik Blöte / Library of Congress.

Ostatni występ. Gorączka, ból i publiczność, która nie wiedziała, co się dzieje

Wszystko zaczęło się 22 października 1926 roku w Montrealu. Houdini przebywał wówczas w teatrze Princess Theatre. Był już międzynarodową gwiazdą, a jego niezwykła sprawność fizyczna budziła zainteresowanie niemal równie duże jak sceniczne sztuczki.

Do garderoby iluzjonisty przyszło kilku młodych ludzi. Wśród nich znajdował się student J. Gordon Whitehead. Chciał sprawdzić popularną opowieść o tym, że Houdini potrafi wytrzymać wyjątkowo silne uderzenia w brzuch.

Według relacji świadków artysta zgodził się na próbę. Problem polegał na tym, że nie zdążył odpowiednio napiąć mięśni. Whitehead wymierzył mu kilka mocnych ciosów, gdy iluzjonista znajdował się na kanapie. Houdini odczuł silny ból. Nie wyglądało to jednak na zdarzenie, które miałoby zakończyć jego karierę, a tym bardziej życie.

Zamiast udać się do szpitala, kontynuował występy. Wkrótce wsiadł do pociągu jadącego do Detroit. Podczas podróży jego stan zaczął się dramatycznie pogarszać. Pojawiły się silne bóle brzucha, osłabienie i wysoka gorączka. Lekarz, który zbadał Houdiniego po przyjeździe do Detroit, zalecił natychmiastową hospitalizację. Artysta odmówił. Nie chciał odwołać przedstawienia.

24 października 1926 roku w Garrick Theatre na widowni zasiedli ludzie, którzy przyszli oglądać legendarnego mistrza ucieczek. Nie wiedzieli, że będą świadkami jego ostatniego występu.

Houdini miał gorączkę dochodzącą do 40 stopni Celsjusza. Był wyczerpany, a każdy ruch sprawiał mu ból. Według relacji przytaczanych przez historyków z Detroit jedna z towarzyszących mu pielęgniarek musiała pomagać artyście podczas przygotowań do przedstawienia.

Mimo to wyszedł na scenę.

Harry Houdini podczas przygotowań do jednego ze swoich najsłynniejszych numerów – ucieczki z celi tortur wodnych. Iluzjonistę opuszczano głową w dół do zbiornika z wodą. FOTO: autor nieznany / Library of Congress / Wikimedia Commons.

Pokazywał sztuczki, wykonywał iluzje i próbował utrzymać tempo widowiska. Za kulisami sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Podczas przerw opadał z sił. Jego współpracownicy widzieli, że dzieje się coś poważnego.

Przedstawienie trwało około dwóch i pół godziny.

Kiedy opadła kurtyna, Houdini nie był już w stanie dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Trafił do szpitala Grace Hospital. Lekarze stwierdzili zapalenie wyrostka robaczkowego, który uległ perforacji. Zakażenie rozprzestrzeniło się w jamie brzusznej, wywołując zapalenie otrzewnej.

Przeprowadzono operację. Później podejmowano kolejne próby opanowania infekcji. W 1926 roku medycyna nie dysponowała jeszcze powszechnie stosowanymi antybiotykami, które w kolejnych dekadach całkowicie zmieniły możliwości leczenia ciężkich zakażeń.

Przez następne dni Houdini walczył o życie.

31 października, dokładnie tydzień po ostatnim występie, zmarł.bAle czy rzeczywiście zabiły go uderzenia studenta?

Harry Houdini przygotowuje się do widowiskowego skoku z mostu Harvard Bridge do rzeki Charles w Bostonie, 30 kwietnia 1908 roku. (FOTO John H. Thurston / Library of Congress).

Przez dziesięciolecia powtarzano, że młody człowiek jednym nieprzemyślanym doświadczeniem doprowadził do śmierci najsłynniejszego iluzjonisty świata. Taką historię opowiadano w książkach, artykułach i programach telewizyjnych. Tymczasem współczesne analizy wskazują, że bezpośredni związek pomiędzy uderzeniami a pęknięciem wyrostka robaczkowego nie został udowodniony.

Biblioteka Kongresu przywołuje ustalenia biografa Adama Begleya, który zwraca uwagę, że perforacja wyrostka wywołana tępym urazem brzucha należy do niezwykle rzadkich zdarzeń. Możliwe, że Houdini już wcześniej cierpiał na rozwijające się zapalenie wyrostka, a ciosy nasiliły dolegliwości lub odwróciły uwagę od rzeczywistej choroby.

