Gdańsk: spotkanie przy stole czy PR-owa akcja władz miasta?

Spotkanie prezydent Gdańska z mieszkańcami Śródmieścia miało być rozmową „przy stole”. I stoły faktycznie były. Byli też urzędnicy, radni, prezydent Aleksandra Dulkiewicz i mieszkańcy, którzy przyszli z konkretnymi sprawami. Tylko po wyjściu ze szkolnego holu zostało pytanie, czy to było realne załatwianie problemów, czy raczej miejski obrazek do pokazania: władza blisko ludzi, kartki na stole, ktoś coś notuje.

Bo mieszkańcy przyszli nie po atmosferę. Przyszli po odpowiedzi.

Spotkanie w gwarze

Już sama forma spotkania budziła wątpliwości. Wydarzenie odbyło się w holu Szkoły Podstawowej nr 50 przy ul. Grobla IV 8. W teorii – dostępnie, w centrum dzielnicy, blisko ludzi. Spotkanie miało być na zewnątrz, ale padał deszcz. W praktyce – hałas, echo, rozmowy prowadzone obok siebie i mieszkańcy próbujący przebić się ze swoimi sprawami.

Jeden z uczestników ujął to krótko: „na korytarzach to tak trochę nie bardzo”. Bez wielkiej publicystyki, ale celnie.

Inny mieszkaniec zwrócił uwagę, że lepiej byłoby rozdzielić takie rozmowy do osobnych pomieszczeń. Bo jeśli ktoś ma mówić o schodach, parkowaniu, fasadach kamienic albo problemach osób z niepełnosprawnością, to trudno robić to w warunkach, w których trzeba przekrzykiwać kilka stolików naraz.

I tu pojawia się pierwszy zgrzyt. Spotkanie nazwano rozmową z mieszkańcami, ale publicznych pytań właściwie nie było. Po wystąpieniu prezydent ludzi skierowano do stolików. Każdy ze swoją sprawą, każdy osobno. Wygodne? Na pewno. Bezpieczne? Też. Tylko czy o to chodzi w rozmowie mieszkańców z władzą?

„Sprawę załatwiłam”, ale nie z prezydent

Nie wszyscy wyszli rozczarowani. Jedna z mieszkanek powiedziała wprost, że swojej sprawy nie omawiała z prezydent, ale rozmawiała z wiceprezydentem Piotrem Grzelakiem i radną Emilią Lodzińską.

Chodziło o schody na ul. Mariackiej.

One są w strasznym, opłakanym stanie – mówiła mieszkanka.

Dodała, że teraz trzeba będzie rozmawiać z konserwatorem. Czyli coś udało się ruszyć. Przynajmniej na poziomie kontaktu i wskazania dalszej drogi.

I to jest właśnie ta część, której nie można lekceważyć. Dla mieszkańca możliwość podejścia do konkretnej osoby z urzędu bywa ważna. Zwłaszcza gdy wcześniej sprawa krąży między wydziałami, pismami i odpowiedziami, z których niewiele wynika. Czasem jedno spotkanie twarzą w twarz daje więcej niż kilka maili.

Tyle że znowu – daje kontakt. Nie zawsze rozwiązanie.

Fasady przy Świętojańskiej i zwykły brak pieniędzy

Bardzo ludzko zabrzmiała też sprawa mieszkańców ul. Świętojańskiej. Mówili, że mieszkają przy kościele św. Jana, w miejscu, gdzie jest spory ruch, imprezy i szlak turystyczny. A ich kamienice są w złym stanie.

Nasz ciąg kamienic jest w tak opłakanym stanie, że nie można na niego patrzeć – mówiła mieszkanka. I zaraz dodała, że mieszkańców po prostu nie stać na remont fasady.

To nie jest problem z folderu promocyjnego. To jest życie w centrum Gdańska. Z jednej strony zabytki, turyści, reprezentacyjne ulice. Z drugiej – wspólnoty mieszkaniowe, które nie mają środków, żeby odnowić budynki tak, jak oczekiwałoby miasto, konserwator i pewnie każdy przechodzień z aparatem.

Mieszkańcy przyszli zapytać, czy miasto może ich wesprzeć. Nie udało im się jednak przebić do konkretnej rozmowy tak, jak chcieli. Usłyszeli, gdzie szukać kontaktu i jak próbować dalej.

Spróbujemy w trybie normalnym – powiedziała mieszkanka.

No właśnie. Tryb normalny. Dla urzędu normalny. Dla mieszkańca często męczący, długi i pełen odbijania się od drzwi.

Czytaj też: Dulkiewicz rozpulchnia urząd. Zwiększa zatrudnienie w Komisji Alkoholowej

Parkowanie, chodniki i meleksy

Kolejny głos dotyczył parkowania i ruchu w Śródmieściu. Jeden z mieszkańców przyszedł przede wszystkim po rozmowę ze strażą miejską. Mówił o samochodach zostawianych w miejscach niewyznaczonych, na chodnikach i terenach zielonych. Szczególnie w sezonie, kiedy centrum Gdańska jest mocniej obciążone.

Pojawił się też temat meleksów i tego, jak poruszają się po Śródmieściu.

