„Prezydent ma tylko nas”, „nie będzie drugiej kreski” i „będziesz siedział” – takie słowa padały podczas poniedziałkowego protestu środowisk prawicowych w Gdańsku. 2 listopada przeciwnicy działań podjętych w Trybunale Konstytucyjnym zgromadzili się, aby wyrazić sprzeciw wobec wydarzeń z 30 października w Warszawie. Przemawiali między innymi legendarny działacz Solidarności Andrzej Gwiazda, posłanka PiS Dorota Arciszewska-Mielewczyk oraz poseł Michał Kowalski. Nie zabrakło oskarżeń pod adresem rządu, krytyki policji i zapowiedzi dalszych działań.
Manifestacja odbyła się przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku przy ulicy Nowe Ogrody. Jej uczestnicy działacze PiS i obu Konfederacji protestowali przeciwko zmianom w kierownictwie Trybunału Konstytucyjnego, do których doszło 30 października.
Spór dotyczy odsunięcia od wykonywania obowiązków dotychczasowego prezesa TK Bogdana Święczkowskiego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego oraz przejęcia kierowania instytucją przez sędzię Annę Korwin-Piotrowską. Decyzje te wywołały sprzeciw części środowisk politycznych i prawniczych. Pod siedzibą Trybunału w Warszawie pojawiła się policja, a na miejsce przybył również prezydent Karol Nawrocki.
W Gdańsku wydarzenia te stały się punktem wyjścia do dyskusji o sytuacji politycznej w Polsce.
Andrzej Gwiazda: „Prezydent ma tylko nas”
Jednym z przemawiających był Andrzej Gwiazda, współtwórca Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża i Solidarności. W wystąpieniu odwoływał się do wydarzeń z 1980 roku oraz znaczenia społecznego poparcia w konfrontacji z władzą.
Zebraliśmy się tu w obronie ważnego prawnego narzędzia niepodległości. (…) Faktycznie walczymy o niepodległość. Walczymy o to, żebyśmy mogli w przyszłych latach też z przekonaniem powiedzieć: tu jest Polska – mówił.
Gwiazda przekonywał, że prezydent Karol Nawrocki potrzebuje wsparcia obywateli, niezależnie od ich wieku czy możliwości fizycznych.
Prezydent ma tylko nas i to wszystkich. Tych, którzy (…) przechodzą sto kilometrów, i tych, co mogą przejść pół kilometra. Każdy głos (…) musi, przypomnę, rok osiemdziesiąty. Wtedy cała nasza siła skupiała się na (…) szeregowych uczestnikach strajków Solidarności. To, że myśmy mogli rozmawiać z najwyższymi czerwonymi urzędnikami, ta siła była za oknami sali BHP. To siła była strajkujących i teraz jesteśmy postawieni w sytuacji podobnej. Liczy się każdy głos, nie tylko silnych, ale słabych też – przekonywał działacz.
W dalszej części przemówienia zaznaczył, że nie spodziewa się szybkiego zakończenia politycznego konfliktu.
Bo to się na jednym czy drugim spotkaniu, nawet bardzo licznym, nie skończy. Musimy być przygotowani na długi marsz, długi marsz nie tylko oporu, ale inicjatywy. I każdy głos w imieniu sprawiedliwości jest niesłychanie ważny. (…) Kiedyśmy myśleli, że było powszechne przekonanie, że ustrój komunistyczny jest nie do ruszenia (…), okazało się, że ilość głosów przeważyła potęgę komuny. I teraz też ilość naszych głosów przełamie zamach stanu – stwierdził.
Na zakończenie zwrócił uwagę na odpowiedzialność obecnego pokolenia wobec następnych.
Życzę nam wszystkim, żeby młodzi kiedyś nie powiedzieli: jaką Polskę nam zostawiliście. W tej chwili nasze liczenie, że da się przeczekać, to jest spychanie walki (…) na nasze dzieci. (…) Jeszcze nasze głosy, nasza postawa jest w stanie sytuację odwrócić – powiedział.
Jego wystąpienie zakończyło się skandowaniem nazwiska „Andrzej Gwiazda”.
Dorota Arciszewska-Mielewczyk o policjantach: „W oczach były łzy”
Dużą część wystąpienia posłanki PiS Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk zajęły wspomnienia z wydarzeń pod Trybunałem Konstytucyjnym w Warszawie.
Parlamentarzystka opowiadała o rozmowach uczestników protestu z funkcjonariuszami zabezpieczającymi teren. Według jej relacji część policjantów miała reagować emocjonalnie na kierowane do nich słowa.
