Katastrofa odrzutowca na Florydzie. Media informują o ofiarach (FOTO: kadr z nagrania Aki Kuusisto / Storyful.)

Lecieli na Bahamy, zginęli Wszyscy. Katastrofa Learjeta na Florydzie skrywa zagadkę

Mieli dotrzeć na Bahamy. Zamiast tego ich samolot runął na drogę w jednej z miejscowości na Florydzie. Na pokładzie znajdowali się znany amerykański przedsiębiorca, jego żona, dwoje małych dzieci, trzy bliskie im osoby oraz dwóch pilotów. Nikt nie przeżył. Ujawnione nagrania łączności radiowej pokazują, jak dramatycznie przebiegały ostatnie chwile lotu. Amerykańscy śledczy przekazali również niepokojące ustalenia: Learjet 60 mógł zacząć rozpadać się jeszcze przed uderzeniem w ziemię.

Do katastrofy doszło w niedzielę, 1 listopada 2026 roku, około godziny 12:50 czasu lokalnego (18:50 czasu polskiego). Prywatny odrzutowiec Learjet 60, lecący z Austin w Teksasie do North Eleuthera na Bahamach, rozbił się w rejonie Greenacres, niedaleko West Palm Beach.

Historia tematu

Damy Ci znać, gdy wrócimy do tej sprawy.
  1. NajnowszyCzytasz teraz
    Lecieli na Bahamy, zginęli Wszyscy. Katastrofa Learjeta na Florydzie skrywa zagadkę

Zaledwie kilka minut wcześniej nic nie wskazywało jednoznacznie na to, że lot zakończy się tragedią. Załoga informowała kontrolerów o oblodzeniu i turbulencjach, ale początkowo oceniała sytuację jako możliwą do opanowania.

Później wydarzenia potoczyły się błyskawicznie.

Lecieli na Bahamy. Na pokładzie była cała rodzina

Jedną z ofiar katastrofy był 45-letni Adam Robinson, amerykański przedsiębiorca związany z branżą nowych technologii i marketingu internetowego.

Robinson był założycielem i szefem firmy Retention.com, zajmującej się rozwiązaniami marketingowymi, oraz twórcą innych przedsięwzięć technologicznych, w tym RB2B. W środowisku amerykańskich przedsiębiorców był znany z rozwijania biznesów bez tradycyjnego finansowania funduszami venture capital.

W samolocie znajdowała się również jego 40-letnia żona Helen Sharp, wcześniej związana z branżą public relations, a w ostatnim czasie rozwijająca działalność artystyczną.

Towarzyszyły im dzieci: czteroletnia Emma oraz dwuletni Charlie.

Na pokładzie były także Rachael Reed i Charmi Fehr, partnerki będące przyjaciółkami rodziny, oraz Anita Maria Cetina, opiekunka dzieci.

Wszyscy lecieli w kierunku Bahamów, popularnego miejsca wypoczynku. Obecność całej rodziny, przyjaciół i opiekunki może sugerować wspólną podróż rekreacyjną, ale jej dokładny cel nie został oficjalnie potwierdzony.

W poniedziałek rodziny ofiar wydały wspólne oświadczenie, potwierdzając nazwiska siedmiorga pasażerów.

Bliscy wspominali Adama i Helen jako oddanych rodziców. Podkreślili, że Emma i Charlie byli światłem ich życia. Rachael i Charmi opisano jako osoby pełne radości i zamiłowania do przygód. Anita Maria, opiekująca się dziećmi, była traktowana jak członek rodziny.

Za sterami 20-letnia pilotka. Licencję zdobyła jeszcze w liceum

Jedną z najbardziej poruszających historii tej katastrofy jest los Nathalii Gadelhy Filgueiras, 20-letniej drugiej pilotki Learjeta.

Młoda kobieta pochodziła z Boca Raton na Florydzie. Jej zainteresowanie lotnictwem rozpoczęło się bardzo wcześnie. W wieku 17 lat, jeszcze podczas nauki w szkole średniej, uzyskała licencję pilota. Zdobyła ją nawet wcześniej niż prawo jazdy.

