Na Wyspie Sobieszewskiej znaleziono szczątki niemieckiego żołnierza z końcówki II wojny światowej. Jednak to nie samo odkrycie w lesie budzi największe emocje. W ustach zmarłego znajdował się różaniec. Kto i po co go tam umieścił?
Nietypowe odkrycie w lesie
Do odkrycia doszło w połowie marca podczas prac Fundacji Latebra. Organizacja od lat zajmuje się poszukiwaniem reliktów historii. Tym razem badacze trafili na szczątki żołnierza niemieckiego. Miejsce nie jest przypadkowe. Wyspa Sobieszewska była świadkiem dramatycznych wydarzeń końca wojny. To tu przebiegała ewakuacja w ramach operacji „Hannibal”. Był chaos, pośpiech i improwizowane pochówki.
Odkrycia dokonano podczas prowadzonych przez nas prac eksploracyjnych związanych z działaniami z końcowego okresu II wojny światowej. W połowie marca natrafiliśmy na szczątki żołnierza niemieckiego, przy których ujawniono nietypowy element – różaniec umieszczony w ustach zmarłego – powiedział PAP Stanisław Zachariasz z Fundacji Latebra.
Szczątki zalegały na głębokości typowej dla lat 1944–1945. To sugeruje szybki, prowizoryczny pochówek. Jednak obecność różańca w ustach zupełnie nie wpisuje się w ten schemat. Ktoś wykonał gest, który trudno uznać za przypadkowy.
Czytaj więcej: 15 lat od zaginięcia Iwony Wieczorek – raport
Kim był odnaleziony żołnierz
W pobliżu odnaleziono nieśmiertelnik. To klucz do tożsamości. Żołnierz należał do jednostki Infanteriegeschütz-Ersatz-Kompanie, prawdopodobnie numer 29. Numer identyfikacyjny to 2469, grupa krwi A. To były oddziały wsparcia piechoty. Obsługiwały lekkie działa, które trafiały bezpośrednio na linię walk.
W praktyce oznaczało to jedno. Ci ludzie nie stali z tyłu. Trafiali tam, gdzie było najgoręcej. I często ginęli równie szybko jak piechota szturmowa. Co istotne, w armii niemieckiej istniał zwyczaj wkładania części nieśmiertelnika do ust poległego. Chroniło to dane identyfikacyjne.
Jednak tutaj zamiast metalu pojawił się przedmiot religijny. I to zmienia wszystko.
Zobacz: Katastrofa statku “Wilhelm Gustloff” – największa tragedia morska II wojny światowej
Różaniec zamiast ostatniego sakramentu
Najwięcej pytań dotyczy samego różańca. To nie był element standardowego pochówku. Antropolog kultury dr Agnieszka Bednarek-Bohdziewicz wskazuje, że mamy do czynienia z czymś znacznie bardziej osobistym.
Różaniec w ustach zmarłego nie stanowił standardowego elementu pochówku, mógł być osobistym manifestem wiary – albo samego poległego, albo osoby, która go grzebała – powiedziała PAP.
Możliwe są różne scenariusze. Ktoś mógł świadomie przygotować ciało do „ostatniej drogi”. W warunkach frontowych brakowało księży. Brakowało sakramentów. W efekcie pojawiały się zastępcze gesty. Proste, ale pełne znaczenia.
Jednak równie prawdopodobna jest inna wersja. Żołnierz mógł trzymać różaniec w ustach w chwili śmierci. To odruch znany z sytuacji skrajnego stresu. Ostatnia próba uchwycenia się wiary.
Czy to naprawdę przypadek?
Wiara, strach i wojna
Warto zauważyć, że w regionie Pomorza silne były dawne wierzenia związane ze śmiercią. Usta traktowano jako granicę między światem żywych i zmarłych. Wkładanie przedmiotów do ust miało chronić. Czasem duszę. Czasem żywych.
Brzmi to jak echo dawnych opowieści. Jednak wojna często przywraca takie schematy myślenia. W ekstremalnych warunkach człowiek szuka sensu i ochrony. Nawet w najprostszych symbolach.
Tymczasem badacze wskazują na zjawisko tzw. religii okopowej. To sytuacja, w której wiara przestaje być instytucją. Staje się czymś osobistym. Intymnym. Czasem desperackim.
Co dalej ze znaleziskiem
Szczątki zostały zabezpieczone i przekazane do dalszych badań. Celem jest identyfikacja i godny pochówek. Prace prowadzono za zgodą konserwatora zabytków i we współpracy z Nadleśnictwem Gdańsk.
Co więcej, teren może skrywać więcej takich historii. Badacze nie wykluczają kolejnych odkryć. Wyspa Sobieszewska wciąż oddaje swoje tajemnice. Powoli, warstwa po warstwie.
mn/PAP






