Gdańscy samorządowcy w dwóch głośnych sprawach związanych z nagraniami zachowali się zupełnie inaczej. Gdy miejska radna Sylwia Cisoń została zarejestrowana podczas ostrej awantury z ukraińskim kierowcą, Rada Miasta Gdańska nie przyjęła uchwały potępiającej jej zachowanie. W przypadku radnego dzielnicowego Dominika Parzyszka formalne stanowisko przygotowano natomiast mimo jego zaprzeczeń i braku jednoznacznego rozstrzygnięcia dotyczącego autentyczności materiału. I właśnie ta różnica rodzi pytania.
Nagranie było, uchwały nie było
Do zdarzenia z udziałem Sylwii Cisoń doszło 12 września 2025 roku. Nagranie z samochodowego rejestratora zarejestrowało wulgarne słowa kierowane do taksówkarza pochodzącego z Ukrainy. Padło również żądanie, by wracał “do swojego kraju”.
Sprawa szybko nabrała rozgłosu. Cisoń przeprosiła za swoje zachowanie i język, którego użyła. Poprosiła także o zawieszenie członkostwa w klubie radnych Koalicji Obywatelskiej oraz w strukturach partyjnych.
Kilka tygodni później wystąpiła przed Radą Miasta Gdańska. Przyznała wtedy, że jej słów nie da się usprawiedliwić i że zawiodła mieszkańców. Mandatu jednak nie złożyła. Nadal pozostała radną.
I tu pojawia się istotny szczegół. Rada Miasta Gdańska wysłuchała jej wyjaśnień, ale – zgodnie z przekazanymi materiałami – nie przyjęła uchwały całego organu, która formalnie odcinałaby samorząd od zachowania jego członkini.
Konsekwencje były więc przede wszystkim partyjne.
Później pojawiły się zarzuty
Sprawa nie zakończyła się na politycznych przeprosinach. Prokurator przedstawił Cisoń zarzuty znieważenia kierowcy słowami wulgarnymi oraz naruszenia jego nietykalności cielesnej.
Radna nie przyznała się do zarzutów.
Postępowanie trafiło później do mediacji. W lipcu 2026 roku pojawiły się informacje o przygotowanym projekcie ugody. Nie ma natomiast informacji o prawomocnym wyroku kończącym sprawę.
To ważne, bo w tym przypadku istniało nagranie z niezależnego rejestratora, sama zainteresowana publicznie przeprosiła za swoje słowa, a później doszły do tego działania prokuratury. Mimo tego Rada Miasta jako całość nie zajęła stanowiska w formie uchwały.
Parzyszek zaprzeczał od początku
Zupełnie inny przebieg miała sprawa Dominika Parzyszka, radnego dzielnicy Śródmieście.
W internecie pojawiło się nagranie wykorzystujące jego wizerunek. Parzyszek od początku twierdził, że materiał został zmanipulowany. Zaprzeczył, by przypisywane mu wypowiedzi były jego słowami, i wskazywał na wykorzystanie jego wizerunku bez zgody.
Sprawdzano również sam materiał. Analiza przekazana przez NASK nie dała jednak jednoznacznej odpowiedzi. Powodem była m.in. silna kompresja pliku. Eksperci nie byli w stanie ani potwierdzić ingerencji w nagranie, ani jej wykluczyć.
Do pewniejszej oceny potrzebne miały być materiał źródłowy oraz jego metadane.
Krótko mówiąc – sprawa pozostawała nierozstrzygnięta.
Doceniasz naszą robotę? Postaw nam kawę
Dzięki Twojemu wsparciu możemy publikować bez nacisków.
Dzielnica przygotowała stanowisko
Mimo to Rada Dzielnicy Śródmieście przygotowała projekt uchwały datowany na 4 sierpnia 2026 roku.
Już w jego tytule pojawia się określenie “rzekoma wypowiedź”. W samej treści sporne słowa zostały jednak przedstawione jako “prywatne, bulwersujące opinie” wyrażone w materiale wideo.