Istotną rolę mogła odegrać również jego własna decyzja. Iluzjonista przez kolejne dni zwlekał z podjęciem leczenia, a nawet po otrzymaniu wyraźnych zaleceń lekarskich postanowił wystąpić przed publicznością.

W historii tej pojawia się jeszcze jeden, zaskakujący szczegół.

Po śmierci Houdiniego jego żona Bess podtrzymywała wersję, według której bezpośrednią przyczyną tragedii był nieszczęśliwy wypadek. Według ustaleń przytoczonych przez Bibliotekę Kongresu polisa na życie artysty przewidywała podwojenie wypłaty w przypadku śmierci wskutek wypadku. Zamiast 25 tysięcy dolarów ubezpieczyciel wypłacił 50 tysięcy.

Begley wskazuje, że mogło to stanowić jeden z powodów szczególnego eksponowania historii o ciosach. Nie jest to jednak dowód, że wdowa świadomie stworzyła fałszywą opowieść.

Tak powstała legenda, która okazała się niemal równie trwała jak sceniczne dokonania Houdiniego.

Człowiek, który potrafił uciec ze wszystkiego

Zanim świat poznał Harry’ego Houdiniego, był chłopcem o nazwisku Ehrich Weiss.

Urodził się 24 marca 1874 roku w Budapeszcie, na terenie ówczesnych Austro-Węgier. Jego rodzina wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, gdy miał cztery lata. Zamieszkała w Appleton w stanie Wisconsin.

Ojciec przyszłego iluzjonisty był rabinem. Rodzinie nie zawsze dobrze się powodziło. Młody Ehrich podejmował różne zajęcia, szukając sposobu na zarobienie pieniędzy. Fascynowały go jednak przede wszystkim występy, sztuczki i pokazy niezwykłej sprawności.

Jako dziecko organizował własne przedstawienia. Później zainteresował się iluzją i występami scenicznymi. Przyjął pseudonim nawiązujący do francuskiego mistrza sztuki magicznej Jeana-Eugène’a Roberta-Houdina.

Tak narodził się Harry Houdini. Jego początki nie przypominały wielkiej kariery. Występował w niewielkich teatrach, na jarmarkach i w podrzędnych lokalach rozrywkowych. Przez długi czas zarabiał niewiele, a sukces wydawał się odległy.

W 1894 roku poślubił Wilhelminę Beatrice Rahner, znaną jako Bess. Została również jego sceniczną partnerką. Razem wykonywali między innymi numer polegający na błyskawicznej zamianie miejsc w zamkniętym kufrze.

Prawdziwy przełom przyniosło jednak coś znacznie prostszego: kajdanki. Houdini zaczął publicznie rzucać wyzwania policjantom. Pozwalał zakładać sobie kajdanki, zamykać się w celach i krępować łańcuchami. Następnie na oczach świadków uwalniał się z zabezpieczeń.

Podczas europejskich występów potrafił doprowadzić do sytuacji, w której miejscowa policja próbowała znaleźć sposób na jego skuteczne uwięzienie. Każda udana ucieczka stawała się reklamą następnego przedstawienia. Dla publiczności najważniejsze było jedno pytanie: czy tym razem naprawdę się uwolni?

Z czasem wyzwania stawały się coraz bardziej spektakularne. Houdini skakał do rzek ze skutymi rękami. Dawał zamykać się w drewnianych skrzyniach. Wydostawał się z kaftanów bezpieczeństwa, niekiedy wisząc głową w dół na znacznej wysokości.

Jednym z jego najsłynniejszych numerów była tak zwana chińska cela tortur wodnych. Iluzjonistę zamykano głową w dół w wypełnionym wodą zbiorniku. Nogi miał unieruchomione, a przed publicznością rozpoczynała się dramatyczna walka z czasem.

Widzowie mogli oglądać człowieka, który pozornie znalazł się w sytuacji bez wyjścia.

Właśnie tę emocję Houdini opanował do perfekcji. Wykorzystywał naturalny lęk przed utonięciem, uwięzieniem i utratą kontroli. Wiedział, że prawdziwe napięcie pojawia się nie wtedy, gdy sztuczka jest piękna, ale gdy przez chwilę wydaje się, że może zakończyć się tragedią.

Nie wszystkie jego dokonania miały jednak charakter niebezpiecznych ucieczek. W 1918 roku w nowojorskim Hippodrome zasłynął także numerem ze zniknięciem słonia. Pracował przy filmach, prowadził własną wytwórnię i interesował się lotnictwem.

