Jeszcze przed sesją absolutoryjną Rady Miasta Gdańska wybuchł polityczny spór. Powodem jest liczba mieszkańców, którzy będą mogli zabrać głos podczas debaty nad raportem o stanie miasta. Chętnych zgłosiło się znacznie więcej niż przewidziano miejsc na liście mówców, a opozycja zarzuca władzom miasta ograniczanie prawa do publicznej wypowiedzi. Atmosferę wokół czwartkowych obrad dodatkowo podgrzewają nadzwyczajne środki bezpieczeństwa wprowadzone po niedawnym incydencie z udziałem prezydenta Poznania.
Mieszkańcy z podpisami, ale bez prawa głosu
Sesja absolutoryjna należy do najważniejszych wydarzeń w samorządowym kalendarzu. To właśnie wtedy przedstawiany jest raport o stanie miasta, a mieszkańcy mogą odnieść się do działań władz i przedstawić własną ocenę sytuacji w Gdańsku.
W tym roku pojawił się jednak problem. Jak informują radni Prawa i Sprawiedliwości, liczba osób zainteresowanych wystąpieniem znacząco przekroczyła limit przewidziany przez organizatorów sesji.
Przewodniczący klubu PiS w Radzie Miasta Gdańska Przemysław Majewski zwraca uwagę, że część mieszkańców spełniła wszystkie formalne wymogi, mimo to nie będzie mogła zabrać głosu.
Jak co roku mieszkańcy mieli wziąć udział w debacie nad raportem o stanie Gdańska. Tym razem jednak blisko 20 z nich zostało odprawionych z kwitkiem, mimo zebrania ponad 50 podpisów i złożenia ich w ustawowym terminie. Niezrozumiałe jest dla mnie ograniczanie możliwości wypowiedzi mieszkańcom, szczególnie na tej jedynej w roku sesji – podkreślał podczas konferencji prasowej.
Zdaniem radnego sprawa ma wymiar znacznie szerszy niż jedynie formalny spór o liczbę zgłoszeń.
Władze Gdańska boją się słuchania o sprawach niewygodnych, które się w mieście nie udały. Nie zgadzamy się na ograniczanie wolności słowa w Radzie Miasta – dodał.
Spór o liczbę uczestników
Kluczowe pytanie brzmi: dlaczego rok temu podczas podobnej sesji głos zabrało ponad 25 mieszkańców, a teraz limit ma wynosić 15 osób?
Wyjaśnienia w tej sprawie przedstawiła dyrektor Biura Rady Miasta Gdańska Violetta Krewniak. W rozmowie wskazała, że obecnie stosowany limit wynika bezpośrednio z przepisów ustawy o samorządzie gminnym.
Jak zaznaczyła, ubiegłoroczna sytuacja nie powinna być traktowana jako obowiązujący precedens. Według jej interpretacji dopuszczenie większej liczby mieszkańców było decyzją wykraczającą poza standardowe kompetencje przewodniczącej rady.
Krewniak podkreślała również, że jeśli radni uznają za zasadne rozszerzenie listy mówców, mogą podjąć stosowną uchwałę. Oznacza to, że formalnie istnieje możliwość dopuszczenia większej liczby mieszkańców do debaty, jednak decyzja w tej sprawie należy już do samej Rady Miasta.
To właśnie ten element stał się osią całego sporu.
Czytaj też: Protest przed Radą Miasta za wzmocnieniem roli rad dzielnic. Gorąca sesja absolutoryjna
“Mamy do czynienia ze skandalem”
Szczególnie ostro sytuację ocenia Andrzej Skiba. Podczas konferencji prasowej nie krył oburzenia decyzją dotyczącą liczby dopuszczonych uczestników debaty.
Mamy do czynienia ze skandalem, bo tak należy określić decyzję o niedopuszczeniu do głosu wielu mieszkańców. Dlaczego przewodnicząca Agnieszka Owczarczak w ubiegłym roku mogła dopuścić ponad 25 osób, a w tym upiera się, że będzie to tylko 15? – pytał.