To nie jest drobna różnica językowa. Jeśli autorstwo nagrania pozostawało przedmiotem sporu, przypisanie konkretnemu człowiekowi “prywatnych opinii” oznaczało w praktyce przyjęcie założenia, że to rzeczywiście jego wypowiedzi.
Projekt – według przekazanych informacji – nie zawierał wyników badania materiału źródłowego ani ustalenia, kto opublikował film.
Rada mogła oczywiście odciąć się od treści wspierających politykę Władimira Putina czy uderzających w Ukraińców. Problem leży gdzie indziej. Chodzi o to, czy należało jednocześnie wiązać te słowa z konkretnym radnym, skoro ich autorstwo nie zostało jednoznacznie potwierdzone.
Zobacz też: Felieton: Sylwia Cisoń przeprasza… ale nie tych, których powinna
W jednym przypadku ostrożność, w drugim pośpiech
Porównanie obu historii jest dla gdańskiego samorządu niewygodne.
W pierwszej sprawie materiał pochodził z niezależnego rejestratora. Radna przeprosiła za swoje zachowanie, a następnie usłyszała zarzuty prokuratorskie. Nie było jednak uchwały całej Rady Miasta Gdańska potępiającej jej postępowanie.
W drugim przypadku zainteresowany zaprzeczył autorstwu wypowiedzi, a analiza techniczna nie dała ostatecznej odpowiedzi. Mimo to na poziomie dzielnicy szybko powstał projekt formalnego stanowiska.
Różnica jest wyraźna.
Nie oznacza to przy tym, że gdańskie organy pomocnicze w ogóle nie reagowały na zachowanie Cisoń. W grudniu 2025 roku Rada Dzielnicy Żabianka-Wejhera-Jelitkowo-Tysiąclecia zdecydowała o zakończeniu współpracy z miejską radną i wezwała ją do rozważenia zrzeczenia się mandatu.
Była to jednak decyzja innego organu, podjęta około trzech miesięcy po incydencie. Opierała się również na dodatkowych zarzutach dotyczących współpracy radnej z dzielnicą.
Nie można więc przedstawiać jej jako stanowiska Rady Miasta Gdańska.
Czy Parzyszek może mówić o naruszeniu dóbr osobistych?
Jeżeli autentyczność nagrania nie została jednoznacznie potwierdzona, a mimo to przypisano Dominikowi Parzyszkowi konkretne „prywatne, bulwersujące opinie”, może pojawić się kwestia naruszenia dóbr osobistych. Chodzi przede wszystkim o dobre imię i reputację. Znaczenie ma tu różnica między potępieniem treści samego nagrania a publicznym stwierdzeniem, że są to poglądy konkretnego radnego, który od początku zaprzeczał autorstwu wypowiedzi.
Ewentualny spór nie byłby jednak przesądzony. Radny, jako osoba publiczna, musi liczyć się z szerszym zakresem krytyki, a druga strona mogłaby powoływać się na interes społeczny i prawo do oceny jego działalności. Kluczowe byłoby więc ustalenie, czy rada jedynie odcięła się od kontrowersyjnych treści, czy też przed ich wiarygodnym zweryfikowaniem przedstawiła je jako rzeczywiste poglądy Parzyszka. Sam Parzyszek nie pojawił się na trudnej dla niego sesji.
Zobacz też: Hałas, protest i chaos. Gdańsk nie radzi sobie z ciszą nocną
Pytanie pozostaje otwarte
Obie sprawy różnią się pod wieloma względami, ale jeden kontrast trudno przeoczyć. W przypadku lepiej udokumentowanego zdarzenia rada miasta nie zdecydowała się na formalną uchwałę. W sprawie nagrania, którego autentyczności nie udało się jednoznacznie przesądzić, rada dzielnicy była gotowa zająć stanowisko bardzo szybko.
Nie chodzi o to, czy samorząd ma prawo potępiać określone treści. Ma.
Pytanie brzmi raczej, według jakiego standardu robi to wobec swoich członków – i czy ten standard jest taki sam dla wszystkich, a może stoją za tym polityczne uprzedzenia.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.

