Senator Tomasz Lenz został wykluczony z Koalicji Obywatelskiej. Według informacji przekazanych Polsat News decyzja miała zapaść po wniosku Donalda Tuska. Tłem jest sprawa zabiegu przeprowadzonego u syna polityka w szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim. Chodzi o procedurę wykonaną poza zwykłą kolejnością oraz dokumentację, w której kontrolerzy dopatrzyli się poważnych nieprawidłowości.
To politycznie niewygodna historia. Zwłaszcza dla formacji, która bardzo często mówi o standardach, przejrzystości i równości wobec zasad.
Sprawa zaczęła się od zabiegu
Według wcześniejszych ustaleń Wirtualnej Polski, do nieprawidłowości w szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim miało dojść 15 marca. Chodziło o organizację zabiegu medycznego u osoby z najbliższej rodziny senatora Tomasza Lenza.
Po publikacji sprawa nie została już w szpitalnych korytarzach. Placówka powołała wewnętrzną komisję, która miała sprawdzić, co dokładnie się wydarzyło. Równolegle ruszyła kontrola Narodowego Funduszu Zdrowia.
To ważny szczegół, bo w takich sprawach opinia publiczna zwykle słyszy dwa światy. Z jednej strony polityk i jego tłumaczenia. Z drugiej – dokumenty, procedury i kontrolerzy. A tam, gdzie w grę wchodzi kolejka do leczenia, nerwy są szczególnie łatwe do zrozumienia. Bo każdy zna kogoś, kto czekał. Czasem tygodniami. Czasem miesiącami.
Kara dla szpitala
Kontrola zakończyła się dla placówki finansowo boleśnie. NFZ nałożył na szpital karę w wysokości 134 tys. zł.
Dyrektor szpitala Mariusz Trojanowski przekonywał, że ustalenia komisji wewnętrznej i Funduszu są zbieżne. W jego ocenie podważa to wersję przedstawianą przez senatora. Zapowiadał również, że po analizie uzasadnienia wystąpienia pokontrolnego zapadnie decyzja, czy szpital będzie odwoływał się od kary.
Na tym etapie sprawa wyszła już daleko poza lokalny spór o jeden zabieg. Stała się testem politycznej odporności Koalicji Obywatelskiej. Bo gdy pojawia się podejrzenie, że ktoś związany z władzą mógł skorzystać z uprzywilejowanej ścieżki, opinia publiczna nie będzie czekać na gładkie komunikaty. Ludzie reagują prosto: jedni stoją w kolejce, inni podobno nie muszą.
I trudno się dziwić.
Lenz odpierał zarzuty
Tomasz Lenz już na początku kwietnia przekonywał w oświadczeniu, że zabieg jego syna przeprowadzono w warunkach szpitalnych, przez lekarzy pełniących tego dnia dyżur, z zachowaniem procedur medycznych.
Później senator i jego żona odnieśli się także do kwestii dokumentacji. Podkreślali, że dokumenty dotyczące zabiegu 13-letniego dziecka posiadają rodzice, a według ich wiedzy także kontrolerzy NFZ oraz Izba Lekarska w Toruniu.
Jednocześnie zarzucili dyrektorowi szpitala, że ten ma rozpowszechniać w mediach informacje, jakoby dokumentacji nie posiadał. Zapowiedzieli więc zawiadomienie prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez dyrektora placówki w Aleksandrowie Kujawskim. Takie zawiadomienie zostało złożone.
Mamy więc konflikt nie tylko polityczny, ale też prawny i wizerunkowy. A do tego bardzo delikatny, bo dotyczy dziecka. Tego elementu nie da się pominąć. Ale nie da się też udawać, że nazwisko senatora nie ma tu znaczenia.
Czytaj też: Alarmująca luka finansowa w polskim NFZ
Decyzja polityczna zapadła
Najmocniejszy ruch nastąpił teraz. Senator Tomasz Lenz został usunięty z Koalicji Obywatelskiej. Polsat News potwierdził tę informację u jednego z polityków formacji. Decyzja miała zostać podjęta na wniosek Donalda Tuska.
To sygnał wysłany do własnego obozu, ale też do wyborców. KO najwyraźniej uznała, że sprawa jest zbyt obciążająca, by zostawić ją w półcieniu i liczyć, że emocje opadną. Nie opadły.
W polityce czasem jeden szpitalny dokument waży więcej niż długie przemówienie. Tu nie chodzi o błąd rzędu kilku proc. w ankiecie czy niezręczny wpis w mediach społecznościowych. Chodzi o podejrzenie obejścia zasad w miejscu, gdzie zwykły człowiek najczęściej nie ma żadnych znajomości, żadnego telefonu do „kogoś wyżej” i żadnej drogi na skróty.
Dlatego ta sprawa uderza tak mocno.
Standardy pod lupą
Dla Koalicji Obywatelskiej wykluczenie Lenza może być próbą przecięcia tematu. Ale nie oznacza końca pytań. Pozostaje kwestia ustaleń NFZ, ewentualnego odwołania szpitala od kary, zawiadomienia do prokuratury i odpowiedzialności osób, które organizowały zabieg.
Politycznie szkoda już się dokonała. Nawet jeśli senator będzie dalej bronił swojej wersji, a rodzina będzie walczyć o swoje racje, obraz sprawy jest dla opinii publicznej prosty i nieprzyjemny: zabieg poza kolejką, nieprawidłowości w dokumentacji, kara 134 tys. zł i wyrzucenie z partii rządzącej.
To wystarczy, by historia żyła własnym życiem.
mn/Polsat News/Wirtualna Polska