Według informacji przekazanych przez rodzinę miała już około 1300 godzin nalotu i od kilku miesięcy pracowała zawodowo jako pilot.

Posiadała uprawnienia pozwalające jej wykonywać loty Learjetem 60 w charakterze drugiego pilota, ale nie dowódcy statku powietrznego.

Kapitanem samolotu był, według informacji CBS News uzyskanych z manifestu lotu, 55-letni Jeffrey Gregory. Oboje zginęli. Ważne jest jednak, że do tej pory nie ustalono publicznie, kto faktycznie sterował maszyną w chwili rozpoczęcia gwałtownego opadania. W lotnictwie pilot prowadzący łączność radiową nie musi być osobą trzymającą stery.

Nie ma również ustaleń wskazujących, że wiek drugiej pilotki miał jakikolwiek związek z katastrofą.

Adam Robinson z żoną Helen Sharp oraz dziećmi - 4-letnią Emmą i 2-letnim Charliem. Cała czwórka zginęła 1 listopada 2026 roku w katastrofie samolotu Learjet 60 na Florydzie. Maszyna leciała z Teksasu na Bahamy. (FOTO: archiwum rodziny Robinsonów / materiały udostępnione mediom)
Adam Robinson z żoną Helen Sharp oraz dziećmi – 4-letnią Emmą i 2-letnim Charliem. Cała czwórka zginęła 1 listopada 2026 roku w katastrofie samolotu Learjet 60 na Florydzie. Maszyna leciała z Teksasu na Bahamy. (FOTO: archiwum rodziny Robinsonów / materiały udostępnione mediom)

„Mayday, Mayday”. Dramatyczne ostatnie minuty lotu

Rekonstrukcja ostatnich chwil Learjeta jest możliwa dzięki nagraniom rozmów z kontrolą ruchu lotniczego oraz danym pochodzącym z systemów śledzenia samolotów. Około godziny 12:47 czasu lokalnego maszyna znajdowała się na wysokości 35 tysięcy stóp, czyli około 10 700 metrów. Załoga zgłosiła lekkie oblodzenie przezroczystym lodem oraz umiarkowane turbulencje. Wahania wysokości miały dochodzić do około 700 stóp, czyli ponad 200 metrów.

Piloci informowali, że radzą sobie z oblodzeniem. Zgłosili jednak również opady i poprosili o pozwolenie na wzniesienie się na wysokość 37 tysięcy stóp, czyli około 11 300 metrów.

Kontroler wyraził zgodę. Nie minęło 30 sekund, gdy sytuacja zmieniła się dramatycznie.

Załoga poinformowała, że samolot gwałtownie traci wysokość. Rozległo się wezwanie alarmowe „Mayday”.

Początkowo piloci zgłaszali opadanie z prędkością około 10 tysięcy stóp na minutę. Chwilę później tempo wzrosło do ponad 20 tysięcy stóp na minutę, co odpowiada ponad sześciu kilometrom wysokości traconej w ciągu minuty. W pewnym momencie z kokpitu przekazano, że samolot przekroczył dopuszczalną prędkość lotu. Załoga informowała również o przechyleniu maszyny dochodzącym do około 60 stopni.

Na nagraniach radiowych zarejestrowano także dramatyczne ostrzeżenie jednej z osób w kokpicie:

Rozbijemy się o ziemię.

Wkrótce potem kontakt z samolotem został utracony. Według danych Flightradar24 w końcowej fazie lotu tempo opadania chwilami przekraczało nawet 32 tysiące stóp na minutę. Są to jednak wartości wynikające z danych śledzenia lotu, a nie ostateczne ustalenia dotyczące parametrów samolotu.

