Niedzielny program Telewizji Republika szybko przestał przypominać spokojną dyskusję o sytuacji w Prawie i Sprawiedliwości. Jacek Kurski zaatakował Mateusza Morawieckiego, zarzucając mu próbę rozbicia partii i porozumienia z Donaldem Tuskiem. Robert Gontarz, poseł związany ze środowiskiem byłego premiera, nie pozostał dłużny. Padły mocne oskarżenia, osobiste uwagi i słowa, po których o partyjnej jedności trudno już mówić poważnie.
Kurski oskarża Morawieckiego o rozbijanie PiS
Punktem wyjścia do awantury była przyszłość Prawa i Sprawiedliwości po decyzjach władz partii dotyczących Mateusza Morawieckiego oraz jego współpracowników. Kurski od początku mówił ostro.
Były prezes TVP przekonywał, że Morawiecki nigdy nie był człowiekiem wywodzącym się z obozu PiS. Przypomniał, że w latach 2010-2012 były premier zasiadał w Radzie Gospodarczej działającej przy Donaldzie Tusku.
Zdaniem Kurskiego obecne działania Morawieckiego nie są przypadkowe. Twierdził, że były premier ma problemy prawne, dlatego chce porozumieć się z Tuskiem i osłabić Prawo i Sprawiedliwość od środka. Nie przedstawił jednak dowodów na rzekome zlecenie ze strony obecnego szefa rządu.
Kurski mówił również o stowarzyszeniu Rozwój Plus. Według niego organizacja miała posłużyć do zgromadzenia grupy posłów, którzy mogliby opuścić PiS i zbudować oddzielne środowisko polityczne.
„Należało się go pozbyć wcześniej”
Najbardziej zdecydowana deklaracja padła, gdy Kurski ocenił, że Morawiecki zbyt długo pozostawał premierem i członkiem Prawa i Sprawiedliwości. Stwierdził wprost, że należało pozbyć się go znacznie wcześniej.
Na te słowa natychmiast odpowiedział Robert Gontarz, związany z Rozwojem Plus. Poseł ironizował, że w studiu udało się wreszcie znaleźć winnego kryzysu w partii. Następnie oskarżył Kurskiego o współodpowiedzialność za wcześniejsze rozłamy i osłabianie PiS.
Dyskusja przestała dotyczyć wyłącznie Morawieckiego. Gontarz przypomniał Kurskiemu jego odejście z partii po konflikcie z 2011 roku. Wytknął mu także późniejsze wypowiedzi dotyczące katastrofy smoleńskiej, Antoniego Macierewicza i teorii zamachowej.
To był moment, w którym w studiu nie zostało już nawet kilka proc. zwykłej politycznej kurtuazji.
Zobacz też: Jacek Pauli blisko Mateusza Morawieckiego. „Obserwuję Rozwoju Plus”
Smoleńsk wrócił do politycznego sporu
Kurski próbował obciążyć Morawieckiego także za postawę z okresu po katastrofie smoleńskiej. Mówił o wydarzeniach pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu i zarzucał byłemu premierowi, że w tamtym czasie pozostawał przy Donaldzie Tusku oraz nie reagował publicznie na ataki wymierzone w środowisko PiS.
Gontarz odpowiedział, że sam Kurski nie powinien przedstawiać się dziś jako obrońca jedności. Pytał, jak może powoływać się na Lecha Kaczyńskiego, skoro wcześniej opuścił partię i krytykował ludzi skupionych wokół jej kierownictwa.
Poseł dorzucił też uwagę szczególnie bolesną dla byłego szefa publicznej telewizji. Oświadczył, że Kurski już nigdy nie zostanie prezesem TVP, nawet jeśli obecna opozycja wróci do władzy.
Czytaj też: Kacper Płażyński żąda przeprosin i 50 tys. zł. Horała: czekam na ten proces
Osobiste wyzwiska w telewizyjnym studiu
Po tej wypowiedzi konflikt stał się całkowicie osobisty. Kurski nazwał Gontarza „bezczelnym” i zarzucił mu prezentowanie „poziomu rynsztoka”. Jednocześnie przekonywał, że taki właśnie język i sposób działania mają charakteryzować całe środowisko Morawieckiego.
Były prezes TVP poszedł jeszcze dalej. Przedstawił konflikt w PiS jako część szerszego planu politycznego wymierzonego w Polskę. Morawieckiego określił przy tym jako narzędzie wykorzystywane do realizacji tego planu.
Dla zwykłego wyborcy prawicy obraz jest jednak znacznie prostszy. Politycy, którzy jeszcze niedawno występowali pod jednym szyldem, dziś publicznie podważają swoją wiarygodność, przypominają dawne konflikty i zarzucają sobie zdradę. Wszystko na oczach widzów.
Około trzydziestu kilku posłów poza PiS
Telewizyjna awantura wybuchła w momencie poważnego przesilenia w partii Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS poinformował w piątek, że około trzydziestu kilku posłów przestało należeć do ugrupowania. Formalna decyzja ma zostać zatwierdzona we wtorek przez Komitet Polityczny.
Przyczyną konfliktu jest uchwała władz PiS zakazująca członkom partii przynależności do stowarzyszeń prowadzących działalność polityczną. Część polityków podporządkowała się nowym zasadom. Jacek Sasin zrezygnował z członkostwa w tego rodzaju organizacji.
Mateusz Morawiecki i jego współpracownicy pozostali jednak w stowarzyszeniu Rozwój Plus. To doprowadziło do ich rozstania z partią.
Spór nie wygląda już na chwilowe napięcie ani kolejną frakcyjną przepychankę. Gdy jedni oskarżają drugich o działanie na zlecenie Tuska, a w odpowiedzi słyszą, że są ojcami rozpadu PiS, powrót do wspólnego stołu staje się coraz trudniejszy. A rachunek za ten konflikt może ostatecznie zapłacić cała prawica.
mn
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.