Radny zwrócił uwagę na przepisy ustawy o samorządzie gminnym, które – jego zdaniem – pozwalają radzie zwiększyć ustawowy limit.
Dlaczego mimo wskazania w art. 28aa ustawy o samorządzie gminnym, że rada gminy może dopuścić większą liczbę osób niż 15, w Gdańsku od tego się ucieka? – mówił.
Jak podkreślał, przewodnicząca rady dysponuje także dodatkowymi możliwościami wynikającymi ze statutu i regulaminu.
Mamy przykłady mieszkańców, którzy złożyli podpisy, a zostali poinformowani, że nie będą mogli zabrać głosu. Nie zostawimy tak tej sprawy – zapowiedział.
“Fasada demokracji”
Jeszcze dalej poszła radna Barbara Imianowska, która zarzuciła władzom miasta stworzenie jedynie pozorów otwartej debaty.
Mieszkańcy chcą zabierać głos, chcą mówić, co im się w Gdańsku podoba, a co należy poprawić. Tymczasem mamy do czynienia z jakąś fasadą demokracji – stwierdziła.
Według niej szczególnie krzywdząca jest sytuacja osób, które poświęciły własny czas na zebranie wymaganych podpisów.
Zwykłych gdańszczan, którzy poświęcają swój wolny czas, zwalniają się z pracy, odsyła się z kwitkiem. To jest zaprzeczenie demokracji lokalnej – oceniła.
Mieszkaniec usłyszał, że szans już nie ma
Jednym z mieszkańców, którzy próbowali zgłosić swój udział w debacie, jest Sebastian Piasecki, przewodniczący Rady Dzielnicy Letnica. Jak relacjonuje, dostarczył wymaganą liczbę podpisów, jednak już podczas składania dokumentów miał usłyszeć, że nie będzie mógł wystąpić.
Złożyłem wymagane 50 podpisów mieszkańców Letnicy, aby móc wypowiedzieć się na sesji absolutoryjnej. Niestety od razu dowiedziałem się, że takiej możliwości nie będzie – mówił.
Według jego relacji pracownik biura rady poinformował go, że liczba zgłoszeń była znacznie większa od przewidzianego limitu.
Usłyszałem, że zgłosiło się co najmniej 30 osób, ale później już przestano je liczyć – twierdził.
Piasecki przekonywał również, że w kierowanej przez niego Radzie Dzielnicy Letnica mieszkańcy mogą zabierać głos praktycznie podczas całych obrad.
U nas mieszkańcy mogą wypowiadać się w każdym punkcie sesji. U nas panuje pluralizm. W Gdańsku demokracja jest tylko dla wybranych – ocenił.
Czytaj też: Raport o stanie Gdańska za 2025 rok. Widać coraz więcej problemów
Dodatkowa ochrona przed sesją
Kontrowersje wokół listy mówców to niejedyny temat związany z czwartkową sesją.
Jak ustaliliśmy, organizatorzy zdecydowali o wzmocnieniu środków bezpieczeństwa podczas obrad. Decyzja ma związek z niedawnym incydentem, podczas którego prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak został zaatakowany tortem.
Choć nic nie wskazuje na to, by podobne zdarzenie miało nastąpić w Gdańsku, służby odpowiedzialne za organizację sesji postanowiły działać prewencyjnie.
To oznacza, że obrady odbędą się w wyjątkowo napiętej atmosferze. Z jednej strony radni będą oceniać działalność władz miasta i głosować nad absolutorium, z drugiej trwa gorący spór o to, czy mieszkańcy rzeczywiście mają zagwarantowane prawo do udziału w najważniejszej debacie samorządowej w roku. Odpowiedź na to pytanie może paść już podczas czwartkowej sesji.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