Harry Houdini i jego żona Beatrice „Bess” Houdini, około 1922 roku. Po śmierci męża Bess przez dziesięć lat uczestniczyła w seansach spirytystycznych, próbując nawiązać z nim kontakt. FOTO: Smith, St. Louis / McManus-Young Collection / Library of Congress.
Harry Houdini i jego żona Beatrice „Bess” Houdini, około 1922 roku. Po śmierci męża Bess przez dziesięć lat uczestniczyła w seansach spirytystycznych, próbując nawiązać z nim kontakt. FOTO: Smith, St. Louis / McManus-Young Collection / Library of Congress.

Houdini bardzo dobrze rozumiał również siłę mediów. Jego przedsięwzięcia były tak organizowane, by gazety miały o czym pisać. W czasach bez internetu i telewizji potrafił wywoływać zainteresowanie porównywalne do tego, jakie współcześnie budzą największe gwiazdy rozrywki.

Co ciekawe, człowiek, który sprawiał wrażenie posiadającego nadprzyrodzone zdolności, był jednocześnie jednym z najbardziej zdecydowanych przeciwników osób twierdzących, że naprawdę kontaktują się z duchami.

Po śmierci ukochanej matki w 1913 roku jeszcze intensywniej interesował się spirytualizmem. Uczestniczył w seansach, obserwował media i analizował stosowane przez nie metody.

Ostatecznie zaczął publicznie demaskować oszustów. Pokazywał, jak można wywoływać tajemnicze odgłosy, pozorne poruszenia przedmiotów i inne zjawiska uznawane przez uczestników seansów za dowody obecności zmarłych.

Jego działalność doprowadziła nawet do konfliktu z Arthurem Conan Doyle’em, twórcą Sherlocka Holmesa, który był zwolennikiem spirytualizmu.

To jeden z najbardziej przewrotnych epizodów w historii obu mężczyzn. Autor słynnego literackiego detektywa wierzył w możliwość kontaktu ze światem duchów, podczas gdy iluzjonista, zawodowo produkujący niewiarygodne zjawiska, domagał się na nie wiarygodnych dowodów.

I właśnie ta walka z fałszywymi mediami prowadzi do najbardziej niezwykłego rozdziału historii Houdiniego. Rozdziału, który rozpoczął się dopiero po jego śmierci.

Tajne hasło, seanse i ostatnia próba przywołania ducha

Houdini wiedział, jak łatwo oszukać człowieka, który bardzo pragnie ponownie zobaczyć zmarłą bliską osobę. Dlatego jeszcze za życia zawarł z żoną niezwykłą umowę. Jeżeli po śmierci rzeczywiście możliwy byłby kontakt ze światem żywych, miał spróbować przekazać Bess specjalną wiadomość.

Nie chodziło o przypadkowe stukanie w stół, niejasne głosy czy przesuwające się przedmioty. Istniał sekretny kod, który miał pozwolić rozpoznać autentyczny przekaz. Kluczowym słowem było „Rosabelle”, związane z piosenką wykonywaną kiedyś przez Bess. Pozostała część umówionego szyfru układała się w słowo „Believe”, czyli „Uwierz”.

Dla małżeństwa miała to być ostatnia próba sprawdzenia tego, czy śmierć rzeczywiście oznacza definitywny koniec kontaktu.

Po odejściu męża Bess przez dziesięć lat uczestniczyła w seansach spirytystycznych. Kolejni ludzie twierdzili, że potrafią przywołać wielkiego iluzjonistę. Nie pojawił się jednak przekaz, który wdowa uznałaby ostatecznie za wiarygodny.

Kulminacja nastąpiła 31 października 1936 roku, w dziesiątą rocznicę śmierci Houdiniego. Na dachu hotelu Knickerbocker w Hollywood zgromadziło się około 300 osób. Przygotowano specjalne miejsce dla uczestników seansu. Były pamiątki po zmarłym, jego fotografia, kajdanki i przedmioty wykorzystywane podczas podobnych ceremonii. Wśród zgromadzonych znajdowali się iluzjoniści, przedstawiciele środowisk spirytystycznych i zaproszeni goście. Przebieg wydarzenia utrwalono również w nagraniu.

Bess czekała. Próbowano nawiązać kontakt z Houdinim, ale żaden z oczekiwanych sygnałów nie nadszedł.

