Meneleksy w Gdańsku irytują mieszkańców centrum. Kto to zatrzyma? (FOTO: wbijamszpile.pl)

Meneleksy w Gdańsku irytują mieszkańców centrum. Kto to zatrzyma?

W centrum Gdańska pojawiło się zjawisko, które mieszkańcy opisują już nie tylko z irytacją, ale i z coraz większym niepokojem. Chodzi o meleksy wożące turystów po okolicach Starego i Głównego Miasta. Tyle że coraz częściej nie mówi się o nich „meleksy”, tylko „meneleksy” – od meneli, jak tłumaczą z przekąsem sami mieszkańcy. Brzmi brutalnie, ale trudno udawać, że nazwa wzięła się znikąd.

Bo gdy pojazd z głośną muzyką krąży po centrum, pasażerowie jadą z piwem w ręku, bez pasów i bez większego przejmowania się tym, co dzieje się dookoła, to trudno mówić o spokojnym zwiedzaniu. Bardziej przypomina to imprezę na kółkach. I to w samym sercu miasta.

Między atrakcją a objazdową imprezą

Meleksy same w sobie nie są problemem. W turystycznym mieście taka usługa może mieć sens. Ktoś przyjeżdża do Gdańska na kilka godzin, chce zobaczyć centrum, usłyszeć parę zdań o historii, przejechać się po najważniejszych miejscach. Normalna rzecz.

Problem zaczyna się wtedy, gdy zwiedzanie schodzi na drugi plan. Coraz częściej z takich pojazdów korzystają grupy młodych ludzi, które robią sobie z przejazdu mini dyskotekę. Muzyka, śmiech, alkohol, krążenie wokół najbardziej reprezentacyjnych ulic. Mieszkańcy widzą to regularnie. I nie są zachwyceni, delikatnie mówiąc.

Właśnie stąd wzięło się określenie „meneleksy”. Nie jest eleganckie, ale dobrze pokazuje skalę frustracji. Bo dla turysty to może być 20 minut zabawy. Dla człowieka mieszkającego przy trasie takich przejazdów – kolejny wieczór z hałasem pod oknem.

Zobacz też: Gdańsk: Mandaty i kontrole meleksów na ulicach

Piwo w ręku i zero pasów

Najbardziej niepokojąca jest jednak kwestia bezpieczeństwa. Pasażerowie takich pojazdów często jadą z alkoholem, bez pasów, nieprzypięci w żaden sposób. Wystarczy gwałtowniejszy manewr, nagłe hamowanie, nierówność na drodze. I zabawa może się skończyć bardzo źle.

Gdańsk zna już wypadki z udziałem meleksów. Dlatego trudno traktować ten temat jak niewinną miejską ciekawostkę. To nie są pojazdy poruszające się po zamkniętym placu. One jeżdżą po centrum miasta, wśród pieszych, rowerzystów, innych kierowców, rodzin z dziećmi, osób starszych.

I tu pojawia się proste pytanie: kto nad tym realnie panuje? Bo jeśli pasażerowie mogą jechać bez zabezpieczenia, z alkoholem w ręku, a pojazdy kursują po najbardziej uczęszczanych fragmentach miasta, to nie wystarczy powiedzieć, że „turyści się bawią”. Miasto to nie prywatna sala bankietowa.

Po 22 pojawia się alkohol

Z relacji przekazywanych przez radnych dzielnicy Śródmieście wynika, że sprawa ma jeszcze jeden, poważniejszy wymiar. Temat miał pojawić się również podczas spotkania radnych ze strażą miejską w czasie ostatniej sesji Rady Dzielnicy Śródmieście. Według tych sygnałów po godzinie 22 część kierujących meleksami ma oferować alkohol osobom, które chcą z nimi jechać.

Jeśli tak się dzieje, to nie mówimy już tylko o pobłażliwym podejściu do głośnych turystów. Mówimy o sytuacji, w której przejazd po mieście może być łączony ze sprzedażą alkoholu. A to brzmi jak kompletnie inny rodzaj działalności niż zwykłe oprowadzanie po Gdańsku.

Dla mieszkańców to różnica zasadnicza. Czym innym jest pojazd z przewodnikiem, a czym innym nocna objazdówka, w której alkohol staje się częścią atrakcji. Mała różnica na papierze. W praktyce ogromna.

Gdańsk przyciąga tłumy turystów, a meleksy stanowią dobry środek lokomocji (FOTO: wbijamszpile.pl)
Gdańsk przyciąga tłumy turystów, a meleksy stanowią dobry środek lokomocji (FOTO: wbijamszpile.pl)

Miasto nie prowadzi ewidencji

Do tego dochodzi jeszcze kwestia kontroli. Jak wynika z przekazywanych informacji, pojazdy poruszające się po Gdańsku nie są w żaden sposób ewidencjonowane przez miasto. To ważny szczegół, bo w innych turystycznych miejscowościach – takich jak Hel czy Władysławowo – takie rozwiązania funkcjonują.

Ewidencja nie rozwiązuje wszystkiego, ale daje punkt wyjścia. Wiadomo, kto jeździ, na jakich zasadach, ile jest takich pojazdów, komu można zadać pytanie i kogo można skontrolować. Bez tego robi się klasyczny miejski chaos: wszyscy widzą problem, ale odpowiedzialność rozmywa się gdzieś po drodze.

Nie wiadomo nawet, jaki proc. kursów wygląda tak, jak opisują mieszkańcy. Być może część przewoźników działa spokojnie i uczciwie. Tym bardziej powinni być zainteresowani tym, żeby oddzielić normalną usługę od nocnej partyzantki na kółkach.

Czytaj też: Gdańsk: spotkanie przy stole czy PR-owa akcja władz miasta?

Centrum ma swoje granice

Gdańsk żyje z turystyki i nikt rozsądny tego nie kwestionuje. Centrum ma być atrakcyjne, żywe, pełne ludzi. Ale jest granica między turystyką a samowolką. Między przejażdżką a objazdową imprezą z alkoholem. Między usługą dla gości a uciążliwością dla mieszkańców.

Najbardziej irytujące jest to, że problem nie wydaje się szczególnie skomplikowany. Potrzebne są jasne zasady: ewidencja pojazdów, kontrola po godzinie 22, sprawdzanie bezpieczeństwa pasażerów i reakcja na przypadki sprzedaży alkoholu. Bez wielkich konferencji i urzędowego teatru.

Bo dziś mieszkańcy centrum widzą „meneleksy” pod oknami, słyszą muzykę, widzą piwo w rękach pasażerów i mają prawo pytać, czy ktoś jeszcze traktuje Śródmieście jak normalne miejsce do życia. Nie tylko jak scenografię do wieczornego wypadu.

Czytaj też: Gdańsk: spotkanie przy stole czy PR-owa akcja władz miasta?

mn

Dołącz do naszej społeczności!

Śledź nas na naszych mediach społecznościowych i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz

Instrukcja: Możesz dodać komentarz bez podawania adresu e-mail. Jeśli jednak wpiszesz e-mail, otrzymasz powiadomienie o odpowiedziach na Twój komentarz. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi i przestrzeganie zasad netykiety.

Uwaga: Wydawca portalu wbijamszpile.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy publikowanych przez użytkowników. Komentarze odzwierciedlają jedynie opinie ich autorów. Zachęcamy do korzystania z kultury słowa i przestrzegania zasad netykiety.