Samolot uderzył w drogę i eksplodował

Learjet spadł na drogę w pobliżu osiedla mieszkalnego. Moment katastrofy został zarejestrowany przez kamery znajdujące się w okolicy. Na nagraniach widać maszynę opadającą pod bardzo dużym kątem, a następnie potężny wybuch i kulę ognia.

Siła uderzenia była ogromna. W nawierzchni powstał głęboki krater, a szczątki samolotu zostały rozrzucone po okolicy. Świadkowie opisywali huk i wstrząs odczuwalny w pobliskich domach. Niektórzy porównywali spadającą maszynę do pocisku lub meteorytu. W wyniku katastrofy ewakuowano setki mieszkańców pobliskiej okolicy. Część szczątków spadła na posesje, w sąsiedztwie obiektów sportowych i przedsiębiorstw.

Amerykańskie służby potwierdziły również uraz nogi u jednej osoby znajdującej się na ziemi, w pobliżu miejsca uderzenia. Żadna z dziewięciu osób podróżujących samolotem nie przeżyła.

Samolot mógł rozpaść się jeszcze w powietrzu

To jedno z najważniejszych ustaleń przekazanych przez amerykańską Narodową Radę Bezpieczeństwa Transportu (NTSB). Podczas konferencji prasowej 2 listopada przedstawiciel agencji Tom Chapman poinformował, że śledczy mają przesłanki wskazujące na możliwość oddzielenia się części konstrukcji samolotu jeszcze przed jego zderzeniem z ziemią.

Pole szczątków rozciąga się na obszarze około 800 na 640 metrów. Niektóre elementy mogą znajdować się jeszcze dalej od głównego miejsca katastrofy. Śledczy starają się ustalić, czy ewentualne uszkodzenie konstrukcji poprzedziło utratę kontroli nad maszyną, czy było następstwem gwałtownego nurkowania i przeciążeń aerodynamicznych.

To zasadnicza różnica. W pierwszym przypadku uszkodzenie samolotu mogło zapoczątkować katastrofę. W drugim mogło dojść do niego dopiero wtedy, gdy maszyna poruszała się już z niebezpiecznie dużą prędkością.

NTSB nie rozstrzygnęła jeszcze żadnego z tych scenariuszy.

Czy przyczyną było oblodzenie?

Oblodzenie i turbulencje to jedne z głównych zagadnień badanych przez amerykańskich śledczych. Warunki pogodowe na trasie lotu były trudne. W rejonie katastrofy występowały intensywne opady i burze.

Jednak samo zgłoszenie oblodzenia nie oznacza, że właśnie ono spowodowało wypadek. Gromadzący się na samolocie lód może zmieniać właściwości aerodynamiczne skrzydeł i utrudniać utrzymanie odpowiedniej siły nośnej. W pewnych okolicznościach może również zakłócać działanie czujników i innych systemów.

Z kolei silne turbulencje mogą powodować gwałtowne zmiany położenia samolotu i utrudniać pilotowanie. Eksperci wskazują także na konieczność zbadania układów sterowania, autopilota, systemów przeciwoblodzeniowych oraz stanu technicznego konstrukcji.

Nie potwierdzono jednak, że którykolwiek z tych elementów zawiódł. NTSB nie ustaliła też, czy samolot przeleciał bezpośrednio przez aktywną komórkę burzową.

Learjet 60 o numerze rejestracyjnym N722BD, sfotografowany w 2024 roku. To właśnie ten samolot rozbił się 1 listopada 2026 roku na Florydzie. Zginęło dziewięć osób. (FOTO: Mike Illien / Wikimedia Commons / CC BY 4.0).
Learjet 60 o numerze rejestracyjnym N722BD, sfotografowany w 2024 roku. To właśnie ten samolot rozbił się 1 listopada 2026 roku na Florydzie. Zginęło dziewięć osób. (FOTO: Mike Illien / Wikimedia Commons / CC BY 4.0).

Dlaczego piloci nie próbowali szybować?

