W Lutoryżu koło Rzeszowa podczas prac ziemnych natrafiono na szczątki ludzkich płodów i odpady medyczne. Sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie. Zatrzymano 57-letnią Magdalenę H., lekarza patomorfologa i byłą właścicielkę posesji. Według najnowszych doniesień liczba ujawnionych płodów może sięgać 50.
Robotnik natrafił na odpady medyczne
To miały być zwykłe prace ziemne na prywatnej działce. Skończyło się interwencją służb i śledztwem, które od początku budzi ogromne emocje.
Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie została powiadomiona 10 czerwca o ujawnieniu znacznych ilości odpadów medycznych na terenie jednej z posesji w Lutoryżu. Chodziło przede wszystkim o bloczki parafinowe oraz szkiełka mikroskopowe, czyli materiały wykorzystywane w diagnostyce laboratoryjnej.
Wśród zabezpieczonych rzeczy znaleziono także płód ludzki oraz inne szczątki. Śledczy od razu brali pod uwagę, że mogą to być płody we wczesnej fazie rozwoju albo ich fragmenty. Na miejsce wezwano biegłych lekarzy. To oni potwierdzili, że zabezpieczone szczątki są szczątkami płodów ludzkich.
Brzmi sucho. Ale dla ludzi, którzy kupili tę działkę, to musiał być moment kompletnie poza wyobrażeniem.
Czytaj też: Szpital w Gdańsku ujawnia dane o aborcjach za 2025 rok
Zatrzymano byłą właścicielkę działki
W toku postępowania ustalono, że obecni właściciele nieruchomości kupili ją od kobiety wykonującej zawód lekarza patomorfologa. 11 czerwca prokurator wydał polecenie jej zatrzymania.
Magdalena H., lat 57, została zatrzymana rano 12 czerwca na terenie Zamościa. Tego samego dnia dalsze prowadzenie sprawy przejęła Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie.
Z dostępnych informacji wynika, że śledczy planowali przesłuchanie kobiety w charakterze podejrzanej. Dopiero po tych czynnościach prokuratura miała zdecydować, czy będzie wnioskować o środki zapobiegawcze.
Mowa o dziesiątkach płodów
Początkowo pojawiały się informacje o szczątkach około 30 płodów. Według najnowszych doniesień liczba ta może być większa i sięgać nawet 50. Prokuratura na tym etapie nie podaje szczegółowych danych ani żadnych wyliczeń w proc., bo czynności na miejscu nadal trwają.
Oględziny prowadzone są pod nadzorem prokuratora. Śledczy zabezpieczają materiał dowodowy, sprawdzają teren i dokumentują to, co zostało odnalezione. Takie czynności nie kończą się po godzinie. Według przekazanych informacji mogą potrwać nawet do przyszłego tygodnia.
Dla mieszkańców to nie jest tylko kolejna sprawa z komunikatu służb. To posesja w konkretnej miejscowości, konkretna droga, konkretni sąsiedzi. I pytanie, które samo się narzuca: jak długo te szczątki i odpady medyczne mogły tam leżeć?
Czytaj też: Samochód z LED przypomni sprawę Kamili L. i KO. Czy przyjedzie na Pomorze?
Śledztwo w dwóch kierunkach
Postępowanie prowadzone jest w sprawie dwóch przestępstw. Pierwsze dotyczy art. 262 Kodeksu karnego, czyli zbezczeszczenia zwłok. Za taki czyn grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności.
Drugi wątek obejmuje art. 183 § 5a Kodeksu karnego. Chodzi o porzucenie odpadów niebezpiecznych w miejscu, które nie jest przeznaczone do ich składowania ani magazynowania. Tu kara może być znacznie surowsza – nawet do 12 lat więzienia.
Prokuratura zaznacza, że ze względu na dobro postępowania nie będzie na razie przekazywać dalszych informacji. To oznacza, że wiele pytań pozostaje otwartych. Najważniejsze dotyczą pochodzenia szczątków, sposobu ich przechowywania oraz tego, dlaczego znalazły się na prywatnej posesji.
Sprawa dopiero się zaczyna
Na tym etapie wiadomo jedno: śledczy mają do czynienia z wyjątkowo poważną sprawą, w której splatają się kwestie medyczne, karne i zwyczajnie ludzkie. Odpady medyczne nie mogą trafiać do ziemi jak zwykły gruz. Tym bardziej nie mogą tam trafiać ludzkie szczątki.
Teraz kluczowe będą wyniki oględzin, opinie biegłych i przesłuchanie zatrzymanej 57-latki. Dopiero wtedy prokuratura będzie mogła precyzyjniej określić skalę sprawy i odpowiedzialność konkretnych osób.
mn