Mieszkaniec relacjonował, że przedstawiciel straży miejskiej był „bardzo przyjemny” i wyjaśnił, jakie są siły i środki. Brzmi uprzejmie. Tylko problem pozostaje ten sam. Jeśli kierowcy parkują, gdzie chcą, jeśli chodniki są zastawione, jeśli ruch turystyczny zaczyna dominować nad codziennym życiem mieszkańców, to sama uprzejmość nie wystarczy.

Mieszkaniec mówił, że chciał zwrócić uwagę na problem. „Być może zostanie to gdzieś odnotowane” – stwierdził.

To „być może” mówi bardzo dużo.

Osoby z niepełnosprawnością nie mogą czekać rok

Najostrzej wybrzmiała wypowiedź dotycząca osób z niepełnosprawnością. Jeden z mieszkańców mówił, że od 2 lat trwa zabieganie o powołanie pełnomocnika do spraw osób z niepełnosprawnością w Gdańsku.

Nie ma woli politycznej – ocenił Paweł Zarzycki.

Padły też konkretne terminy. Według tej relacji na spotkanie z wiceprezydentem w Gdańsku czeka się pół roku, a na spotkanie ze społeczną radą do spraw osób z niepełnosprawnością czekano ponad rok.

To już nie jest dyskusja o tym, czy stoliki stały wygodnie. To jest sprawa ludzi, którzy często potrzebują pomocy szybko. Czasem natychmiast. Nie za rok, nie po serii maili, nie po kolejnym „wrócimy do tematu”.

Ile ludzie mają cierpliwości, te osoby, które są w kryzysie? – pytał Zarzycki.

To pytanie powinno wisieć nad całym takim spotkaniem. Bo miejska procedura może działać wolno. Człowiek w kryzysie nie zawsze może.

Zobacz też: Gdańsk dopiero ósmy w rankingu medialności urzędów miast

Była rozmowa, ale czy była odpowiedzialność?

Kilku uczestników zauważało, że urzędnicy chcieli rozmawiać. I to trzeba uczciwie zapisać. Nikt nie mówił, że przy stolikach siedzieli ludzie niegrzeczni czy zamknięci na mieszkańców. Przeciwnie – pojawiały się głosy, że można było podejść, zapytać, dostać kontakt, usłyszeć podpowiedź.

Jeden z mieszkańców powiedział nawet, że jeśli ktoś ma konkretny problem, taka bezpośrednia rozmowa może pomóc go przynajmniej skonfrontować z władzami miasta. To prawda. Nie każdy chce występować publicznie przy kilkudziesięciu osobach. Nie każdy ma na to odwagę albo nerwy.

Ale z drugiej strony brak otwartej części z pytaniami sprawił, że problemy się rozproszyły. Każdy mówił osobno. Jedna sprawa przy jednym stoliku, druga przy drugim, trzecia gdzieś w hałasie obok. Nie było wspólnego momentu, w którym prezydent Gdańska musiałaby usłyszeć przy wszystkich: mieszkańcy Śródmieścia mają problem z parkowaniem, hałasem, ruchem turystycznym, remontami, dostępnością urzędu.

A to robi różnicę.

Bo stolik przyjmie wszystko. Notatka też. Pytanie publiczne trudniej schować.

Najważniejsze będzie po spotkaniu

Czy takie spotkania mają sens? Mają. Ale tylko pod jednym warunkiem: że nie kończą się w chwili, gdy urzędnicy składają kartki, a fotografowie chowają aparaty.

Mieszkaniec zaangażowany w sprawy osób z niepełnosprawnością powiedział coś ważnego: najważniejsze jest to, co wydarzy się „jutro, pojutrze, gdzieś za biurkiem, gdzieś w czeluściach Urzędu Miasta”. Bardzo trafne. Bo właśnie tam okaże się, czy to była realna rozmowa, czy tylko zbieranie tematów do urzędowej szuflady.

Jeśli schody na Mariackiej doczekają się konkretów, jeśli mieszkańcy Świętojańskiej dostaną jasną ścieżkę wsparcia, jeśli straż miejska naprawdę mocniej zajmie się parkowaniem i ruchem, jeśli temat osób z niepełnosprawnością przestanie grzęznąć miesiącami – wtedy można będzie powiedzieć: dobrze, to miało sens.

Ale jeśli za kilka tygodni mieszkańcy usłyszą tylko, że sprawa jest analizowana, przekazana, odnotowana albo wymaga dalszych uzgodnień, to trudno będzie uciec od wrażenia, że całość była głównie PR-em.

Ładnym, miejskim, dobrze oświetlonym. Ale jednak PR-em.

Bo mieszkańcy Śródmieścia nie przyszli po zdjęcie z panią prezydent. Przyszli ze swoimi schodami, fasadami, chodnikami, meleksami i czekaniem po pół roku na rozmowę. Przyszli z codziennością, która nie mieści się w komunikacie prasowym.

Teraz piłka jest po stronie miasta, a portal wbijamszpile.pl będzie się tej piłce przyglądać.

Czytaj też: Mieszkańcy Śródmieścia mają dość. Czas na trudne pytania do Dulkiewicz

mn

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.