Drodzy państwo, myśmy tam byli świadkami stanu wojennego. Tam były matki, tam były babcie, które przychodziły i mówiły do tych młodych ludzi, policjantów, bo to są młodzi ludzie, dwudziestoparoletni, mówiły: idźcie do domu. My dla was byliśmy spałowani, jak Andrzej Gwiazda i inni działacze, za to, że wywalczyliśmy (…) wolność, demokrację, a wy dzisiaj (…) dajecie się podpuścić temu Kierwińskiemu, jakiemuś Boroniowi – mówiła posłanka.
Następnie opisywała zachowanie samych policjantów.
Jak w tych oczach były łzy, jak spuszczali głowę, żal nam było ich, bo ja również do nich mogłam mówić, bo ja mam dzieci w ich wieku. (…) I te właśnie kobiety, które przyjechały, i ojcowie, i dziadkowie mówili: ludzie, co robicie? Czytajcie rozkazy, bierzcie na papierze, nie dajcie sobą manipulować, bo (…) odpowiecie za to. (…) Nie, my nie chcemy takiej Polski, ja tam byłam. Widziałam to na własne oczy – relacjonowała.
Posłanka podkreślała, że obecność pod Trybunałem wiązała się dla części uczestników z dużym wysiłkiem i emocjami.
– Uwierzcie mi, (…) nie przyszłoby mi do głowy, żeby coś takiego przeżywać, bo tam trzeba być, tam trzeba poczuć tę atmosferę. I ci ludzie czasami nie są w stanie wyrazić swoich uczuć, bo nimi targają takie emocje, że nie każdy jest mówcą. Ale to, co mają w sercu, to po to tam przyjeżdżają – powiedziała.
Relacja parlamentarzystki przedstawia jej osobiste obserwacje. Nie stanowi niezależnego potwierdzenia tego, w jaki sposób policjanci odbierali sytuację ani jakie emocje im towarzyszyły.
Posłanka wspomniała o „sprzyjających policjantach”
W przemówieniu Arciszewskiej-Mielewczyk pojawił się również interesujący wątek dotyczący zatrzymanych uczestników warszawskich demonstracji.
Posłanka wspomniała o osobie określonej jako „Piotrek”, której miała zostać udzielona pomoc po interwencji policji. W tym kontekście odniosła się do kontaktów demonstrantów z funkcjonariuszami.
Pamiętajmy, że Piotrek, którego wyciągnęliśmy w pierwszych dniach, jest takim symbolem tego, do czego są w stanie posunąć się, jeżeli nie będziemy o te osoby dbać i (…) nie będziemy mieli (…) sprzyjających policjantów, którzy nam mówią, gdzie są osoby dzisiaj zamykane albo na komisariat wywożone, to nie byłoby możliwości, żeby ich stamtąd wyciągnąć. Ale my to robimy, bo chcą się pozbyć tych, którzy mają odwagę walczyć – mówiła.
Michał Kowalski: „Nie będzie resetu konstytucyjnego”
Jedno z najbardziej stanowczych przemówień wygłosił poseł Prawa i Sprawiedliwości Michał Kowalski.
Parlamentarzysta określił wydarzenia z 30 października jako „zamach stanu” i zapowiedział, że jego ugrupowanie będzie dążyło do rozliczenia osób uznawanych przez nie za odpowiedzialne.
W związku z tym, że doszło do zamachu stanu 30 października, nie możemy pozwolić, żeby poszło to (…) [bez konsekwencji]. Nie będzie resetu konstytucyjnego. Nie ma takiej opcji. To musi być rozliczone. Donald Tusk liczy, że będzie reset. Nie może być resetu. My mamy ich rozliczyć – powiedział.
Poseł następnie doprecyzował, kogo miałyby dotyczyć zapowiadane rozliczenia.
My jako parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości doprowadzimy do rozliczania winnych na każdym poziomie, od Donalda Tuska do tych policjantów, którzy wydawali polecenia. Nie może być tak, że o tym zapomnimy. Nie będzie drugiej kreski. Nie godzimy się na to. Nie ma zgody! – deklarował.
Zgromadzeni odpowiedzieli skandowaniem „Nie ma zgody”.
W dalszej części wystąpienia poseł ponownie zaatakował premiera Donalda Tuska, a uczestnicy protestu zaczęli skandować „Będzie siedział”. Sformułowanie o „zamachu stanu” jest oceną polityczną przedstawioną przez parlamentarzystę. Nie oznacza prawomocnego stwierdzenia popełnienia takiego przestępstwa.