Amerykańskie gazety donoszą o śmierci Harry’ego Houdiniego. Iluzjonista zmarł 31 października 1926 roku w Detroit, w wieku 52 lat. Na zdjęciu wycinki z „San Francisco Chronicle” i „Long Beach Press-Telegram”. Źródło: McManus-Young Collection / Library of Congress.
Amerykańskie gazety donoszą o śmierci Harry’ego Houdiniego. Iluzjonista zmarł 31 października 1926 roku w Detroit, w wieku 52 lat. Na zdjęciu wycinki z „San Francisco Chronicle” i „Long Beach Press-Telegram”. Źródło: McManus-Young Collection / Library of Congress.

Ostatecznie wdowa ogłosiła zakończenie wieloletnich prób. Nie uzyskała dowodu, że jej mąż może porozumiewać się z żywymi. Symbolicznie zgasiła światło podtrzymywane przez lata na jego pamiątkę.

W ten sposób zakończyła się ostatnia próba Bess, ale nie zakończyła się tradycja. Przez następne dekady kolejne pokolenia iluzjonistów i miłośników tajemnic organizowały seanse poświęcone Houdiniemu. Halloween stało się naturalną datą takich spotkań.

W sobotę, 31 października 2026 roku, historia zatoczy kolejne koło. W American Museum of Magic w miejscowości Marshall w stanie Michigan zaplanowano specjalny seans z okazji setnej rocznicy śmierci iluzjonisty. Wydarzenie ma potrwać od godziny 12.00 do 15.00 miejscowego czasu, obejmując również godzinę, o której Houdini zmarł sto lat wcześniej.

Organizatorzy zapowiadają odtworzenie ceremonii wzorowanej na seansie z 1978 roku. Uczestnicy mają zgromadzić się wokół autentycznych historycznych rekwizytów związanych z Houdinim, w tym słynnego zbiornika wykorzystywanego podczas numeru z ucieczką z bańki na mleko. Muzeum zapowiada również wykorzystanie przedmiotu nazywanego Spirit Trumpet, związanego z dawnymi praktykami spirytystycznymi.

Nad przebiegiem wydarzenia mają czuwać przedstawiciele lokalnych władz, a organizatorzy deklarują, że nie będzie ono oparte na sztuczkach iluzjonistycznych.

W samym Detroit, gdzie Houdini zmarł, przygotowano natomiast osobne obchody pod nazwą „Houdini 100: Magic & Mystery”. W tamtejszym muzeum historycznym zaplanowano pokazy iluzjonistyczne, opowieści o życiu artysty i wydarzenia przypominające atmosferę widowisk sprzed wieku.

Zainteresowanie ma również wymiar naukowy i historyczny. Biblioteka Kongresu przypomniała, że w jej zbiorach znajduje się niezwykła spuścizna Houdiniego: około czterech tysięcy książek dotyczących iluzji, magii, czarów, demonologii, spirytualizmu i zjawisk paranormalnych. Najstarsze pozycje pochodzą jeszcze z XV wieku.

To dziedzictwo człowieka, który zarabiał na tworzeniu złudzeń, ale jednocześnie poświęcił wiele lat na wyjaśnianie, dlaczego nie należy bezkrytycznie wierzyć w rzeczy pozornie niewytłumaczalne.

I właśnie dlatego setna rocznica śmierci Houdiniego jest czymś więcej niż wspomnieniem wielkiego artysty.

W Halloween 2026 roku uczestnicy seansu w Michigan ponownie spróbują uzyskać odpowiedź na pytanie zadawane od stu lat. Czy człowiek, który potrafił pokonać niemal każde zabezpieczenie, mógłby znaleźć sposób, by przekroczyć również granicę śmierci?

Do tej pory żaden seans nie dostarczył wiarygodnego dowodu, że mu się to udało. A jednak ludzie wciąż przychodzą. Wciąż przygotowują dawne rekwizyty, siadają wokół stołów i czekają na wiadomość od człowieka, który zmarł 31 października 1926 roku.

Najwyraźniej Houdini pozostawił po sobie jeszcze jedną, wyjątkowo skuteczną iluzję.

Sprawił, że nawet sto lat po jego śmierci publiczność nadal czeka na następny numer.

Maciej Naskręt

Maciej Naskręt

Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

WbijamSzpile.pl

Nie kończ na jednym tekście

Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.

Dołącz do nas i bądź na bieżąco:

Chcesz wiedzieć, co będzie dalej?

Obserwuj temat. Damy Ci znać, gdy wrócimy do tej sprawy.

Damy Ci znać, gdy wrócimy do tej sprawy.
Wbijam Szpile poleca

W tym samym temacie

Wybierz kolejny artykuł
Ładowanie zdjęcia