Na Zatokę Gdańską przypłynie jednostka, która ma być jednym z najważniejszych elementów polskiego bezpieczeństwa energetycznego. W Korei Południowej zwodowano pływający terminal FSRU, budowany dla Gaz-Systemu. To nie jest efektowna wiadomość dla każdego, bo trudno ekscytować się konstrukcją ze stoczni. Ale za tą konstrukcją stoją bardzo konkretne sprawy – import gazu, ceny energii, odporność państwa i zwykłe rachunki w domach.
Nowy etap inwestycji
Spółka Gaz-System poinformował we wtorek, że w stoczni HD Hyundai Heavy Industries zwodowano pływającą jednostkę regazyfikacyjną FSRU. To ważny moment, bo oznacza zakończenie zasadniczych prac konstrukcyjnych. Teraz inwestycja wchodzi w kolejną fazę.
Jednostka ma pod koniec 2027 roku przypłynąć do Zatoki Gdańskiej. Tam stanie się sercem pierwszego polskiego pływającego terminala importowego LNG. Sam terminal ma zostać uruchomiony w 2028 roku.
Brzmi technicznie, ale sens jest prosty. Polska chce mieć kolejne miejsce, przez które może sprowadzać gaz skroplony z rynku światowego. Nie tylko przez Świnoujście. Nie tylko jednym kanałem. I to jest w energetyce sprawa podstawowa.

6,1 mld metrów sześciennych rocznie
Planowana zdolność regazyfikacji terminala w Zatoce Gdańskiej wynosi 6,1 mld m sześc. gazu rocznie. To konkretna liczba, która pokazuje skalę całego przedsięwzięcia.
FSRU to jednostka, która przyjmuje LNG, czyli gaz ziemny w formie skroplonej, a następnie umożliwia jego ponowne przekształcenie w gaz gotowy do przesłania systemem gazociągów. Innymi słowy – statek, który nie jest zwykłym statkiem. Bardziej pływającą częścią infrastruktury energetycznej.
W praktyce takie rozwiązanie daje państwu większą elastyczność. A elastyczność w energetyce bywa bezcenna, zwłaszcza gdy rynek gazu potrafi zmieniać się szybciej, niż chciałby przeciętny odbiorca.
Rachunki, przemysł i codzienne bezpieczeństwo
Dla zwykłego człowieka takie inwestycje są odległe. Zatoka Gdańska, koreańska stocznia, regazyfikacja – trochę jak język z branżowego folderu. Tyle że potem przychodzi zima, firma musi ogrzać halę, szkoła budynek, a rodzina mieszkanie. I wtedy okazuje się, że infrastruktura ma znaczenie bardzo przyziemne.
Większe możliwości importu nie oznaczają automatycznie taniego gazu. Nikt rozsądny tego nie obieca. Mogą jednak zmniejszać ryzyko szantażu, ograniczeń dostaw i nerwowych ruchów na rynku. To już dużo. Zwłaszcza po doświadczeniach ostatnich lat, gdy bezpieczeństwo energetyczne przestało być hasłem dla ekspertów, a stało się tematem przy kuchennym stole.
Gaz-System przekonuje, że terminal powstaje zgodnie z planem. Prezes spółki Sławomir Hinc podkreślił, że równolegle realizowana jest część morska i lądowa inwestycji. Krok po kroku ma powstawać infrastruktura, która będzie bardziej odporna i nowoczesna.

Czytaj też: TBM Baśka wydrąży tunel pod lasem i plażą na Górkach Zachodnich
Państwowy operator w centrum projektu
Za inwestycję odpowiada Gaz-System, operator systemu przesyłowego gazu należący w 100 proc. do Skarbu Państwa. Spółka zarządza najważniejszymi gazociągami w Polsce, odpowiada za przesył gazu ziemnego i jest właścicielem oraz operatorem terminala LNG w Świnoujściu.
Teraz do tej układanki ma dojść pływający terminal w Zatoce Gdańskiej. Jeżeli harmonogram zostanie utrzymany, w 2028 roku Polska zyska kolejne duże narzędzie do importu LNG.
To nie jest inwestycja widowiskowa w klasycznym sensie. Nie ma przecięcia wstęgi na rynku miasta ani szybkiego efektu w portfelu. Jest za to infrastruktura, która może decydować o tym, czy państwo w trudnym momencie ma wybór. A w energetyce wybór często znaczy więcej niż najładniejsze deklaracje.
Czytaj też: Gaz-System rusza z budową FSRU w Gdańsku
mn
🌊 Zobacz ruch statków w portach nad Zatoką Gdańską 🌊
🌟 Sprawdź aktualny ruch statków i bądź na bieżąco z wydarzeniami na wodach Zatoki Gdańskiej! 🌟