Gwałtowność katastrofy rodzi pytanie, czy załoga miała jakąkolwiek możliwość uratowania samolotu. Dwusilnikowy Learjet 60, podobnie jak inne odrzutowce, może wykonywać lot ślizgowy w razie utraty napędu. Nie oznacza to jednak, że każdy samolot spadający z dużej wysokości można wyprowadzić do kontrolowanego szybowania.

Do takiego manewru konieczne jest zachowanie sterowności i odpowiedniej prędkości. Tymczasem w przypadku Learjeta piloci zgłaszali gwałtowne opadanie, przekroczenie dopuszczalnej prędkości oraz znaczny przechył. Nie ma dowodów, że oba silniki przestały pracować. Nie wiadomo też, jak samolot reagował na polecenia wydawane za pomocą sterów.

W tej sytuacji nie można stwierdzić, że załoga miała możliwość wykonania kontrolowanego szybowania. Nie ma również podstaw do twierdzenia, że piloci zrezygnowali z prób odzyskania kontroli. Przeciwnie, ujawniona korespondencja radiowa świadczy o tym, że do ostatnich chwil przekazywali kontrolerom informacje o niebezpiecznej sytuacji.

Gdzie jest czarna skrzynka?

Odpowiedź na najważniejsze pytania może znajdować się w rejestratorze rozmów w kokpicie. Według NTSB dokumentacja techniczna wskazuje, że na pokładzie Learjeta był wcześniej zainstalowany rejestrator CVR, zapisujący dźwięki i rozmowy załogi. Śledczy muszą jednak potwierdzić, czy urządzenie znajdowało się w samolocie podczas ostatniego lotu i czy uda się je odzyskać.

Na moment publikacji nie ma publicznego potwierdzenia odnalezienia rejestratora. Poszukiwania utrudnia stan wraku. Główne szczątki maszyny znajdują się w głębokim kraterze, do którego po intensywnych opadach dostała się woda.

W śledztwie uczestniczy około 20 specjalistów NTSB, w tym eksperci od konstrukcji lotniczych, systemów pokładowych, meteorologii, rejestratorów i kontroli ruchu lotniczego.

Badana jest również historia techniczna samolotu.

Dziewięć ofiar i pytanie, na które wciąż nie ma odpowiedzi

Katastrofa Learjeta 60 pochłonęła życie dziewięciu osób. Wśród nich znalazła się czteroosobowa rodzina z dwojgiem małych dzieci, ich bliscy oraz dwóch pilotów. Dla rodzin ofiar najważniejszą sprawą pozostaje dziś wyjaśnienie, co wydarzyło się między zgłoszeniem stosunkowo niewielkiego oblodzenia a gwałtownym nurkowaniem samolotu.

Śledczy muszą ustalić, czy zawiodła konstrukcja, systemy pokładowe, czy też na rozwój tragedii wpłynęły ekstremalne warunki atmosferyczne. Nie można również wykluczyć zbiegu kilku czynników. Na tym etapie żadna z tych hipotez nie została potwierdzona jako przyczyna katastrofy.

Jedno jest pewne: od chwili, gdy załoga zgłosiła pierwsze poważne problemy, do uderzenia Learjeta w ziemię minęło bardzo niewiele czasu. Piloci utrzymywali kontakt z kontrolą lotów niemal do końca. Nie zdołali jednak powstrzymać tragedii.

Dochodzenie prowadzone przez NTSB ma ustalić nie tylko, dlaczego samolot się rozbił, ale również czy podobnej katastrofie można zapobiec w przyszłości.

Maciej Naskręt

Maciej Naskręt

Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.

WbijamSzpile.pl

Nie kończ na jednym tekście

Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.

Dołącz do nas i bądź na bieżąco:

Chcesz wiedzieć, co będzie dalej?

Obserwuj temat. Damy Ci znać, gdy wrócimy do tej sprawy.

Damy Ci znać, gdy wrócimy do tej sprawy.
Wbijam Szpile poleca

W tym samym temacie

Wybierz kolejny artykuł
Ładowanie zdjęcia