Nocna interwencja posłów w Komendzie Stołecznej Policji
Michał Kowalski przedstawił także szczegóły swoich działań w sprawie policyjnej interwencji wobec Krzysztofa Dunina-Holeckiego, męża dziennikarki Danuty Holeckiej.
Do zdarzenia doszło 1 listopada w Warszawie, gdy małżeństwo odwiedzało grób zmarłego syna. Policjanci interweniowali wobec kierowcy, a w trakcie czynności zastosowali kajdanki. Według posła w nocy z 1 na 2 listopada wraz z parlamentarzystą Mariuszem Goskiem udał się do Komendy Stołecznej Policji.
Dzisiaj w nocy wspólnie z panem posłem Mariuszem Goskiem interweniowaliśmy w Komendzie Stołecznej Policji. (…) Dzisiaj w nocy o godzinie 1:30 wspólnie z panem posłem Goskiem interweniowaliśmy. Pan komendant stołeczny nie wyszedł do nas. Złożyliśmy pismo i dzisiaj byliśmy ponownie u niego o godzinie 10:30. Nie miał odwagi wyjść – relacjonował Kowalski.
Poseł zakwestionował sposób prowadzenia czynności wyjaśniających po interwencji.
Ta sama Komenda Rejonowa w Warszawie, Warszawa 2, prowadzi postępowanie wyjaśniające. Nie może być tak, szanowni państwo, że ta sama (…) Komenda Rejonowa Policji 2 w Warszawie prowadzi we własnej sprawie postępowanie wyjaśniające. Dlatego domagamy się od komendanta stołecznego policji, aby wyjaśnienie tej sprawy (…) przejęli inni funkcjonariusze. Przecież oni to chcą zamieść pod dywan (…). Dlatego nie może być tutaj zgody na to, żeby policja łamała prawo – stwierdził.
Parlamentarzysta oskarżył też policję o polityczne motywacje.
Tam były setki samochodów. Dlaczego tylko jego zaczęli kontrolować? Dokładnie wiedzieli o tym, że ci państwo, państwo Holeccy będą w tym miejscu. Szanowni państwo, to jest zlecenie polityczne. To jest zlecenie polityczne. Na to nie możemy pozwolić – mówił.
Kowalski zapowiedział ponadto spotkanie z komendantem głównym policji 3 listopada, podczas którego parlamentarzyści mają domagać się wyjaśnienia sprawy.
Policja przedstawia odmienny opis zdarzenia. Według jej stanowiska kierowca wjechał na teren objęty zakazem ruchu, nie wykonywał poleceń i odmówił podania danych. Funkcjonariusze zaprzeczają politycznym motywom interwencji.
Zarzuty dotyczące politycznego zlecenia pozostają zatem twierdzeniem posła, niepotwierdzonym przedstawionymi podczas protestu dowodami.
Zarzut czynnej napaści na prezydenta
Podczas wystąpienia Michał Kowalski odniósł się również do zachowania sędzi Anny Korwin-Piotrowskiej wobec prezydenta Karola Nawrockiego.
Doszło do zamachu stanu, ale również doszło do przestępstwa z artykułu 135 Kodeksu karnego. Kto dopuszcza się czynnej napaści na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat. (…) Korwin-Piotrowska dopuściła się czynnej napaści, dlatego poniesie konsekwencje – stwierdził poseł.
Artykuł 135 § 1 Kodeksu karnego rzeczywiście dotyczy czynnej napaści na prezydenta RP. Przypisanie konkretnej osobie odpowiedzialności karnej wymaga jednak ustalenia okoliczności zdarzenia i spełnienia ustawowych znamion przestępstwa.
Poniedziałkowa manifestacja pokazała, że konflikt dotyczący kierownictwa Trybunału Konstytucyjnego stał się dla uczestniczących w niej środowisk częścią szerszego sporu politycznego.
Maciej Naskręt
Obserwuj @MaciejNaskret na X . Twórca portalu WbijamSzpile.pl, doświadczony dziennikarz i komentator życia publicznego, specjalizujący się w analizie miejskich zjawisk i politycznych mechanizmów. Pracował w mediach lokalnych i ogólnopolskich, zarówno publicznych, jak i niezależnych, dzięki czemu doskonale zna kulisy funkcjonowania świata mediów. Łączy rzetelność dziennikarską z wyrazistym, często ironicznym stylem. Nie unika trudnych tematów – przeciwnie, zadaje pytania, których inni wolą nie stawiać.
Nie kończ na jednym tekście
Lokalne newsy, szpile, kulisy i tematy, które często zaczynają się tam, gdzie inni kończą komunikatem prasowym.
Obserwuj temat. Damy Ci znać, gdy wrócimy do tej sprawy.





