Obywatel Norwegii został napadnięty w centrum Gdańska. Sprawcy mieli grozić mu nożem, zabrać telefon, pieniądze i zmusić do wypłat z bankomatu. Policjanci szybko ustalili, że podejrzani zamierzają opuścić Polskę samolotem. Nie zdążyli. Czterech młodych mężczyzn trafiło do aresztu na 3 miesiące.
Do rozboju doszło przy ul. Stągiewnej, czyli w miejscu dobrze znanym turystom. I właśnie dlatego ta sprawa brzmi szczególnie niepokojąco. Bo centrum miasta, wieczór, gość z zagranicy – a potem nóż, bankomat i szybka próba ucieczki za granicę.
Napad w samym centrum miasta
Zgłoszenie trafiło do policjantów w miniony czwartek. Według ustaleń funkcjonariuszy grupa mężczyzn zaatakowała przechodnia na ul. Stągiewnej w Gdańsku. Pokrzywdzonym był obywatel Norwegii.
Sprawcy mieli zagrozić mu nożem, a następnie ukraść telefon oraz kilka tysięcy koron norweskich. Na tym jednak nie koniec. Według policji mężczyźni zmusili ofiarę, aby wypłaciła pieniądze z bankomatu. Później zabrali jej kartę i sami dokonali kolejnych wypłat.
To już nie jest zwykła kradzież dokonana „przy okazji”. To brutalny rozbój, z presją, strachem i nożem w tle. Dla człowieka, który przyjechał do miasta jako turysta albo gość, takie kilka minut może zostać w głowie na długo. I nie pomoże potem tłumaczenie, że „Gdańsk jest generalnie bezpieczny”. Po czymś takim człowiek pamięta głównie ostrze i bankomat.
Czytaj też: Meneleksy w Gdańsku irytują mieszkańców centrum. Kto to zatrzyma?
Policja ruszyła za sprawcami
Sprawą zajęli się kryminalni z komisariatu w Śródmieściu. Funkcjonariusze zaczęli od analizy informacji, które udało się zebrać po zgłoszeniu. Zabezpieczono miejski monitoring i sprawdzono nagrania.
To właśnie praca operacyjna okazała się kluczowa. Policjanci ustalili nie tylko dane podejrzanych, ale też planowany termin ich powrotu do Szwecji. Czasu było niewiele. W takich sprawach kilka godzin może zdecydować, czy podejrzani zostaną zatrzymani w Polsce, czy trzeba będzie uruchamiać międzynarodowe procedury.
Tym razem do tego nie doszło.

Zatrzymanie przed odlotem
W piątek kryminalni ze Śródmieścia, wspólnie z funkcjonariuszami z gdańskiej komendy miejskiej, pojechali na lotnisko. Tam, razem ze Strażą Graniczną, ustalili miejsce zatrzymania podejrzanych.
Czterech mężczyzn nie zdążyło wejść do samolotu. Zostali zatrzymani na lotnisku i przewiezieni do komisariatu.
Zatrzymani to obywatele Królestwa Szwecji: Mohamad H (lat 17), Aran Acib A. (lat 23), Jabril H. (lat 18) i Senal Saned O. (lat 19). Młody wiek, szybka akcja, planowany wylot – wszystko wyglądało tak, jakby po napadzie chcieli po prostu zniknąć. Prosto i bez większej filozofii. Tym razem się nie udało.
Zarzuty i areszt
W sobotę zatrzymanych doprowadzono do Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Śródmieście. Usłyszeli zarzuty rozboju z użyciem noża. Prokurator wystąpił do sądu o zastosowanie środka zapobiegawczego. Sąd przychylił się do tego wniosku. Cała czwórka trafiła na 3 miesiące do aresztu.
To oznacza, że najbliższego czasu nie spędzą w Szwecji, tylko za kratami w Polsce, czekając na dalszy bieg sprawy. Przy tego typu zarzutach konsekwencje mogą być bardzo poważne. Za rozbój grozi do 15 lat więzienia. Jeśli sprawca posługuje się nożem, kara może wzrosnąć nawet do 20 lat pozbawienia wolności.
Nie chodzi więc o kilka proc. większe ryzyko czy drobny wybryk po imprezie. Prawo traktuje takie czyny bardzo surowo, bo nóż zmienia wszystko. W jednej chwili zwykły napad staje się sytuacją, w której ofiara nie wie, czy straci tylko telefon i pieniądze, czy także zdrowie.
Czytaj też: Nie żyje 26-latek ugodzony nożem w centrum Gdańska
Miasto, turyści i twarde pytania
Gdańsk żyje z ruchu turystycznego. Centrum miasta, zwłaszcza okolice znane odwiedzającym, powinno być miejscem, gdzie człowiek może przejść spokojnie, bez oglądania się przez ramię. Oczywiście żadna policja nie stoi na każdym rogu i nie przewidzi każdego ataku. Ale szybkie zatrzymanie podejrzanych pokazuje, że monitoring, współpraca służb i zwykła policyjna robota nadal mają znaczenie.
W tej sprawie szczególnie uderza bezczelność sprawców. Najpierw napad z nożem, potem wypłaty z bankomatu, a później próba wylotu z kraju. Jakby Polska miała być tylko miejscem szybkiej akcji i jeszcze szybszej ucieczki.
Nie była.
Teraz o dalszym losie czterech zatrzymanych zdecydują prokuratura i sąd. Dla pokrzywdzonego najważniejsze będzie jednak coś bardziej podstawowego: poczucie, że sprawa nie została zamieciona pod dywan, a ludzie odpowiedzialni za napad nie rozpłynęli się gdzieś za granicą.
mn

