Na gdańskiej Letnicy narasta frustracja. Osiedle rośnie, bloków przybywa, ale podstawowa infrastruktura wciąż pozostaje jak w latach 90. ubiegłego wieku. Działa tam patodroga. Mieszkańcy mają dość prowizorycznych rozwiązań drogowych i składają petycję do władz miasta. Domagają się konkretów, terminów i zakończenia wieloletniego impasu.
Pismo zostało skierowane do prezydent Gdańska na podstawie ustawy o petycjach z 11 lipca 2014 roku. Podpisani mieszkańcy wnoszą o realizację układu drogowego obejmującego przedłużenie ul. Pokoleń Lechii Gdańsk, przebudowę ul. Letnickiej oraz budowę projektowanej ul. Nowej Muzycznej wraz z rondem. Chcą też zaprzestania aneksowania umów i podjęcia działań, które pozwolą zakończyć sprawę w wyznaczonym czasie. Wnioskują również o konsultacje społeczne w sprawie nazwy ronda.
Droga, której wciąż nie ma – patodroga
Letnica w ostatnich latach intensywnie się zabudowała. Ceny mieszkań wzrosły tu z około 8 tys. zł do ponad 17 tys. zł za m². Powstało osiedle dla kilkunastu tysięcy osób. Na miejscu działają sklepy i punkty usługowe.
Problem polega na tym, że mieszkańcy do dziś poruszają się po prowizorycznej nawierzchni z betonowych płyt i asfaltowych łat. Ulica Letnicka – jak wskazano w uzasadnieniu petycji – stanowi zagrożenie dla zdrowia i życia. Brakuje chodnika i pobocza. Oświetlenie jest niewystarczające. Nawierzchnia ma liczne ubytki.
Przy rosnącym natężeniu ruchu pieszych i samochodów to sytuacja trudna do zaakceptowania. Szczególnie dla rodzin z dziećmi i osób starszych.
>>>> PETYCJA MIESZKAŃCÓW DO WŁADZ MIASTA
Remont na pokaz?
Niedawne prace naprawcze nie przekonały mieszkańców. Usunięto część płyt i zalano wybrane fragmenty asfaltem. W praktyce droga wciąż pozostaje w złym stanie.
Z dokumentów wynika, że koszt budowy drogi miał ponieść deweloper. Tymczasem – jak twierdzą autorzy petycji – ostatecznie płacą podatnicy. Dodatkowo od lat podpisywane są aneksy do umów między miastem a inwestorami odpowiedzialnymi za rozbudowę układu drogowego. W ocenie mieszkańców to działania zastępcze, które odwlekają realne rozwiązanie problemu.
Podkreślają, że bezpieczeństwo nie może być zakładnikiem proceduralnych sporów.

Autobus, który nie przyjechał
Brak odpowiedniej drogi oznacza brak komunikacji miejskiej. Przez dwa lata przy osiedlu stał przystanek autobusowy. Autobus jednak nigdy nie wjechał na tę trasę. W końcu przystanek zdemontowano.
Dziś osoby bez samochodu muszą docierać do przystanku pod wiaduktem. Prowadzi tam nieutwardzona trasa przez zarośla. Wieczorami bywa tam ciemno, a w czasie wydarzeń na pobliskim stadionie robi się tłoczno i nerwowo. Osoby z niepełnosprawnościami, rodzice z wózkami, młodzież – wszyscy odczuwają skutki tej sytuacji.
To realne wykluczenie komunikacyjne. Nie na obrzeżach miasta, lecz kilka kilometrów od centrum.
Koszty, które ponoszą mieszkańcy
Zły stan nawierzchni przekłada się na konkretne wydatki. Uszkodzone zawieszenia, opony, podwozia. Każda naprawa to kilkaset złotych, czasem więcej. W skali roku daje to znaczące kwoty.
Mieszkańcy od lat zgłaszają problem i domagają się wyjaśnień. W petycji piszą wprost, że oczekują niezwłocznych, mierzalnych decyzji. Chcą zakończenia sytuacji, w której odpowiedzialność się rozmywa.
Trudno im się dziwić. Nikt, kupując mieszkanie za kilkanaście tysięcy zł za m², nie zakłada, że codzienna droga do pracy czy szkoły będzie przypominać przejazd po placu budowy.
Zobacz też: Deweloperzy rządzą, urzędnicy milczą. Letnica czeka na drogi
mn

